Mały królik Fruzia budzi się rano. Otwiera oczy. Za oknem jest jasno, ale jakoś inaczej. Fruzia podchodzi do okna. Patrzy. Cały świat jest biały.
„Mamo, co to jest?” – pyta Fruzia.
„To śnieg” – mówi mama króliczka. – „Przyszła zima.”
Fruzia patrzy długo. Śnieg leży na drzewach. Leży na ziemi. Domy są jak w białych czapkach. Fruzi robi się zimno na łapki, choć jest w domu. Szybko je chowa pod brzuszek.
„Na dworze jest zimno” – mówi mama. – „Ale w domu jest ciepło. Ubierzemy się dobrze i pójdziemy na chwilkę.”
Mama daje Fruzi ciepły szalik. Zakłada też małą czapkę. Fruzia ma grube rękawiczki. Śmieje się. Wygląda jak mała, puchata kulka.
Na dworze powietrze jest świeże. Fruzia robi „chuch, chuch”. Z buzi leci para. To ją bawi.
„Mamo, patrz!” – woła.
„Widzę” – mówi mama. – „Zima robi małą chmurkę z twojego chuch.”
Śnieg skrzypi pod łapkami. Fruzia stawia kroczek. Potem drugi. Trochę się boi, bo śnieg jest nowy. Jest wysoki dla małego króliczka. Ale mama trzyma ją za łapkę. Fruzia czuje się bezpieczna.
Przychodzi jej przyjaciel, miś Pitu. Ma grubą czapę. Ma też szalik w paski.
„Cześć, Fruzia” – mówi. – „Chodź. Zrobimy kulkę ze śniegu.”
Miś lepi małą kulkę. Fruzia też próbuje. Śnieg jest miękki i mokry. Trochę zimny. Ale Fruzia się śmieje. Kulka jest krzywa, lecz bardzo ładna.
Po chwili łapki są bardzo zimne. Fruzia marszczy nosek.
„Mamo, jest mi zimno” – mówi cicho.
„To dobrze, że mówisz” – odpowiada mama. – „Teraz wrócimy do domu i będzie ci ciepło.”
W domu jest jasno i miło. Mama robi ciepłą herbatkę z malin. Daje też małe, chrupiące marchewki. Fruzia siedzi pod kocykiem. Słucha, jak zegar tyka na ścianie. Na oknie widać biały świat, ale w środku jest miękko i spokojnie.
„Lubię zimę” – szepcze Fruzia. – „Trochę zimna, dużo ciepła.”
Mama głaszcze ją po uszku. Fruzia powoli zamyka oczy. Myśli o białym śniegu, o małej kulce i o ciepłym domu.
Zimą jest dobrze, gdy uczymy się małych odwag i zawsze wracamy do ciepła i miłości.