Trwa ładowanie...
Opowieść o dziwacznych wynalazkach 9-10 lat Czytanie 9 min.

Samomieszacz do naleśników i wyspa ciasta na ścianie

Irena skonstruowała Samomieszacz do naleśników, który podczas prób wywołuje zabawne kłopoty i zmusza wynalazczynię do nauki o trosce o szczegóły, obserwowaną przez jej kota Korkociąga.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Irena, wynalazczyni w średnim wieku o okrągłej twarzy, kwadratowych okularach i jasnoszarych włosach związanych w nieporządny kok, uśmiechnięta i zaskoczona, trzyma mały śrubokręt i patrzy na maszynę rozchlupującą ciasto na naleśniki; obok na stosie pudeł siedzi kot Korkociąg w pomarańczowo-białe paski o figlarnych zielonych oczach, cofający się ostrożnie. Maszyna to ręcznie wykonany metalowy aparat malowany na jasnoniebiesko z dwoma mieszadłami w kształcie S, dużym czerwonym przyciskiem „wolno–szybko”, podnoszącą się przezroczystą „parasolką” i widoczną sprężyną. Warsztat jest ciepły i zagracony: drewniany stół, słoiki ze śrubami, szkice na ścianie, parujące filiżanki herbaty i okno wpuszczające miękkie poranne światło. Scena pokazuje strumień ciasta tworzący plamę w kształcie wyspy, zawieszone krople, obłoki mąki i graficzne iskry zaskoczenia; kompozycja dynamiczna, żywe kolory, wyraźne kontury, proste formy, styl dziecięcy, kontrastowa paleta pastelowa, płaskie tekstury i przesadzone wyrazy twarzy. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Pomysł, który pachniał naleśnikiem

W warsztacie pani Ireny zawsze było spokojnie, jak w bibliotece, tylko zamiast książek stały tam słoiki z guziczkami, kłębek kabli i śrubki w pudełkach po herbacie. Irena była wynalazczynią o łagodnym głosie i cierpliwości dłuższej niż kolejka do lodziarni w lipcu.

Tego popołudnia usiadła przy stole, otworzyła swój „Dziennik Pomysłów” i napisała dużymi literami:

„SAMOMIESZACZ DO NALEŚNIKÓW”.

— Bo ile można mieszać, kiedy ręka odpada? — mruknęła do siebie, poprawiając okulary. — Chcę urządzenie, które miesza ciasto równo, bez grudek i bez pryskania po suficie. Prosto, elegancko i… cicho.

Obok leżała miska, trzepaczka i stara kucharska łyżka, która wyglądała, jakby przeżyła wojnę z zupą pomidorową.

Irena narysowała plan: mały silniczek, dwa mieszadła w kształcie litery „S”, pokrętło „wolno–szybko” i specjalna osłona przeciwbryzgowa, którą nazwała „Parasolką Wstydu”, bo miała zasłaniać wszelkie kulinarne wpadki.

— Zrobię jeszcze czujnik, który sprawdzi, czy wszystko jest solidne — dodała i podkreśliła słowo „SOLIDNE” trzy razy. — Bez tego ani rusz.

Po chwili podniosła głowę i uśmiechnęła się do swojego kota, Korkociąga, który leżał na pudełku z nakrętkami.

— Ty będziesz moim inspektorem bezpieczeństwa. Jak coś spadnie, to miauknij. Tylko nie za późno.

Korkociąg przeciągnął się tak leniwie, jakby właśnie dostał awans na dyrektora ważnej firmy.

Rozdział 2: Składniki, śrubki i „test solidności”

Budowa poszła gładko. Irena uwielbiała moment, gdy wszystko pasuje: śrubka do gwintu, pokrywka do miski, pomysł do rzeczywistości.

Zamontowała silniczek na podstawce, przymocowała mieszadła i przetestowała „Parasolkę Wstydu”, naciskając na nią palcem.

— Trzyma się — powiedziała z satysfakcją. — Ale sprawdzimy porządnie.

Wzięła gumowy młoteczek do delikatnych napraw (delikatnych, czyli takich, po których nic nie płacze) i stuknęła w obudowę: puk, puk.

Nic nie odpadło.

Potem potrząsnęła urządzeniem jak marakaską. Cicho, równo.

— Dobrze. Teraz etap trzeci: test najgorszego przypadku — oznajmiła i wyciągnęła z szuflady… słoik z napisem „SPRĘŻYNA: NA WSZELKI WYPADEK”.

Korkociąg uniósł łapę, jakby chciał zaprotestować, ale Irena już wsunęła sprężynę do środka, „żeby mieszadła miały lekki powrót, gdy trafią na grudkę”.

— Szczegóły, Korkociągu. Wszystko jest w szczegółach.

Wlała do miski mleko, wsypała mąkę, dodała jajka i szczyptę cukru. Ciasto wyglądało spokojnie, niewinnie. Jakby nic nie knuło.

Irena nakręciła pokrętło na „wolno”.

Bzzz… bzzz…

Mieszadła ruszyły. Ciasto zaczęło się pięknie łączyć.

— O, jaka kultura pracy! — zachwyciła się Irena. — Jakby mieszał dżentelmen w muszce.

Korkociąg zamknął oczy, bo dźwięk był naprawdę kojący.

Irena podkręciła na „średnio”.

Bzzz-bzzz… bzzzz…

Czujnik solidności zapalił zieloną diodę. „OK”.

— Dobrze. Teraz „szybko”, ale tylko na sekundę — powiedziała i uniosła palec, jak nauczycielka matematyki przed trudnym zadaniem.

Przekręciła pokrętło.

Wtedy sprężyna „na wszelki wypadek” postanowiła, że właśnie nadszedł jej przypadek.

Rozdział 3: Ciasto, które chciało zwiedzać świat

Wrrrrrr!

Mieszadła przyspieszyły jak wesołe wiatraki. Sprężyna odbiła, jakby ktoś ją połaskotał piórkiem, i… klik!… przestawiła ząbek przekładni o jeden malutki, drobniutki szczegół.

A w wynalazkach mały szczegół potrafi mieć wielki charakter.

„Parasolka Wstydu” dzielnie osłaniała miskę, ale teraz urządzenie mieszało tak energicznie, że ciasto dostało ochoty na przygodę. Podskakiwało, wirowało i próbowało wyjść na spacer.

Najpierw na osłonie pojawił się bąbelek ciasta. Potem drugi. Trzeci.

— Oho, rośnie! — zawołała Irena, wcale nie przerażona, bardziej… zaciekawiona. — Tylko spokojnie, to nie drożdżowe!

W tym momencie „Parasolka Wstydu” zadrżała, jakby kichnęła. I kichnęła naprawdę: PFFFT!

Z boku wyskoczył strumień ciasta i zrobił na ścianie plamę w kształcie mapy. Wyglądała jak wyspa z jednym wulkanem i dwoma jeziorami.

— Korkociągu, czy to jest kontynent? — spytała Irena.

Korkociąg miauknął tak, jakby mówił: „To na pewno nie jest obiad.”

Urządzenie zaczęło wydawać dźwięk: „bip-bip-bip”, bo czujnik solidności wykrył, że coś jest… zbyt wesołe.

Irena podeszła, przyklękła i zajrzała przez okienko kontrolne.

— Spokojnie. Wyłączę. Tylko najpierw… — urwała, bo zobaczyła, że pokrętło „wolno–szybko” kręci się samo, jak bączek. — Ojej.

Samomieszacz postanowił być też… samopokrętłem.

Na blacie pojawiły się kropki ciasta, jak ślady małego zwierzątka. Jedna trafiła na nos Ireny.

— Ha! Łaskotki! — zaśmiała się, choć wyglądała teraz jak ktoś, kto przebrał się za bałwanka w wersji naleśnikowej.

Korkociąg, zachowując honor kota, odsunął się o pół metra. Nie dlatego, że się bał. To była „strategiczna elegancja”.

Irena złapała śrubokręt i z największym spokojem wynalazczyni, która nie raz widziała latający korek od słoika, odkręciła małą klapkę serwisową.

— Szczegóły. Zawsze sprawdzamy szczegóły — powiedziała do siebie.

W środku zobaczyła winowajcę: sprężyna podskakiwała jak radosna pchła.

— Aha! Wszelki wypadek właśnie robi z siebie pokaz.

Wyłączyła zasilanie. Silniczek ucichł. Ciasto przestało zwiedzać świat i osiadło w misce, udając, że nic się nie stało.

Na ścianie jednak została „Wyspa Naleśnikowa”.

— Dobrze — westchnęła Irena. — Nikt nie ucierpiał, oprócz mojej reputacji… i tej ściany.

Korkociąg podszedł i powąchał plamę, po czym zrobił minę, która oznaczała: „To nie jest ryba, ale doceniam starania”.

Rozdział 4: Poprawka, która uratowała sufit

Następnego dnia Irena zaczęła od sprzątania. „Wyspę Naleśnikową” zmyła ciepłą wodą, ale zanim zniknęła, narysowała ją w dzienniku.

— To jest ważny szczegół historyczny — wyjaśniła Korkociągowi. — Pamiątka po błędzie.

Potem usiadła i wypisała listę:

1) Sprężyna za skoczna.

2) Pokrętło kręci się samo.

3) Osłona kicha.

— Wniosek? — zapytała na głos, bo lubiła słyszeć swoje myśli. — Trzeba dopilnować drobiazgów. Drobiazg to taki mały psikus, który tylko czeka, aż się odwrócisz.

Wymieniła sprężynę na spokojniejszą, krótszą i z napisem „NIE PODSKAKUJ” (napis nie pomagał technicznie, ale działał wychowawczo). Dodała też mały hamulec do pokrętła — gumową podkładkę, która trzymała je w miejscu, jakby mówiła: „Siedź. Zostań.”

„Parasolkę Wstydu” poprawiła, doklejając miękką uszczelkę. Teraz zamiast kichać, miała tylko cicho wzdychać.

Na koniec znów zrobiła test solidności. Tym razem bardzo dokładny:

— Puk, puk. Potrząśnięcie. Pociągnięcie. Przekręcenie. I… test kota.

Położyła urządzenie na podłodze i przesunęła przed nim kłębek włóczki. Korkociąg podszedł, dotknął łapką obudowy i… nic nie odpadło.

— Zatwierdzone przez specjalistę — ogłosiła Irena.

Wlała nowe składniki, zamknęła osłonę i przekręciła na „wolno”.

Bzzz…

Równo, cicho, grzecznie.

„Średnio”.

Bzzzz…

Bez map na ścianie.

Irena wzięła głęboki oddech i przekręciła na „szybko”.

Wrrrr— a potem stabilne: wrrrrrr.

Czujnik solidności świecił zielono. Pokrętło ani drgnęło samo. Osłona nie kichnęła ani razu, jakby była dobrze wychowana.

— Oto on: Samomieszacz do Naleśników, wersja druga. Mniej cyrku, więcej naleśników — powiedziała Irena i uśmiechnęła się z dumą, która była spokojna, ale prawdziwa.

Korkociąg zamruczał, co w jego języku znaczyło: „Wreszcie”.

Usmażyła naleśniki. Pierwszy wyszedł trochę krzywy, jak uśmiech. Drugi był idealny. Trzeci wyglądał jak serce.

— Widzisz? — powiedziała do kota. — Szczegóły. Nawet naleśniki mają swoje szczegóły.

Rozdział 5: Gazeta, sława i mały przypis

Tydzień później w lokalnej gazetce „Głos Miasteczka” pojawił się artykuł na trzeciej stronie, między ogłoszeniem o zgubionym parasolu a konkursikiem „Znajdź różnice w obrazkach”.

Irena czytała na głos, popijając herbatę, a Korkociąg siedział obok, udając, że nie słucha.

„NOWY WYNALAZEK W NASZYM SĄSIEDZTWIE!

Pani Irena, znana z cichego warsztatu i jeszcze cichszych pomysłów, stworzyła Samomieszacz do Naleśników. Urządzenie miesza ciasto równo, bez grudek i bez… (tu redakcja dodaje: bez eksploracji ścian). Wynalazczyni przeprowadziła dokładne testy solidności i wprowadziła poprawki, dzięki którym sufit może spać spokojnie.

Na pytanie, co było najważniejsze, pani Irena odpowiedziała:

‘Detale. Bo to one decydują, czy coś działa jak marzenie, czy jak żart, który ucieka z miski.'

Redakcja gratuluje i przypomina: jeśli w kuchni coś kicha, warto sprawdzić sprężynę.”

Irena roześmiała się cicho.

— Widzisz, Korkociągu? Nawet gazeta pamięta o szczegółach.

Kot przeciągnął się i spojrzał na nią łagodnie. Irena wstała, podeszła do warsztatu i dopisała w dzienniku:

„Lekcja: zanim włożysz sprężynę ‘na wszelki wypadek', sprawdź, czy ten wypadek nie umie tańczyć.”

Potem usmażyła jeszcze jednego naleśnika — tego najbardziej okrągłego — i położyła go na talerzu jak medal.

— Za cierpliwość, za spokój i za detale — powiedziała.

Korkociąg powąchał, uznał, że medal jest godny, i mruknął zadowolony. A w warsztacie było znów cicho, równo i solidnie… tylko w kącie śrubka błysnęła, jakby szeptała:

„Pamiętaj o mnie!”

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Wynalazczynią
Osobą, która wymyśla nowe rzeczy i buduje różne urządzenia.
Silniczek
Mały silnik, który daje ruch innym częściom urządzenia.
Mieszadła
Części, które mieszają ciasto lub inne składniki w misce.
Osłona przeciwbryzgowa
Część, która chroni przed rozpryskiwaniem płynów i zabrudzeniami.
Parasolką Wstydu
Nazwa osłony w historii, która ma chronić przed kuchennymi wpadkami.
Czujnik solidności
Urządzenie sprawdzające, czy coś jest mocne i bezpieczne.
Sprężyna
Metalowy drut zwinięty w kształt, który może się ściskać i odbijać.
Przekładni
Część mechanizmu, która przekazuje ruch z jednego miejsca na drugie.
Hamulec
Część, która spowalnia lub zatrzymuje ruch innej części.
Uszczelkę
Miękka część, która zapobiega przeciekaniu i zakrywa szczeliny.
Diodę
Mały element elektroniczny, który świeci na określony kolor.
Klapkę serwisową
Mały otwór lub drzwiczki, przez które można naprawiać urządzenie.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o zwariowanych wynalazkach dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.