Basia i tata zabrali Maćka na wakacje do małego domku nad jeziorem. Maciek ma trzy lata. Ma krótkie włosy i wielkie ciekawskie oczy. Lubi biegać boso po trawie. Lubi dotykać liści i słuchać ptaków.
Pierwszego ranka słońce wstało złote. Maciek wyskoczył z łóżka. „Idziemy na spacer?” zapytał. Tata uśmiechnął się i wziął go za rękę. Szli powoli. Wiatr lekko poruszał gałęziami. Zapach trawy był świeży. Maciek czuł ciepło słońca na twarzy.
Obok drogi stało duże drzewo. Miało grube korzenie i cienkie gałązki. Na gałęziach siedziały sikorki. Maciek podszedł blisko. Chciał dotknąć kory. „Delikatnie, Maćku” powiedział tata. „Drzewo ma skórę, tak jak my.” Maciek położył dłoń na korze. Była chropowata i chłodna. Poczuł bezpiecznie.
Następnego dnia Maciek znalazł w ogrodzie małe nasionko. Było brązowe i twarde. „Co to?” zapytał. Mama pokazała mu kartkę. „To nasionko. Z niego urośnie roślina, jeśli je podlejemy.” Maciek patrzył z zaciekawieniem. Wziął konewkę i powoli lał wodę. Woda czyściutko siąpiła na ziemię. Małe kropelki błyszczały w słońcu. Maciek czuł, że pomaga.
Każdego dnia biegali po ogrodzie. Zbierali liście, patrzyli na motyle. Maciek pytał dużo pytań. „Dlaczego liść jest zielony?” „Dlaczego drzewo ma liście?” Tata odpowiadał prostymi słowami. „Liście robią jedzenie dla drzewa. Drzewo oddycha i rośnie.” Maciek kiwał głową. Lubił znać powody.
Pewnego popołudnia zaczęło intensywnie świecić słońce. Maciek znalazł cień pod drzewem i usiadł. Było chłodno i cicho. Przyglądał się mrówkom, które niosły malutkie okruszki. „Nie przeszkadzajmy im” szepnęła mama. Mały chłopiec zrozumiał. Patrzył długo i uśmiechał się.
Wieczorami rodzina siadała na trawie i czytała książki. Maciek słuchał o lasach i ogrodach. W snach widział drzewa, które kołysały się jak olbrzymie przytulanki. Rano budził się szczęśliwy i spragniony nowych odkryć.
Pewnego ranka zauważył, że jedno z drzewek ma połamane gałązki. Zmartwił się. „Kto to zrobił?” zapytał. Tata pokręcił głową. „Może wiatr. Może ktoś niechcący.” Mama podała Maćkowi małą gałązkę i sznurek. „Możemy je podwiązać delikatnie, żeby się nie zbiło więcej.” Maciek ostrożnie przywiązał. Czuł się jak opiekun.
Dzień po dniu małe nasionko wypuściło zielony listek. Maciek śmiał się i klaskał. „Urosło!” wołał. Tata pogładził go po głowie. „Dbałeś o nie. To dzięki tobie.” Mały chłopiec był dumny.
W ostatni wieczór, zanim wrócili do miasta, wszyscy poszli jeszcze raz nad jezioro. Słońce dotykało wody. Wszystko mieniło się złotem. Maciek przytulił się do mamy. „Będę pamiętał drzewa” powiedział szeptem. Miał w sercu ciepło i dużo pytań na jutro.
W samochodzie zasnął spokojnie. Śniły mu się liście i małe nasionka. Nauczył się, że trzeba szanować rośliny, słuchać i patrzeć uważnie. Lato było jasne, a ciekawość rosła jak mały listek.