Mały Staś ma dwa latka. Za oknem cicho sypie śnieg. W domu jest ciepło. Pachnie choinka i piernik.
Staś trzyma w dłoni małą bombkę. Jest czerwona i błyszczy. Mama mówi: „Powoli, Stasiu”. Staś mówi: „Bum!”. I śmieje się cicho.
Tata zapala lampki. Pstryk! Na choince robi się złoto i niebiesko. Światełka mrugają jak małe gwiazdki. Staś klaszcze: „Ooo!”.
Na stole leży sianko. Staś dotyka go palcem. Jest miękkie. Babcia mówi: „To na szczęście”. Staś kiwa głową.
W kuchni dzwoni mały dzwonek. Ding-ding! To timer od pierników. Mama wyjmuje blachę. Pierniki są ciepłe. Staś dmucha: „Fuu”. Dostaje jeden mały. Gryzie. „Mniam” — mówi.
Nagle Staś nie widzi swojej pluszowej owcy. Rozgląda się. Tata pyta: „Gdzie owca?”. Staś robi smutną minkę. Mama kuca i mówi: „Szukamy razem”. Staś patrzy pod koc. Jest! Owca leży i też ma lampkę obok. Staś przytula ją mocno.
Wieczorem wszyscy siadają blisko. Jest kolęda, cichy śmiech i ciepłe dłonie.
Morał: Gdy jesteśmy razem i pomagamy sobie, święta świecą w sercu jasno.