Rozdział 1: Genialny Pomysł Kacpra
Kacper leżał na podłodze w salonie, twarzą wciśnięty w miękki dywan, którego wzór przypominał rozlaną czekoladę na mleku. Za oknem padał deszcz, a krople bębniły w szybę tak głośno, że aż trudno było usłyszeć własne myśli. Kacper zerknął na swoje młodsze rodzeństwo: Zosię, która miała 9 lat i właśnie próbowała przekonać kota, żeby założył na głowę koronę z papieru, oraz Stasia, ledwie siedmioletniego wynalazcę domowych katastrof, który majstrował przy jakiejś tajemniczej konstrukcji z klocków Lego.
– Ej! – zawołał Kacper, podnosząc się z podłogi. – Mam genialny pomysł!
– Jeszcze jeden twój „genialny pomysł” i tata zamknie cię w piwnicy – mruknęła Zosia, nie podnosząc wzroku.
Staś spojrzał z zainteresowaniem. – O jaki pomysł chodzi?
– Zróbmy dla rodziców przedstawienie! – wykrzyknął Kacper, rozkładając ręce jakby właśnie ogłosił wynalezienie pizzy bez kalorii.
Zosia i Staś spojrzeli po sobie z mieszaniną niedowierzania i niepokoju.
– Przedstawienie? – zapytała Zosia podejrzliwie. – A co niby mamy grać? „Romea i Julię”? W tej roli kotu będzie lepiej niż mi.
– Nie! – Kacper wzruszył ramionami. – Zrobimy coś własnego! Możemy być kim tylko chcemy. Superbohaterami, rycerzami, kosmitami, piosenkarzami! Wszystko jedno, byle było śmiesznie!
Staś podskoczył z ekscytacji. – Ja chcę być superbohaterem! Ale takim, co ma supermoc zjadania czekolady!
– Super! – zgodził się Kacper. – A ja będę... szalonym naukowcem! A ty, Zosia?
Zosia spojrzała na kota, który ocierał się o jej kolana, jakby chciał powiedzieć „weź nie przesadzaj”. – Może będę królową wszystkich kotów…
– I będziecie się całować? – zapytał Staś z przekąsem.
– Yh, Staś! – Zosia rzuciła w niego poduszką, a kot w panice uciekł pod kanapę.
Rozdział 2: Próby, Kłótnie i Odkrycia
Rodzeństwo zabrało się do pracy z zapałem. Szybko jednak okazało się, że wspólna twórczość to pole minowe.
Kacper, jako starszy brat, postanowił być reżyserem, scenarzystą i głównym aktorem w jednym. Staś chciał mieć więcej scen z czekoladą, a Zosia nie zgadzała się na żadne pomysły, które nie zawierały magicznych kotów.
– Kacper, to nie ma sensu! – Zosia załamała ręce niczym dramatyczna aktorka. – Naukowiec nie może być zakochany w superbohaterze od czekolady!
– Może! – upierał się Kacper. – To się nazywa plot twist!
Staś w tym czasie postanowił przeprowadzić próbę z czekoladą. Rozwinął czekoladowy batonik, po czym odgryzł kawałek i głośno wykrzyknął: – Jestem Czekoladożercą! I nikt mnie nie pokona!
W tej samej chwili przez pokój przebiegł kot z koroną na głowie, gubiąc ją po drodze pod stołem. Zosia rzuciła się w pogoń, potykając się o własne nogi, a Kacper wybuchł śmiechem tak głośnym, że Stasiowi batonik wypadł z ręki.
– To jest genialne! – zawołał Kacper, łapiąc się za brzuch. – Zosia, zrób to jeszcze raz!
– Sama sobie rób – burknęła Zosia, podnosząc koronę i próbując uspokoić kota, który wyglądał na obrażonego.
Wreszcie, po trzeciej już kłótni o to, kto ma więcej kwestii, postanowili, że każdy wymyśli swoją postać i przedstawi ją w krótkiej scenie, a potem zobaczą, co z tego wyjdzie.
Rozdział 3: Plan Doskonały (…prawie)
Kacper rozciągnął wielką kartkę papieru na stole i zaczął rysować diagramy. – Najpierw Staś wchodzi jako Czekoladożerca. Potem ja pojawiam się jako szalony naukowiec, który chce wynaleźć maszynę do robienia wiecznych wakacji. W końcu Zosia wchodzi jako Królowa Kotów i… no… wszyscy się spotykamy.
– A potem kto wygrywa? – zapytała Zosia.
– Wszyscy! – oświadczył Kacper. – Bo najlepsze w tym wszystkim to, że jesteśmy rodziną i razem możemy wszystko!
Zosia przewróciła oczami, ale już bez złości. – No dobrze, ale kot musi mieć jakąś kwestię.
– „Miau!” – zaproponował Staś, wybuchając śmiechem.
– Bardzo śmieszne – burknęła Zosia, ale widać było, że jest rozbawiona.
Przez następne dwie godziny ćwiczyli swoje role, przerywając sobie nawzajem, wygłupiając się i próbując nie wybuchać śmiechem, gdy Staś próbował mówić z pełną buzią czekolady. W końcu wszystko było gotowe.
Kacper spojrzał na zegar. – Rodzice zaraz wrócą! Szybko, robimy scenografię!
W ruch poszły prześcieradła, poszewki i poduszki. Kanapa zamieniła się w laboratorium, stolik w Tron Kociej Królowej, a dywan – no cóż, dywan został polem czekoladowej bitwy.
Rozdział 4: Przedstawienie (Prawie) Doskonałe
Gdy drzwi się otworzyły i rodzice weszli, dzieci już czekały, gotowe do występu. Mama ledwo zdążyła zdjąć buty, a tata już został zaproszony do „Teatru Rodzinnego Trójki Geniuszy”.
– Proszę państwa, zapraszamy na przedstawienie pt. „Czekolada, Koty i Szalony Wynalazek”! – ogłosił Kacper, kłaniając się z rozmachem.
Staś, ubrany w pelerynę z ręcznika, wyskoczył na środek. – Jestem Czekoladożercą! Potrafię zjeść czekoladę szybciej niż tata ukrywa pilot od telewizora!
Rodzice parsknęli śmiechem. Zosia weszła z kotem na rękach, który wyglądał na absolutnie niezainteresowanego udziałem w przedstawieniu, ale pozwolił sobie założyć koronę.
– Jestem Królowa Kotów! – oznajmiła Zosia z królewską miną. – A to mój wierny poddany, Lord Puszek!
Kot spojrzał na wszystkich z godnością, po czym zeskoczył z rąk Zosi, by zająć honorowe miejsce na środku dywanu i zacząć się myć.
Teraz na scenę wkroczył Kacper, z włosami postawionymi na żel i okularami bez szkieł.
– Jestem szalonym naukowcem i właśnie wynalazłem… maszynę do robienia wiecznych wakacji! Wystarczy nacisnąć ten guzik… – Kacper nacisnął pilota od telewizora. – …i już nigdy nie trzeba chodzić do szkoły!
Staś i Zosia zrobili okrągłe ze zdumienia oczy.
– Ale… – odezwała się Zosia. – Czy wtedy nie będziemy tęsknić za kolegami?
– I za panią od matematyki? – dodał Staś.
Kacper zastanowił się chwilę, drapiąc się po głowie.
– Może racja… Moja maszyna czasem psuje się i wysyła wszystkich do świata, gdzie… wszyscy muszą zamiatać dywan!
– Albo gdzie całe jedzenie to brukselka! – dołożył Staś dramatycznie.
Publiczność – czyli rodzice – płakała już ze śmiechu.
Na koniec, Zosia podniosła kota i powiedziała: – Ale w każdym świecie, najważniejsze jest, żeby być razem!
Staś rzucił się do Kacpra i przytulił go tak mocno, że Kacper aż wykrzyknął: – Chwila, chwila, dusisz mnie!
Rodzice bili brawo, a dzieci, choć zmęczone, były dumne jak pawie.
Rozdział 5: Wielki Finał (czyli Sprzątanie)
Kurtyna opadła, ale bałagan pozostał. Zosia spojrzała na poduszki porozrzucane po całym salonie, Staś podniósł resztki czekolady z dywanu, a Kacper próbował rozplątać prześcieradło z klamki od drzwi.
– Super było – westchnął Staś. – Szkoda, że już po wszystkim.
– Przecież możemy zrobić drugą część! – zawołała Zosia. – Tym razem kot będzie głównym bohaterem!
– Albo ja będę reżyserem! – zaproponował Staś.
– O nie, nie, nie – sprzeciwił się Kacper, unosząc ręce. – Ja już wiem, jak to się kończy.
Zosia podeszła do Kacpra i szturchnęła go łokciem. – Ale przyznać musisz, że bez nas nie byłoby tak śmiesznie.
– No, chyba że ja sam grałbym wszystkie role… – próbował droczyć się Kacper, ale już wtedy dostał poduszką od Stasia.
Wszyscy zaczęli się śmiać, przewracając się na dywan jak szczenięta.
Wtem do pokoju wszedł tata z poważną miną.
– A teraz… czas na sprzątanie! – oznajmił, udając groźnego cenzora.
– To będzie najnudniejsze przedstawienie świata – westchnął Kacper.
– Albo najlepsze! – poprawił go Staś, chwytając za miotełkę i zaczynając tańczyć breakdance między okruchami czekolady.
Zosia zaczęła śpiewać piosenkę o tym, jak koty sprzątają swój tron, Kacper zaś próbował wymyślić, jak wywinąć się od składania prześcieradła. Mama patrzyła na to wszystko z uśmiechem i kręciła głową.
– A mówiłam, że z nudów rodzą się najlepsze pomysły – szepnęła do taty.
Rozdział 6: Najlepsza Drużyna na Świecie
Gdy w końcu salon wrócił do stanu używalności, dzieci usiadły razem na kanapie, zmęczone, ale szczęśliwe.
– Wiecie, co jest najlepsze w byciu rodzeństwem? – zapytała Zosia.
– Że zawsze jest z kim się pokłócić? – rzucił Kacper, po czym sam się zaśmiał.
– Nie! – Staś pokręcił głową. – Że zawsze mamy z kim robić głupie rzeczy!
Zosia przytuliła Stasia, a Kacper rozczochrał mu włosy.
– I zawsze mamy dla kogo grać przedstawienia – dodał.
Kot wgramolił się na stół i przeciągnął się leniwie.
– I zawsze mamy kogoś, kto robi za publiczność! – wykrzyknęła Zosia, pokazując kota.
Kacper spojrzał na rodzeństwo i poczuł się szczęśliwy. Może czasem się kłócili, czasem nie mogli się dogadać, czasem robili bałagan większy niż armia słoni, ale zawsze potrafili się z tego śmiać. W końcu, to właśnie takie chwile zostają w pamięci najdłużej.
Kto wie, może kiedyś będą wspominać to przedstawienie jako początek wielkiej kariery teatralnej? A może po prostu jako najlepszy sposób na nudę i deszczowy dzień.
Tak czy inaczej, pewne było jedno: razem byli najlepszą drużyną na świecie – i jeszcze niejeden spektakl przed nimi!