Trwa ładowanie...
Zabawna opowieść o rodzeństwie 11-12 lat Czytanie 14 min.

Hymn współpracy w bloku: bam, puf, plum!

Bartek razem z młodszą siostrą Lilą i kolegami organizuje cichą wyprawę do hallu bloku, gdzie wspólnie układają chwytliwą piosenkę i uczą się, jak działać w zgodzie z sąsiadami.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Jest ośmioro postaci: Bartek (11 lat, krótkie brązowe włosy, niebieska pasiasta koszulka) stoi na środkowym pudle i dyryguje małym chórem; Lila (7 lat, blond kitki, różowa sukienka w kropki) stoi na najwyższym pudle z lewej, trzyma notes i śpiewa uśmiechnięta; Kuba (11 lat, rude włosy, zielona bluza) stoi po prawej na niższym pudle, udaje „ogórek”, śmieje się i dmucha w dłonie; Olek (11 lat, czarne włosy, pomarańczowa kurtka) za pudłami z lewej, stuka rytm stopą; Szymek (11 lat, kasztanowe włosy, żółty t‑shirt) obok Olka, zaznacza tempo palcami i psotnie się uśmiecha; pani Zosia (ok. 60 lat, siwe włosy w koku, beżowy fartuch) stoi przy wejściu po prawej, trzyma stary miotłę i z rozbawieniem obserwuje; listonosz (ok. 40 lat, czapka, brązowa torba) stoi w progu z listem i nuci melodię sortując pocztę; plus rudy, pluszowy pies siedzi przy pudłach, przechyla głowę i merda ogonem w rytm. Miejsce: jasny, zużyty hol kamienicy z błyszczącą beżową podłogą w kafle, białe boazerie z metalowymi skrzynkami na listy, lekko migoczące żółte oświetlenie, szklane drzwi z mosiężną klamką, stos kartonów tworzy podium, stary dywan i przewracająca się doniczka w rogu. Sytuacja: cicha, radosna mini‑przedstawienie — dzieci śpiewają bardzo cicho rytmiczny refren, sąsiedzi zbierają się w kręgu, wszyscy słuchają i się uśmiechają; atmosfera jest ciepła, pełna współpracy i rodzinnego humoru, gesty są przesadzone, ale spokojne. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Sprawiedliwy układ

W naszym mieszkaniu poranki mają dwa tryby: „cisza jak w bibliotece” albo „trąba powietrzna w kapciach”. Dziś włączył się ten drugi.

— To jest smok z waty cukrowej! — oświadczyła moja młodsza siostra, Lila, przytulając poduszkę i patrząc w sufit, jakby tam właśnie latały różowe potwory.

— To jest moja koszulka! — odparłem, bo poduszka była… w mojej koszulce. Lila uwielbiała „pożyczać” rzeczy, które uznawała za miękkie albo „idealne do marzeń”.

Mam na imię Bartek i jako starszy brat mam dwie supermoce: umiem znajdować zagubione piloty oraz umiem się denerwować szybciej niż czajnik. Ale dziś postanowiłem być mądrzejszy od czajnika.

— Dobra, Lila. Zróbmy układ. Sprawiedliwy, jak naleśnik podzielony na pół — powiedziałem, kucając obok łóżka.

Lila zmrużyła oczy, jakby negocjowała z piratami.

— Jaki układ?

— Ty oddajesz moją koszulkę i przestajesz zabierać mi rzeczy bez pytania. A ja… — zawiesiłem głos teatralnie — …zabieram cię dziś na „wielką wyprawę do hali”.

— Do hali? — Lila aż usiadła. — Do tej, gdzie echo robi „halo-halo”?

— Dokładnie. I jeszcze: pomogę ci wymyślić nową piosenkę do twoich marzeń. Ale jest warunek: współpracujemy. Zero fochów.

— A jak będzie smok? — spytała poważnie.

— To zrobimy mu herbatę. Wspólnie.

Lila pomyślała chwilę, po czym podała mi koszulkę jak królewską pelerynę.

— Umowa! Ale piosenka ma mieć „bam!” i „puf!”.

— Będzie miała nawet „plum!” — obiecałem.

W tym momencie wpadli moi koledzy z podwórka: Kuba, Olek i Szymek. Wszyscy mieliśmy około jedenastu lat i talent do pakowania się w kłopoty z prędkością hulajnogi na zjeździe.

— Bartek! — zawołał Kuba spod drzwi. — Robimy dziś trening „ekipy od misji”. Kto nie przyjdzie, temu przyklejamy na plecach karteczkę „Jestem ogórkiem”.

— Brzmi groźnie… — mruknąłem. — Słuchajcie, mam sprawę. Biorę Lilę do hali. Robimy wyprawę.

Olek uniósł brwi.

— Do hali? Tam gdzie pani Zosia z parteru ma radar na hałas?

— Tym bardziej trzeba działać sprytnie — powiedziałem i uśmiechnąłem się jak ktoś, kto nie do końca wie, co robi, ale brzmi pewnie.

Szymek spojrzał na Lilę.

— A mała też jest w ekipie?

Lila wyciągnęła rękę, jakby składała przysięgę.

— Jestem specjalistką od smoków i echa.

Kuba klepnął dłonią w dłoń.

— To jest ekipa idealna. Idziemy!

Rozdział 2: Hall, echo i pierwsze „bum!”

W hallu naszego bloku pachniało trochę mokrymi kurtkami, trochę pastą do podłogi i trochę tajemnicą, która zawsze czai się przy skrzynkach na listy. Światło mrugało jakby miało czkawkę.

— Halo! — krzyknęła Lila.

— Halo… halo… — odpowiedziało echo, grzecznie i trochę z opóźnieniem.

— Widzicie? — Lila spojrzała na nas triumfalnie. — To mój chór!

Kuba, który zawsze musi coś sprawdzić, podszedł do domofonu.

— Nie naciskaj! — syknąłem. — Pani Zosia usłyszy i wyjdzie z mopem.

— Ja tylko… — Kuba dotknął guzika tak delikatnie, jakby głaskał jeża. Domofon zapiszczał: „BEEP!”

W tej samej sekundzie z klatki schodowej dobiegło:

— Kto tam robi te piknięcia?! — głos pani Zosi. Brzmiała, jakby miała w kieszeni megafon i dwa dodatkowe uszy.

Zamarliśmy. Nawet echo przestało się odzywać, jakby się przestraszyło.

Lila szepnęła:

— Smok.

— To nie smok, to pani Zosia — wyszeptałem. — Spokojnie. Układ: współpraca.

Olek rozejrzał się i wskazał na tablicę ogłoszeń.

— Udajmy, że czytamy. Bardzo poważnie. Jak dorośli.

Wszyscy stanęliśmy przed tablicą. Ja udawałem, że rozważam „Zebranie wspólnoty — środa 18:00”, Kuba marszczył brwi przy „Zgubiono klucze”, Szymek kiwnął głową jak ekspert od ogłoszeń, a Lila… Lila zaczęła szeptać do kartki:

— Halo, kartko. Czy ty też śnisz?

Drzwi na schody skrzypnęły. Pani Zosia wysunęła głowę. Miała włosy spięte tak, jakby trzymały w ryzach cały blok.

— O, dzieci… — powiedziała podejrzliwie. — A co wy tu tak czytacie?

— Regulamin! — wypalił Kuba. — Bardzo ważna sprawa… eee… współpraca sąsiedzka!

To słowo „współpraca” zabrzmiało jak hasło tajnej organizacji. Pani Zosia zmrużyła oczy, ale trochę zmiękła.

— No dobrze. Tylko bez wrzasków. Hall niesie dźwięk jak taca z herbatą.

— Jasne! — odpowiedzieliśmy chórem.

Lila nie wytrzymała.

— A jak się śpiewa cicho, to też niesie?

Pani Zosia westchnęła.

— Cicho można. Ale tak cicho, że nawet echo musi szeptać.

Lila uśmiechnęła się do mnie, jakby właśnie dostała licencję na przygodę.

Rozdział 3: Piosenka, która się przykleiła

Usiedliśmy na schodku przy wejściu do piwnicy, bo tam było najwięcej echa i najmniej oczu. Lila wyjęła z kieszeni mały notes w kropki.

— Tu zapisuję sny. Ten jest o windzie, co myśli, że jest rakietą — powiedziała i pokazała rysunek: winda z płomieniami pod spodem i miną „lecę!”.

— Dobra — zacząłem. — Miał być utwór z „bam” i „puf”. Zróbmy refren.

Szymek pstryknął palcami. Olek zaczął wybijać rytm butem: tup-tup, tup-tup. Kuba, jak to Kuba, od razu dodał efekty dźwiękowe:

— Tszsz! Brrrum!

— Ciiicho… — syknąłem, ale w sumie brzmiało to całkiem muzycznie.

Lila zamknęła oczy i zaśpiewała szeptem, ale tak, że echo w hallu aż się rozciągnęło jak guma:

„Bam! Puf! Plum! — marzenie robi szum!

Kroczek w lewo, kroczek w prawo,

współpracujmy, będzie brawo!”

— To jest… niebezpiecznie chwytliwe — mruknął Olek.

— Dodajmy zwrotkę o smoku z waty cukrowej — zaproponowała Lila.

— I o ogórku! — dorzucił Kuba.

— Ogórek-smok? — zapytałem.

— Smok, co się boi soli! — zaśmiał się Szymek.

Zaczęliśmy układać słowa jak klocki: tu rym, tu „plum”, tu „hop”. I nagle… piosenka zaczęła żyć własnym życiem. Echo w hallu powtarzało końcówki, jakby było piątym członkiem naszej ekipy.

„Bam! Puf! Plum!” — szepnęliśmy.

„…plum…plum…” — odpowiedział hall.

I wtedy stało się coś dziwnego: drzwi wejściowe się otworzyły, a do środka weszła pani od psa z trzeciego piętra. Zawsze wyglądała, jakby się spieszyła na ważne spotkanie z… pośpiechem. Jej pies, kudłaty i wesoły, usłyszał rytm i zaczął merdać ogonem jak metronom.

— Co tu tak nucicie? — zapytała.

Zanim zdążyłem wymyślić wymówkę, Lila wypaliła:

— To hymn współpracy!

Pani od psa parsknęła śmiechem.

— Hymn współpracy? To mi się podoba. Tylko niech będzie naprawdę cicho.

— Jest supercicho — zapewnił Kuba, a echo natychmiast powtórzyło „cicho…icho…”.

Pies zaszczekał: „Hau!”

Echo dorzuciło: „…au…”.

I w tym momencie refren, jak przyklejony do podłogi, zaczął wracać nam do ust co dwie sekundy.

„Bam! Puf! Plum!” — mruknął Olek.

— Przestań! — syknąłem, ale sam już miałem to w głowie jak reklamę.

Lila spojrzała na mnie poważnie.

— Bartek… piosenka chce być śpiewana.

— Piosenka nic nie chce — powiedziałem, ale wtedy moje usta same zrobiły:

„…marzenie robi szum…”

Kuba złapał się za głowę.

— O nie. Zaczęło się.

Rozdział 4: Komplikacja w stylu „wszyscy razem”

Do hallu wpadł listonosz. Usłyszał fragment naszej melodii, zatrzymał się i… zaczął podśpiewywać pod nosem, sortując listy.

„Kroczek w lewo…” — mruknął.

Szymek wytrzeszczył oczy.

— On to podchwycił!

— To jak wirus, tylko wesoły — stwierdził Olek.

I wtedy zza drzwi windy dobiegł dźwięk „ding!”. Wysiadł pan z czwartego piętra w wielkiej czapce, niosąc siatkę z ziemniakami. Zobaczył nas, spojrzał na listonosza, usłyszał melodię i… też zaczął podrygiwać, żeby ziemniaki mu nie wypadły.

„…kroczek w prawo…” — zaśpiewał, a jedna bulwa prawie zrobiła „plum” na podłodze.

Lila zakryła usta dłonią, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Ja próbowałem ratować sytuację.

— Dobra, ekipo. Jeśli piosenka się rozlewa po hallu, musimy nią… sterować. Współpraca, pamiętacie?

— Jak? — spytał Kuba. — Mamy dyrygować całym blokiem?

— Dokładnie — powiedziała Lila, jakby to było najprostsze na świecie. — Ja będę od „bam”, Olek od „puf”, Szymek od rytmu, Kuba od… ogórka.

— Dziękuję bardzo — burknął Kuba, ale już się uśmiechał.

Ustawiliśmy się jak mini-zespół. Ja stanąłem z przodu i machałem rękami jak dyrygent po trzech filmach o muzyce.

— Cicho, ale razem! — szepnąłem.

I poszło. Refren popłynął, naprawdę cicho, ale tak równo, że echo klaskało w kącie niewidzialnymi łapkami.

„Bam!” — Lila.

„Puf!” — Olek.

„Plum!” — Szymek z Kubą, bo Kuba nie mógł się powstrzymać.

Listonosz dorzucił:

„Marzenie robi szum!”

Pan od ziemniaków podniósł siatkę jak mikrofon.

„Współpracujmy, będzie brawo!”

Nagle drzwi na schody znów skrzypnęły. Pani Zosia. Z mopem. Z miną „zaraz tu zrobię porządek nie tylko na podłodze”.

Wszyscy zamilkli. Nawet pies przestał oddychać na chwilę (po czym oddychał dalej, bo jednak musi).

Pani Zosia rozejrzała się, zmrużyła oczy i zapytała:

— Co. To. Było.

Lila wyszła krok do przodu, jak mały ambasador.

— To była… próba generalna współpracy sąsiedzkiej. Cichutko. I bez ziemniaków na podłodze.

Pan od ziemniaków od razu przytulił siatkę.

— Przyznaję, pani Zosiu — powiedział listonosz. — Ta piosenka poprawia humor. Nawet mojej torbie.

Pani Zosia chciała być surowa, naprawdę. Widać było, jak walczy sama ze sobą. Ale wtedy echo, zupełnie bez pytania, powtórzyło z kąta:

„…będzie brawo…”

I pani Zosia… kichnęła.

— Apsik!

Cały hall, jak na komendę, odpowiedział szeptem:

— Na zdrowie!

Pani Zosia zamrugała. Mop opadł jej trochę niżej.

— No dobrze — mruknęła. — Skoro już tu stoicie i robicie… cokolwiek to jest… To zróbcie z tego porządną rzecz. Ale króciutko. I bez biegania.

Kuba uśmiechnął się szeroko.

— Czyli… mamy zgodę na mini-koncert?

— Nazwijmy to… ćwiczeniem kulturalnym — poprawiła pani Zosia. — A teraz: kto posprząta te okruszki spod skrzynki?

Wskazałem na ekipę.

— Współpraca.

I posprzątaliśmy. Raz-dwa. Olek zamiatał, Szymek zbierał, Kuba trzymał drzwi, a Lila pilnowała, żeby żaden „smok z waty cukrowej” nie zjadł śmieci. Pani Zosia patrzyła, jakby właśnie zobaczyła jednorożca w kapciach.

Rozdział 5: Podium z kartonów i wielkie „brawo!”

Skoro była zgoda na „ćwiczenie kulturalne”, postanowiliśmy zrobić finał jak należy, ale nadal cicho, jak obiecała pani Zosia i jak nakazywał zdrowy rozsądek.

Kuba pobiegł do wózkowni i wrócił z trzema pustymi kartonami po sprzęcie AGD (nie pytajcie, skąd one się biorą w blokach; one po prostu są). Ustawiliśmy je w hallu jak stopnie na podium.

— Pierwsze miejsce dla… współpracy! — oznajmił Szymek.

— Drugie dla… echa! — dodał Olek.

— Trzecie dla… ogórka! — wrzasnął szeptem Kuba.

— Nie wrzeszcz szeptem, bo to brzmi jak komar w megafonie — skomentowałem.

Lila wspięła się na najwyższy karton, ale karton jęknął: „krrrk”.

— Ostrożnie — powiedziałem. — Podium ma limit kilogramów i marzeń.

— Spokojnie, ja ważę tylko pół chmurki — odparła i stanęła prosto jak prowadząca galę.

Pani Zosia, ku naszemu zdziwieniu, ustawiła się z boku jak jurorka. Listonosz trzymał jedną ręką torbę, drugą robił „klap-klap” palcami. Pan od ziemniaków oparł siatkę o ścianę, pies usiadł i patrzył na nas z takim skupieniem, jakby zaraz miał wystąpić w telewizji.

Ja stanąłem na drugim kartonie. Kuba na trzecim. Olek i Szymek obok, żeby robić rytm. Lila uniosła notes jak mikrofon.

— Uwaga, hall! — powiedziała. — Teraz refren. Wszyscy, którzy chcą współpracować, mogą dołączyć. Cichutko, żeby echo się nie zmęczyło.

I zaczęliśmy.

„Bam!” — Lila.

„Puf!” — Olek.

„Plum!” — Szymek i Kuba.

„Marzenie robi szum!” — ja.

Echo podało dalej: „…szum…szum…”.

Listonosz dołączył. Pan od ziemniaków dołączył. Nawet pani Zosia… nie śpiewała, ale jej stopa zaczęła stukać w rytm: tuk… tuk… jak mały, tajny bębenek.

Pies, idealnie w przerwie, zrobił jedno:

— Hau!

„…au…” — odpowiedział hall, a my wszyscy zachichotaliśmy.

Lila zakończyła utwór ukłonem tak wielkim, że prawie spadła z kartonu.

Złapałem ją w ostatniej chwili.

— Współpraca — szepnąłem.

— Współpraca! — powtórzyła radośnie.

Pani Zosia podeszła i, nie mówiąc nic, postawiła na najwyższym kartonie… małą naklejkę z uśmiechniętą gwiazdką. Pewnie z jakiegoś zeszytu wnuczki, ale wyglądało to jak medal.

— Za kulturę w hallu — powiedziała sucho, ale w jej oczach czaił się uśmiech. — Pierwsze miejsce.

Kuba odchrząknął.

— A trzecie dla ogórka?

Pani Zosia spojrzała na niego i podała mu… zieloną karteczkę z tablicy ogłoszeń (taką pustą, do dopisania).

— Proszę. Narysuj sobie ogórka. Samodzielnie. Współpracując z własną wyobraźnią.

Kuba przyjął to jak trofeum.

Wróciliśmy do mieszkania później, niż planowaliśmy, ale w znacznie lepszych humorach. Lila oddała mi moją koszulkę bez przypominania.

— Bartek? — zapytała, kiedy już zdejmowałem buty.

— No?

— Ten układ był naprawdę sprawiedliwy.

— Bo działa tylko wtedy, gdy oboje coś robią — odpowiedziałem.

Lila przytuliła notes.

— To jutro… wymyślimy piosenkę o windzie-rakiecie?

Westchnąłem, ale uśmiechnąłem się szeroko.

— Umowa. Tylko bez „BEEP!” przy domofonie.

Z kuchni dobiegło „plum!” — chyba łyżka spadła do zlewu. A w mojej głowie, zupełnie cichutko, hall jeszcze raz powtórzył:

„…będzie brawo…”

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Współpraca
Wspólne działanie kilku osób, by osiągnąć wspólny cel.
Echo
Powtórzony dźwięk, który wraca, gdy dźwięk odbija się od ścian.
Hall
Duże wejście lub korytarz w budynku, gdzie ludzie przechodzą.
Regulamin
Zestaw zasad, których trzeba przestrzegać w danym miejscu.
Próba generalna
Ostatnie ćwiczenie przed prawdziwym występem lub wydarzeniem.
ćwiczenie kulturalne
Ćwiczenie, które uczy dobrych manier i zachowania w miejscach publicznych.
Refren
Powtarzana część piosenki, którą łatwo zapamiętać.
Melodia
Łańcuch dźwięków tworzących rozpoznawalną linię muzyczną.
Chór
Grupa ludzi śpiewających razem, zwykle w tym samym czasie.
Radar na hałas
Obrazowe określenie osoby bardzo wyczulonej na hałas w domu.
Metronom
Przyrząd, który odmierza stały rytm dla muzyków.
Dyrygent
Osoba prowadząca zespół muzyczny i wskazująca tempo.
Podium
Podwyższenie z miejscami do wręczenia nagród lub ogłoszeń.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Zabawne opowieści o rodzeństwie dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.