W domu było ciepło. Za oknem cichy śnieg sypał. Zosia miała 4 lata i miękki szalik. Pachniało choinką i piernikiem.
Zosia podeszła do choinki. Światełka mrugały: raz, dwa, trzy. Na gałązce wisiała mała gwiazdka. Zosia pogłaskała igły, delikatnie.
„Mamo, choinka świeci!” powiedziała Zosia.
„Tak, kochanie. To magia świąt” powiedziała mama.
Na stole stał talerz z ciasteczkami. Jedno było w kształcie serca. Zosia wzięła je w małe palce. „Dla kogo?” zapytała.
„Dla Mikołaja. I dla ciebie też” odpowiedziała mama.
Zosia uśmiechnęła się. W kuchni bulgotał kompot. Tata niósł garnek i śmiał się cicho. „Hop, hop, gorące!” powiedział.
Zosia usiadła na dywanie. Obok leżał jej miś, Brum. Na półce stała szopka. Małe figurki patrzyły spokojnie. Zosia pokazała misiowi aniołka. „Aniołek ma skrzydła” powiedziała.
Brum „mru” i Zosia zaśmiała się.
Wtem z choinki spadła bombka. Nie pękła. Tylko poturlała się pod fotel. Zosia zrobiła wielkie oczy.
„Oj!” powiedziała.
Mama uklękła obok. „Spokojnie. To tylko turlanie” powiedziała.
Tata zajrzał pod fotel. „Mam ją!” powiedział. Podał bombkę Zosi.
Bombka była czerwona i miała złoty pasek. Zosia trzymała ją jak jajko. „Cześć, bombko” powiedziała.
„Powiesimy ją niżej, dobrze?” zapytała mama.
„Dobrze” odpowiedziała Zosia.
Razem zawiesili bombkę na dolnej gałązce. Światełka mrugały jak małe gwiazdy. W radiu grała cicha kolęda. Zosia piła kakao. Na wąsach miała małą plamkę.
„Wesołe święta!” powiedziała Zosia.
„Wesołe” powiedzieli mama i tata.
A śnieg sypał miękko, jak puch.
Morale: Gdy robimy coś razem, nawet mały kłopot szybko staje się ciepłą częścią świąt.