Trwa ładowanie...
Zabawna opowieść o rodzeństwie 11-12 lat Czytanie 12 min.

Królik-szpieg i kolejka, która zrobiła fikołka

Dwaj bracia — odpowiedzialny Kuba i marzycielski Antek — biorą udział w warsztatach z plasteliny, gdzie przez zabawne nieporozumienia i improwizowane przedstawienie uczą się współpracy. Ich przygoda obejmuje plastelinowe rzeźby, brokat, przewrotne kolejki i dużo śmiechu.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwunastoletni chłopiec o figlarnej, ochronnej minie i rozczochranych brązowych włosach w niebieskim długim t‑shircie trzyma dumnie z przodu srebrną plastelinową figurkę rycerza; obok jego ośmioletni brat o blond, krótkich włosach i marzycielskim uśmiechu w czerwonym T‑sharcie z brokatowymi plamkami pokazuje zabawny szary „statko‑królik” z anteną‑łyżką i maleńkim trzonkiem do naleśników; kobieta‑animatorka z ciepłym uśmiechem, kokiem i kolorowym fartuchem stoi lekko z tyłu przy stole i delikatnie klaszcze; jasne warsztatowe wnętrze z dużymi drewnianymi stołami, otwartymi pudełkami plasteliny w jaskrawych kolorach (róż, zielony, srebro, złoto, brokat), słoikami pędzli i rozsypanym brokatem oraz dużym panelem „Warsztaty plasteliny” na ścianie; scena radosnej, komicznej prezentacji, chłopcy pokazują swoje prace przed śmiejącymi się dziećmi, ciepłe światło podkreśla brokatowe refleksy, nasycone kolory, wyraźne kontury, styl franko‑belgijski. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Starszy brat i młodszy kosmonauta

Mam jedenaście lat i nazywam się Kuba. Według mamy jestem „odpowiedzialny”, według taty „sprytny”, a według mojego młodszego brata, Antka, „ten, co zawsze wie, gdzie jest taśma klejąca”. Antek ma osiem lat i jest marzycielem. Potrafi patrzeć w sufit tak długo, aż sufit zaczyna wyglądać jak mapa skarbów.

Tego popołudnia mama zawołała:

— Chłopaki, w domu kultury jest warsztat z plasteliny. Idziecie?

— Plastelina! — Antek aż podskoczył. — Zrobię statek kosmiczny z uchwytem na... na naleśniki!

— Statek z uchwytem na naleśniki? — parsknąłem. — To nie kosmos, to śniadaniowy prom.

Antek zmrużył oczy.

— Śniadaniowy prom jest najbardziej potrzebny ludzkości.

Naciągnąłem bluzę, a Antek wsunął do kieszeni... moją ulubioną gumkę do mazania.

— Ej! Po co ci moja gumka?

— To jest gąbka do awaryjnego lądowania — wyjaśnił poważnie. — Każdy kapitan ją ma.

— Każdy kapitan ma też własne rzeczy — mruknąłem i wyrwałem gumkę. — Bierz swoją.

Antek zrobił minę jak rozczarowany astronauta, ale po chwili uśmiechnął się szeroko.

— Dobra. Ale jak zrobimy plastelinowego smoka, to dam mu twoje imię.

— O, dzięki. Smok Kuba, brzmi... groźnie.

Wyszliśmy, a ja już czułem, że to będzie jeden z tych dni, kiedy małe kłótnie zamieniają się w wielkie „ha-ha”.

Rozdział 2: Królestwo plasteliny i podejrzana kula

W domu kultury pachniało farbą, papierem i czymś, co przypominało naleśniki, chociaż to pewnie była tylko wyobraźnia Antka. W sali warsztatowej stały stoły, a na nich wielkie pudełka plasteliny we wszystkich kolorach: od zielonego jak ogórek po różowy jak... gumy balonowe.

Pani prowadząca, uśmiechnięta jak reklama kakao, powiedziała:

— Dzisiaj lepimy „rzeźby z wyobraźni”! Każdy może zrobić, co tylko chce.

— Statek kosmiczny z uchwytem na naleśniki! — Antek zgłosił się bez pytania.

— Świetnie! — Pani nawet nie mrugnęła, jakby codziennie słyszała o naleśnikach w kosmosie.

Ja postanowiłem zrobić coś prostego: figurkę rycerza. Z hełmem, tarczą i miną „nie ruszaj moich klocków”.

Antek lepił obok. Najpierw zrobił wielką szarą kulę.

— To kadłub — szepnął, jakby zdradzał tajemnicę państwową.

Po chwili jego kula dostała cztery małe nóżki i dwa uszka.

— Antek... — spojrzałem podejrzliwie. — To nie wygląda jak statek.

— Bo to jest statek... w przebraniu — odparł. — Wroga trzeba zmylić.

— Wroga? Jakiego wroga?

— Naleśnikowych piratów.

Prychnąłem, ale wtedy usłyszałem, jak za nami ktoś mówi:

— Ale fajny królik!

Odwróciłem się. Dwie dziewczyny z klasy obok patrzyły na „statek” Antka jak na dzieło sztuki. Antek spiął się jak sprężyna.

— To nie królik — powiedział bardzo cicho. — To... to tajne.

— Tajny królik? — jedna zachichotała.

Antek poczerwieniał. Złapał mnie za rękaw.

— Kuba, oni myślą, że ja lepię królika. To kompromitacja kosmiczna!

I wtedy w mojej głowie zapaliła się żarówka. A raczej cała dyskoteka. Skoro jest nieporozumienie, to czemu nie zrobić z niego... sketchu?

Rozdział 3: Nieporozumienie zamienia się w przedstawienie

Pochyliłem się do Antka.

— Słuchaj. Zrobimy z tego numer. Jak w kabarecie, tylko z plasteliny.

— Z plasteliny? — Antek aż mrugnął. — Plastelinowe żarty?

— Dokładnie. Udawaj, że to jest królik-szpieg. A ja będę rycerzem, który go przesłuchuje.

Antek spojrzał na swoją figurę i nagle rozpromienił się.

— Królik-szpieg... z uchwytem na naleśniki.

— Dobra, ale bez piratów. Piraci zawsze komplikują — powiedziałem.

Wstałem, poprawiłem niewidzialną pelerynę i oznajmiłem głośno:

— Uwaga! Jako Rycerz Krupnikosz trzynasty, przesłuchuję podejrzanego Królika!

Kilka dzieci spojrzało w naszą stronę. Pani prowadząca też, ale uśmiechnęła się tylko i wzruszyła ramionami, jakby mówiła: „Niech się bawią”.

Antek zrobił głos cienki jak nitka:

— Ja nic nie wiem! Jestem tylko... puchaty!

— Puchaty? — zmrużyłem oczy. — A co masz w środku?

— Marchewkę! — wypalił Antek.

— A pod marchewką?

Antek zastanowił się sekundę i powiedział:

— Druga marchewka.

Dzieci zaczęły chichotać. Ja uniosłem plastelinową tarczę.

— Podejrzany. Bardzo podejrzany. Rycerze nie ufają podwójnym marchewkom!

Antek wyszeptał teatralnie:

— To nie marchewki, to... naleśniki w przebraniu.

— Naleśniki?! — zrobiłem minę, jakbym zobaczył smoka w kapciach. — To sprawa królewska!

Śmiech zrobił się głośniejszy. Nawet dziewczyny, które wcześniej mówiły o króliku, teraz klasnęły.

Antek odetchnął. Już nie był zawstydzony, tylko dumny jak kapitan swojego dziwnego statku-królika.

I wtedy pani prowadząca zawołała:

— Kochani, po skończone kolory ustawiamy się w kolejce do stołu z nową plasteliną! Mamy złoty, srebrny i... brokatowy!

Słowo „brokatowy” działało na dzieci jak dzwonek na przerwę. Wszyscy ruszyli. My też.

Rozdział 4: Kolejka, która zrobiła „hop!” i zamieniła się miejscami

Przy stole z nową plasteliną ustawił się wąż ludzi. Taki długi, że gdyby był prawdziwym wężem, musiałby dostać własny bilet autobusowy.

Ja stanąłem za Antkiem.

— Trzymaj się blisko, astronauto.

— Ja jestem królik-szpieg, pamiętasz? — szepnął.

Kolejka posuwała się powoli. Ktoś stukał ołówkiem. Ktoś szeptał: „Ja biorę srebrny!”. Ktoś inny: „Nie, ja chcę brokat!”.

Nagle w sali zrobiło się zamieszanie, bo jakaś dziewczynka upuściła pudełko koralików. Posypały się po podłodze: tik-tik-tik! Wszyscy odruchowo cofnęli nogi.

— Uważaj! — krzyknął ktoś.

Kolejka zrobiła coś dziwnego. Najpierw każdy odsunął się o krok, potem ktoś przeskoczył, ktoś się obrócił, ktoś próbował ominąć koraliki jak slalom. Wyszło z tego jedno wielkie „przepraszam”, „niech pani zobaczy”, „ja tylko na sekundkę”.

I nagle... kolejka się odwróciła.

Tak, naprawdę. Jakby ktoś ją złapał za ogon i przekręcił. Kto był z przodu, znalazł się z tyłu. Kto był z tyłu — nagle stał prawie pierwszy.

Antek mrugnął.

— Kuba... my jesteśmy... na początku?

Spojrzałem. Faktycznie. Przed nami był już tylko jeden chłopak z wielkim kleksem brokatu na rękawie, który wyglądał, jakby przytulał gwiazdę.

Chłopak spojrzał na nas:

— Ej, przecież wy byliście dalej.

Z tyłu odezwały się głosy:

— Hej! To nie fair!

— Kolejka ma pamięć!

— Kolejka nie może robić fikołków!

Antek złapał mnie za łokieć. W jego oczach pojawiło się to marzycielskie „ojej, co teraz”, które zwykle oznaczało kłopoty.

Wtedy znów poczułem to znajome „klik” w głowie.

— Dobra — szepnąłem. — Skoro kolejka zrobiła fikołka, to my zrobimy z tego numer.

Wziąłem głęboki oddech i podniosłem dłoń jak konferansjer.

— Uwaga! Proszę państwa! Przedstawiam: Kolejka, która zmienia bieg historii!

Kilka osób parsknęło. Pani prowadząca spojrzała z zainteresowaniem.

— A teraz — ciągnąłem — nasz specjalny gość: Królik-szpieg, który potrafi teleportować się w kolejce!

Antek aż wyprostował plecy. Zrobił poważną minę.

— To tajna technologia... marchewkowa.

Ktoś z tyłu zaśmiał się głośno. Napięcie jakby opadło o pół metra.

Pani prowadząca klasnęła.

— No dobrze. Skoro kolejka się poplątała, to robimy tak: liczymy od nowa, ale po śmiechu! Najpierw wszyscy, którzy byli tu przed koralikami, wracają na swoje miejsca. Pomogą nam Kuba i... królik-szpieg.

— To ja! — Antek zasalutował, prawie przewracając swoją plastelinową kulę.

Zaczęliśmy ogarniać ten kolejowy chaos. Ja pytałem:

— Kto stał przed tobą? A kto za tobą?

Antek dodawał:

— A czy ktoś widział podejrzaną marchewkę?

I ludzie, zamiast się złościć, zaczęli odpowiadać z uśmiechem. Kolejka wróciła do porządku, a my wylądowaliśmy mniej więcej tam, gdzie byliśmy wcześniej. Czyli nie na samym początku. Ale za to z głową lekką jak piórko.

Rozdział 5: Brokat, bitwa na miny i plastelinowe pojednanie

W końcu dostaliśmy nową plastelinę: kawałek srebrnej i małą kuleczkę złotej. Antek dostał też brokatową, bo pani uznała, że królik-szpieg musi błyszczeć.

Wróciliśmy do stołu. Ja ulepiłem rycerzowi nową tarczę, a Antek swojemu „statko-królikowi” dokleił antenę, która wyglądała jak łyżeczka.

— Kuba — powiedział — przepraszam, że wziąłem twoją gumkę wcześniej.

— A ja przepraszam, że nazwałem twój statek śniadaniowym promem... chociaż nadal trochę tak wygląda — dodałem szybko, bo nie umiałem być stuprocentowo poważny.

Antek prychnął.

— Mój śniadaniowy prom właśnie ratuje galaktykę przed naleśnikową nudą.

Zrobiliśmy chwilę ciszy, takiej dobrej. Plastelina miękła w palcach, brokat lepił się do wszystkiego, nawet do mojej brwi. Antek spojrzał i wybuchnął śmiechem.

— Co? — zapytałem.

— Masz... gwiazdę na czole! Jak jednorożec, tylko kosmiczny!

— To jest znak rycerski — obruszyłem się. — Rycerz Gwiezdnej Brwi!

— A ja jestem Królik Marchewkowy Tajniak! — Antek zrobił minę tak poważną, że aż śmiesznie.

Zaczęliśmy robić „bitwę na miny”: kto zrobi głupszą, wygrywa. Antek potrafił wykręcić usta w kształt podkowy. Ja potrafiłem unieść jedną brew, szczególnie tę brokatową. Remis.

Na koniec pani prowadząca poprosiła, żeby każdy pokazał swoje dzieło. Antek postawił na środku stół swoją rzeźbę: królik z anteną i małym uchwytem z boku.

— Co to jest? — zapytała pani.

Antek spojrzał na mnie. Ja skinąłem mu głową: „Dawaj”.

— To jest Królik-Szpieg, który udaje statek kosmiczny — oznajmił. — Ma uchwyt na naleśniki, bo nawet w tajnej misji trzeba jeść coś miłego.

Wszyscy się roześmiali. A ja poczułem dumę, jakbym to ja poleciał na Marsa i wrócił z nowym dowcipem.

Pani prowadząca uśmiechnęła się szeroko.

— Najważniejsze w sztuce jest to, że sprawia radość. Wasza praca sprawiła jej dziś bardzo dużo.

Antek szturchnął mnie łokciem.

— Widzisz? To była misja.

— Tak — odpowiedziałem. — Operacja: Prosta Radość.

Rozdział 6: Biała flaga i powrót do domu

Kiedy pakowaliśmy swoje rzeźby do pudełek, Antek nagle zaczął grzebać w plecaku.

— O nie.

— Co „o nie”? — zapytałem.

— Nie mam chusteczki... a brokat jest wszędzie. Nawet na rycerzu!

Rzeczywiście, mój rycerz wyglądał, jakby przeszedł przez burzę gwiezdnego pyłu. Antek popatrzył na mnie z miną winowajcy.

Mogłem powiedzieć: „A nie mówiłem”, albo: „Zawsze tak jest”. Ale nie miałem na to ochoty. Ten dzień był zbyt śmieszny, żeby kończyć go marudzeniem.

Wyciągnąłem z kieszeni białą chusteczkę.

— Proszę. Oto... biała flaga.

Antek zamarł.

— Biała flaga?

Rozłożyłem chusteczkę jak mały sztandar.

— Ogłaszam pokój między Rycerzem Gwiezdnej Brwi a Królikiem Marchewkowym Tajniakiem. Zero kłótni do końca dnia. W zamian... oddajesz mi gumkę do mazania, jeśli znów wpadnie ci do kieszeni.

Antek wybuchnął śmiechem.

— Przysięgam na naleśniki!

Złapał chusteczkę, pomachał nią jak prawdziwą flagą i dodał:

— Pokój! I obiecuję, że następnym razem mój statek będzie bardziej... statkowy.

— A ja obiecuję, że nie będę się czepiał, nawet jeśli będzie wyglądał jak kapelusz — powiedziałem.

Wyszliśmy z domu kultury, niosąc pudełka z plasteliną. Na dworze było chłodno, ale w środku miałem ciepło, takie zwykłe i proste. Antek szedł obok, podskakując, jakby w butach miał sprężyny.

— Kuba — powiedział nagle — jak dorosnę, to zbuduję prawdziwy śniadaniowy prom.

— A ja — odpowiedziałem — będę jego rycerzem ochrony. Z białą flagą na wszelki wypadek.

— I z uchwytem na naleśniki! — dopowiedział Antek.

— Zawsze — przyznałem.

I maszerowaliśmy dalej, a nasza biała flaga pokoju łopotała w kieszeni, gotowa na następne małe kłótnie, które na pewno znów zamienią się w śmiech.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Odpowiedzialny
Osoba, która dba o zadania i robi to, co trzeba, bez przypominania.
Marzycielem
Ktoś, kto często fantazjuje i wyobraża sobie różne przygody.
Plasteliny
Miękka masa do lepienia, z której robi się figurki i zabawki.
Kadłub
Główna część statku lub pojazdu, która trzyma resztę elementów.
Przebraniu
Ubiór lub wygląd udający coś innego, żeby oszukać lub bawić.
Kompromitacja
Sytuacja, w której ktoś czuje się zawstydzony lub ośmieszony.
Przesłuchuje
Pyta kogoś bardzo uważnie, żeby dowiedzieć się prawdy.
Puchaty
Miękki i pokryty włoskiem lub sierścią, łatwo go przytulić.
Brokatowy
Pokryty drobnymi, błyszczącymi cząsteczkami, które świecą.
Antenę
Część urządzenia do odbierania lub wysyłania fal, wygląda jak pręt.
Rzeźby
Prace wykonane przez modelowanie materiału, na przykład plasteliny.
Konferansjer
Osoba, która prowadzi przedstawienie i zapowiada uczestników.
Teleportować się
Szybko przenieść się z jednego miejsca do drugiego jak magia.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

współpraca zabawa kreatywność misja królik rycerz

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Zabawne opowieści o rodzeństwie dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.