Trwa ładowanie...
Opowieść o podróży w czasie 11-12 lat Czytanie 18 min.

Łyżka, która zgubiła się w czasie: przygoda Borysa i Ruru

Niedźwiedź Borys przypadkowo odkrywa w pniu tajemniczą kabinę czasu i trafia do przyszłości, gdzie z pomocą robotycznego przewodnika uczy się, jak ważne są pamięć i odpowiedzialność za swoje czyny.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Duży pluszowy brązowy miś o okrągłej twarzy i łagodnych oczach, z ciekawym, lekko zaniepokojonym wyrazem, trzyma zużytą dużą drewnianą łyżkę w prawej łapie i półpochyla się przed otworem starego pnia; ma teksturowe futro, mały prążkowany szalik i złoty listek za uchem. Obok po lewej stoi mały towarzyszący robot na dwóch kółkach, okrągły korpus, ekran‑głowa z pikselowymi uśmiechniętymi oczami, zielona farba i szczotkowany metal, antena skierowana ku pniowi jakby nadzorował. W tle leśna alejka z mchem, korzeniami i jasnymi płytami „eko‑dzielnicy”, zwisające rośliny na ścianach i unoszące się okrągłe lampy w zławo‑zielonej, zmierzchowej tonacji. W środku pnia widać maleńką błyszczącą kabinę czasu z przezroczystymi ścianami i metalowym pokrętłem w środku z napisem wczoraj / dziś / jutro (stylizowany, lekko zamazany), przycisk emituje błękitno‑zielony blask; miś wyciąga łyżkę w stronę kabiny, robot czuwa obok — ujęcie w półpostaci, lekka perspektywa trzech czwartych, miękkie kontrasty i cienie, ciepła, tajemnicza atmosfera, bez widocznego tekstu. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Zegar w starym pniu

Borys był niedźwiedziem, który lubił dwie rzeczy bardziej niż miód: ciszę i ciekawość. Mieszkał na skraju lasu, gdzie ścieżki pachniały igliwiem, a wiatr umiał gwizdać jak flet.

Tego popołudnia szukał w zaroślach zaginionej łapy… to znaczy swojej ulubionej drewnianej łyżki do miodu. Zniknęła wczoraj, kiedy Borys wymachiwał nią, udając dyrygenta chóru żab.

— Łyżko? — mruknął. — Wyjdź, obiecuję nie robić z ciebie batuty.

Wtedy zobaczył coś dziwnego: stary pień, przewrócony i spróchniały, miał w środku okrągłe drzwiczki. Nie pasowały do lasu, jak guzik do szyszki. Na drzwiczkach była wygrawerowana spirala i trzy małe znaki: „wczoraj”, „dziś”, „jutro”.

Borys pochylił łeb. W powietrzu czuć było metal i ozon, jak po burzy, choć niebo było czyste.

— Kto zostawia drzwiczki w pniu? — zdziwił się. — I to jeszcze z podpisem czasu?

Pchnął delikatnie. Drzwiczki ustąpiły z cichym „klik”, jakby czekały właśnie na niego. W środku nie było próchna, tylko gładka komora, błyszcząca jak wnętrze muszli. Stała tam maszyna: niewielka kabina z przezroczystymi ściankami i pokrętłem na środku. Na pokrętle były te same trzy słowa.

W kabinie leżała jego łyżka.

— Aha! — Borys uśmiechnął się szeroko. — Czyli to ty jesteś złodziejem… Panie Pniu?

Kiedy tylko chwycił łyżkę, maszyna mrugnęła światłem. Nie ostro, raczej jak świetlik, który się wita. Na podłodze kabiny pojawiły się kreski, jak na tarczy zegara.

Borys znał las i znał siebie. Wiedział, że jeśli coś świeci i ma pokrętło, nie należy kręcić nim bez myślenia. Ale też wiedział, że jeśli czegoś nie sprawdzi, będzie myślał o tym całą zimę.

— Dobrze, Borysie — powiedział do siebie. — Jedno przekręcenie. Tylko jedno. I żadnego dotykania czerwonych rzeczy. Jeśli w ogóle są czerwone.

Na szczęście nic nie było czerwone. Było za to „jutro”. Pokrętło aż prosiło, żeby je przestawić.

Borys westchnął, wziął głęboki wdech pachnący żywicą i przekręcił pokrętło na „jutro”.

Kabina zaszumiała cicho, jakby ktoś przewracał strony grubej książki. Świat za ściankami rozmył się, a pień… zniknął.

Rozdział 2: Dzielnica, która oddycha

Kiedy szum ucichł, Borys stał w tym samym miejscu, ale las wyglądał inaczej. A właściwie… las nie był już lasem.

Zamiast ścieżki z igliwia była gładka aleja z jasnych płyt, a obok niej płynął wąski strumień wody tak czystej, że widać było każdy kamyk. W powietrzu unosił się delikatny zapach mięty i wilgotnej ziemi. Nad wszystkim wisiały ciche, okrągłe lampy, które świeciły jak poranne słońce, choć słońce dopiero zachodziło.

Wokół rosły drzewa, ale nie dzikie. Każde miało przy korzeniach mały pierścień z mchu i tabliczkę z napisem. „Dąb pamięci”, „Klon deszczowy”, „Sosna wiatrowa”. Pomiędzy drzewami wznosiły się niskie domy, obrośnięte zielenią. Ich ściany były jak ogrody, a dachy wyglądały jak pagórki porośnięte trawą.

— Wow — wyszeptał Borys. — To jest… las, który poszedł do szkoły i dostał dyplom.

Coś zaszeleściło. Po alei sunął mały robot na kółkach, z antenką i ekranem zamiast twarzy. Na ekranie pojawiły się dwa okrągłe oczy i uśmiech.

— Witaj, podróżniku — powiedział robot głosem miłym jak dzwoneczek. — Jestem Ruru, asystent dzielnicy Eko-Jutrzejszej. Czy potrzebujesz mapy, wody czy… wyjaśnienia, dlaczego niedźwiedź wyszedł z kabiny czasu?

Borys mrugnął.

— Skąd wiesz, że to kabina czasu?

Ruru zamrugał pikselami.

— Bo nie wszyscy przychodzą z wnętrza pnia, który wczoraj był pniem, a dziś jest stacją chronologiczną. Proste jak kompostowanie.

— Kompo… co?

— Zostawmy trudne słowa na potem — zaproponował Ruru. — Najpierw zasady.

Borys od razu spoważniał, bo „zasady” brzmiały jak coś, co ratuje łapy przed kłopotami.

— Zasada pierwsza: nie zabierasz z przyszłości rzeczy, które zmienią przeszłość — recytował Ruru. — Zasada druga: nie mówisz przeszłości o przyszłości w sposób, który ją popchnie jak kłoda w rzekę. Zasada trzecia: pamięć jest jak ślad w śniegu. Jeśli go rozdepczesz, nie znajdziesz drogi do domu.

Borys pogładził łyżkę.

— A moja łyżka?

— To bezpieczny przedmiot — uspokoił Ruru. — Już była twoja. Czas tylko ją… pożyczył.

Borys rozejrzał się szeroko.

— Co to za miejsce? Wygląda jak dzielnica, ale też jak ogród.

— To dzielnica eko-futurystyczna — odparł Ruru z dumą. — Zbudowana tak, żeby oddychać razem z przyrodą. Domy zbierają deszcz, ściany rosną, a energia płynie z wiatru, słońca i… ruchu łap. Twoich też, jeśli zechcesz.

— Moje łapy robią energię? — Borys uniósł jedną. — Potrafią też robić bałagan.

— Bałagan to też energia, tylko źle ustawiona — powiedział Ruru filozoficznie. — Chodź. Pokażę ci coś, co ma związek z pamięcią. I z tobą.

Te słowa sprawiły, że futro Borysa lekko się nastroszyło. „Z tobą” brzmiało jak zagadka.

Rozdział 3: Biblioteka liści i malutki paradoks

Ruru poprowadził Borysa w stronę budynku, który wyglądał jak wielka szklarnia. W środku zamiast półek były żywe gałęzie, a na nich wisiały… liście. Każdy liść miał inny kształt i kolor, a kiedy Borys zbliżył nos, usłyszał ciche dźwięki: śmiech, szum rzeki, trzask ogniska.

— To biblioteka pamięci — wyjaśnił Ruru. — Liście zapisują wspomnienia mieszkańców. Nie tylko to, co się stało, ale też to, co było ważne.

— Kto tu mieszka? — zapytał Borys, patrząc na liście, jakby mogły nagle urosnąć w opowieści.

— Zwierzęta, rośliny, maszyny pomocnicze. Żadnych ludzi — dodał Ruru, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. — Dawno temu zrozumieliśmy, że każdy może dbać o miejsce. Nieważne, czy ma pazury, liście czy śrubki.

Borys poczuł ulgę, choć sam nie wiedział czemu.

Ruru podjechał do jednej gałęzi.

— Spójrz na ten liść.

Liść był mały i złoty. Na jego powierzchni widać było rysunek… drewnianej łyżki.

— To moja! — zawołał Borys.

— To wspomnienie o twojej łyżce — powiedział Ruru. — Ktoś zapisał je dawno temu, bo ta łyżka stała się ważna.

— Dla kogo? — Borys zmarszczył pysk. — Dla mnie jest ważna, bo nią mieszam miód. I czasem udaję dyrygenta.

Ruru zakręcił kółkami, jakby się śmiał.

— W przyszłości wspomnienia robią się z małych rzeczy. Ktoś kiedyś użył tej łyżki do czegoś, co uratowało smak w czyimś dniu. Albo przypomniało dom.

Borys już miał zapytać „kto”, kiedy w bibliotece rozległo się „pip-pip” alarmu, ale łagodnego, jak budzik, który przeprasza.

Na ścianie pojawił się napis: „UWAGA: OBIEKT POZA SWOIM CZASEM”.

Borys spojrzał na łyżkę w łapie. Potem na złoty liść. Potem znowu na łyżkę.

— To przeze mnie? — spytał cicho.

— Nie całkiem — uspokoił Ruru. — To przez… malutki paradoks.

— Paradoks to jak… kiedy próbujesz zjeść miód i jednocześnie go nie zjeść? — zgadł Borys.

— Bardzo blisko — pochwalił Ruru. — Twoja łyżka pojawiła się tu wcześniej, zanim ją zgubiłeś. Czas zrobił pętelkę. Niezło namieszał, jak w słoiku z kremem.

Borys poczuł, że robi mu się gorąco pod futrem.

— Czy to niebezpieczne?

— Nie, jeśli zachowamy spokój i porządek — odpowiedział Ruru. — Pętelki bywają psotne, ale można je wygładzić. Musimy tylko znaleźć, skąd wziął się skok. I pamiętać, że nie wolno „naprawiać” czasu siłą. Czas nie lubi, kiedy się go ciągnie za ogon.

Alarm ucichł, ale napis pozostał, jak przypomnienie.

— Co mam zrobić? — zapytał Borys, tym razem całkiem poważnie.

Ruru wysunął małe ramię z latarką, która świeciła zielonym światłem.

— Pójdziesz ze mną do miejsca, które nazywamy Węzłem. Tam spotykają się ścieżki „wczoraj”, „dziś” i „jutro”. A po drodze… uważaj na własne ślady.

Borys parsknął.

— Jestem niedźwiedziem. Moje ślady są zawsze duże.

— Właśnie dlatego łatwo je zauważyć — odparł Ruru. — Chodź.

Rozdział 4: Węzeł czasu i zagubiona wskazówka

Szli przez dzielnicę, która naprawdę wyglądała, jakby oddychała. Kiedy Borys stawiał łapę na specjalnych płytach, delikatnie świeciły. Ruru wyjaśnił, że płyty zbierają energię z kroków.

— Czyli moje spacerowanie jest… pożyteczne? — Borys uniósł brwi.

— Bardzo — odpowiedział Ruru. — Zwłaszcza, jeśli nie wchodzisz na grządki.

— Obiecuję. Grządki szanuję. W grządkach mieszkają marchewki, a marchewki są… niewinne.

Węzeł okazał się placem z trzema łukami. Każdy łuk był z innego materiału: jeden z drewna, drugi z kamienia, trzeci z przezroczystego czegoś, co wyglądało jak twarda woda. Nad łukami wisiały napisy: „wczoraj”, „dziś”, „jutro”.

Na środku placu stała misa z wodą. Woda była nieruchoma jak lustro.

— To Zwierciadło Przejść — powiedział Ruru. — Pokazuje, gdzie dotknąłeś czasu bardziej niż trzeba.

Borys nachylił się nad misą. W lustrze zobaczył… siebie w lesie, jak kręci pokrętłem. Ale obraz przesunął się dalej, jak film. Widział, jak wczoraj wymachiwał łyżką przy stawie, dyrygując żabami. Widział też, jak łyżka wylatuje mu z łapy i znika w krzakach.

— Ojej — szepnął Borys. — To było głupie.

— Nie głupie — poprawił Ruru. — Zwyczajne. I ważne.

Obraz w wodzie drgnął i pokazał coś jeszcze: mały błysk w krzakach, kiedy łyżka znikała. Jakby ktoś albo coś ją „złapało” w locie.

— To… kabina? — Borys zmrużył oczy.

— Tak — potwierdził Ruru. — Wtedy powstała pętelka. Kabina była otwarta na „jutro”, ale dotknęła „wczoraj”. Drobny błądjk— to znaczy drobny błąd w ustawieniu.

Borys poczuł ukłucie wstydu.

— Czy ja to spowodowałem?

— Połowicznie — odpowiedział Ruru. — Kabina miała zabezpieczenia, ale ktoś je wyłączył. Ktoś zostawił ją… zbyt ciekawą świata.

— Kto? — Borys rozejrzał się, jakby za łukiem miała czaić się odpowiedź.

Ruru zamilkł na moment. Na jego ekranie pojawiła się ikonka zamyślenia: mała chmurka.

— Nie wiemy. Ale zostawił wskazówkę.

Robot podjechał do kamiennego łuku „dziś”. W jego podstawie była szczelina, a w niej cienka płytka z wygrawerowanym znakiem spirali i napisem: „Pamiętaj, co zabierasz. Pamiętaj, co zostawiasz.”

— To brzmi jak rada dla kogoś, kto pakuje plecak — mruknął Borys.

— Albo dla kogoś, kto pakuje czas — odparł Ruru.

Borys spojrzał na swoją łyżkę. Nagle wydała mu się cięższa, jakby była pełna historii.

— Co teraz? — zapytał.

— Musisz wrócić do miejsca, gdzie zgubiłeś łyżkę, ale w odpowiednim momencie — powiedział Ruru. — Tak, żeby pętelka się zamknęła bez kopania w przeszłości. Oddasz łyżce jej drogę.

— Brzmi jak… mam pozwolić, żeby się zgubiła? — Borys zrobił minę, jakby ktoś kazał mu odłożyć słoik miodu na półkę i odejść.

— Na chwilę — przyznał Ruru. — A potem odzyskasz ją tak, jak powinieneś. Czas lubi, kiedy rzeczy wracają do swoich ścieżek.

Borys westchnął.

— Dobrze. Ale jeśli żaby znów będą śpiewać, nie mogę obiecać, że się nie wzruszę.

— Wzruszenie jest dozwolone — powiedział Ruru. — Byle nie przestawiać zegarów.

Rozdział 5: Powrót do „wczoraj” i lekcja pamięci

Przeszli przez drewniany łuk „wczoraj”. Nie było błysków ani huku. Tylko miękki podmuch, jak otwarcie drzwi do chłodnej spiżarni.

Nagle znów byli w lesie. Zapach żywicy był mocniejszy, a światło miało odcień wcześniejszy, jakby dzień cofnął się o krok. Słychać było żaby.

— O nie — jęknął Borys. — To ta chwila.

Ruru poruszał się bezszelestnie po mchu.

— Pamiętaj: nie rozmawiasz z… sobą. I nie machasz łyżką do własnej łyżki.

— To najdziwniejsze zdanie, jakie kiedykolwiek usłyszałem — szepnął Borys.

Schowali się za krzakiem przy stawie. W oddali Borys-wczorajszy stał na kamieniu i dyrygował żabami jak prawdziwy maestro. Machnął łyżką z rozmachem.

— Taaak! — zachrypiała jedna żaba, jakby to był koncert.

— Czuję się jednocześnie dumny i zażenowany — przyznał Borys-dzisiejszy, obserwując samego siebie.

Wtedy łyżka wyleciała z łapy Borysa-wczorajszego, zakręciła w powietrzu i poleciała w krzaki.

— Teraz — szepnął Ruru.

Borys-dzisiejszy wyciągnął swoją łyżkę i położył ją dokładnie tam, gdzie powinna spaść. Serce mu waliło, jakby biegł pod górę z pełnym słoikiem.

— I co? — spytał cicho.

W krzakach mignęło zielonkawe światło. Kabina, ukryta w pniu, „zassała” łyżkę lekko, jakby wciągała listek w wir. Zniknęła.

Alarmu nie było. Nic nie pisnęło. Po prostu… świat wrócił na swoje miejsce.

Borys poczuł, jak napięcie schodzi mu z barków.

— Czyli teraz jestem niedźwiedziem bez łyżki — mruknął smutno.

— Przez krótką chwilę — przypomniał Ruru. — Teraz wydarzenia potoczą się normalnie. Jutro znajdziesz łyżkę tam, gdzie powinieneś ją znaleźć.

— A jeśli nie? — Borys przełknął ślinę. — Co jeśli czas pomyli półki?

Ruru spojrzał na niego swoimi pikselowymi oczami.

— Wtedy zostanie ci pamięć — powiedział łagodnie. — I to jest ważniejsze niż przedmiot. Rzeczy się gubią. Wspomnienia uczą, jak ich szukać. I jak dbać o to, co naprawdę twoje.

Borys popatrzył na staw. Żaby nadal śpiewały. Borys-wczorajszy drapał się po głowie i wyglądał na zaskoczonego, że łyżka zniknęła.

— Ojej… — mruknął Borys-wczorajszy.

Borys-dzisiejszy uśmiechnął się krzywo.

— Dokładnie tak.

Ruru delikatnie popchnął go w stronę pnia.

— Wracamy do „dziś”. Czas nie lubi, gdy się stoi w przejściu jak w drzwiach.

Rozdział 6: Jutro, które zostawia list w środku

Przejście z „wczoraj” do „dziś” było jak mrugnięcie. Las znów pachniał „teraz”. Pień leżał tam, gdzie wcześniej, z drzwiczkami czekającymi cicho.

— I co z dzielnicą? — zapytał Borys. — Czy jeszcze ją zobaczę?

Ruru zawahał się.

— Być może. Ale nie jako ucieczkę. Raczej jako przypomnienie.

Borys położył łapę na drzwiczkach.

— Chcę chociaż podziękować — powiedział. — Za zasady. I za to, że nie wybuchło nic… wielkiego.

— Wybuchają głównie rzeczy, które są w środku puste — odparł Ruru. — Ty jesteś pełny: ciekawości, ostrożności i… miodowych planów.

Borys parsknął śmiechem.

— Miodowe plany brzmią jak strategia wojskowa.

— W pewnym sensie tak — zgodził się Ruru. — Tylko walczysz o dobre poranki.

Zanim Borys zamknął drzwiczki, zauważył coś w kabinie. Na podłodze leżał mały, suchy listek, jakby z biblioteki. Złoty, z rysunkiem łyżki. Ale teraz był na nim jeszcze jeden obraz: niedźwiedź siedzący w domu, w ciszy.

Borys ostrożnie go podniósł.

— Mogę to zabrać? — zapytał.

Ruru przyjrzał się listkowi.

— To nie jest przedmiot, który zmieni przeszłość. To jest pamięć, która ją rozjaśni — powiedział. — Zabierz. Ale nie po to, by chwalić się, tylko by pamiętać.

Borys schował listek za ucho. Wyglądał trochę komicznie, bo był duży, a listek maleńki, ale Borysowi to nie przeszkadzało.

— Ruru… — zaczął.

— Tak?

— Kto zostawił kabinę? Kto zrobił te zasady?

Ruru uśmiechnął się na ekranie.

— Może ktoś, kto kiedyś też był ciekawy i trochę namieszał. A potem zrozumiał, że pamięć nie jest ciężarem. Jest latarką.

W tej samej chwili kabina zamrugała. Pokrętło drgnęło na „dziś”, jakby mówiło: „koniec wycieczki”.

— Do zobaczenia, Borysie — powiedział Ruru. — I pamiętaj: nie musisz gonić jutra, żeby dbać o dzisiaj.

Drzwiczki zamknęły się z cichym „klik”. Świat znów był zwykłym lasem. A jednak Borys czuł, jakby w kieszeni serca nosił małą, zieloną lampkę.

Rozdział 7: Łyżka odnaleziona i słuchanie ciszy domu

Następnego dnia Borys obudził się wcześnie. Przez chwilę myślał, że to wszystko było snem: dzielnica, liście, Ruru i łuki czasu. Ale za uchem czuł suchy, złoty listek. Delikatny jak szept.

Poszedł nad staw. Żaby spojrzały na niego z powagą artystów.

— Dzisiaj bez koncertu — powiedział Borys. — Dzisiaj mam inne sprawy.

W krzakach, dokładnie tam, gdzie powinno, leżała jego drewniana łyżka. Trochę brudna, trochę porysowana, ale całkiem prawdziwa.

Borys podniósł ją ostrożnie, jakby podnosił wspomnienie.

— Wróciłaś — szepnął. — W swoim czasie.

W drodze do domu zauważył coś, czego wcześniej nie dostrzegał: swoje stare ślady w błocie, ślady innych zwierząt, wydeptane ścieżki. Wszystko było jak opowieść, którą ziemia pisała łagodnie pod stopami.

W domu było ciepło. Nie dlatego, że ktoś rozpalił ogień — Borys nie lubił dymu w futrze — tylko dlatego, że dom pachniał znajomo: drewnem, suszonymi jagodami i miodem.

Postawił łyżkę na swoim miejscu. Listek położył na półce obok słoika, tak żeby go widzieć.

Usiadł. Przez chwilę chciał coś zrobić: zjeść miód, poukładać kamyki, policzyć szyszki. Ale przypomniał sobie słowa Ruru: „pamięć jest latarką”. I że czas nie lubi, gdy się go ciągnie za ogon.

Więc Borys zrobił coś prostego.

Zamknął oczy i zaczął słuchać.

Słyszał, jak dom oddycha: cichy trzask drewna, szmer wiatru w szczelinie okna, miękkie „puk” kropli, która spadła z liścia na dach. Słyszał własny oddech, spokojny i równy, jak fale na małym jeziorze.

I w tej ciszy Borys poczuł, że to, co przeżył, nie musi krzyczeć, żeby było prawdziwe. Wystarczy, że świeci w środku, jak mały zielony sygnał: „pamiętam”.

Siedział tak długo, słuchając ciszy domu.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Spróchniały
Zniszczony przez czas i wilgoć, miękki, łatwo się łamie lub kruszy.
Ozon
Gaz w powietrzu, pachnie inaczej po burzy, chroni przed niektórym promieniowaniem.
Spirala
Kształt skręcony wokół środka, jak zwinięta linia lub ślimak.
Stacją chronologiczną
Miejsce związanе z czasem, gdzie można przełączać 'wczoraj', 'dziś' i 'jutro'.
Komora
Małe, zamknięte wnętrze lub przestrzeń w urządzeniu lub budowli.
Malutki paradoks
Niewielka sytuacja, która wydaje się sprzeczna lub trudna do wyjaśnienia.
Pętelka
Małe okrążenie lub zagięcie w czasie albo wydarzeniach, które się powtarzają.
Biblioteka pamięci
Miejsce, gdzie przechowuje się wspomnienia zapisane na liściach.
Zwierciadło Przejść
Specjalne lustro wody pokazujące, gdzie ktoś zbyt mocno dotknął czasu.
Zabezpieczenia
Środki lub urządzenia, które chronią przed błędami lub niebezpieczeństwem.
Węzeł
Miejsce spotkania różnych ścieżek czasu, punkt, gdzie się łączą drogi.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

ciekawość odpowiedzialność robot ekologia

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o podróżach w czasie dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.