Rozdział 1: Wieczór pełen cieni
Lila, drobna dziewczynka z roztrzepanymi włosami i nieodłącznym błyskiem ciekawości w oczach, wyglądała przez okno swojego pokoju. Był 31 października, czyli dzień, na który czekała cały rok. Na podwórku pojawiały się już pierwsze dzieci w dziwacznych przebraniach — tu czarownica śmiejąca się do dyni, tam szkielet machający plastikowym mieczem.
Mama Lilki wołała z kuchni:
— Lila! Pomożesz mi trochę?
Lila zeskoczyła z parapetu i pobiegła na dół. W kuchni unosił się zapach pieczonych jabłek i cynamonu. Na stole leżał długi, splątany sznur z lampkami w kształcie nietoperzy.
— Musimy zawiesić tę girlandę przed domem. Bez niej Halloween się nie liczy — powiedziała mama z uśmiechem, podając córce zamotaną plątaninę.
Lila westchnęła teatralnie, udając wielkie zmęczenie, ale w oczach miała figlarne iskierki.
— Dam radę! — oznajmiła, chwytając girlandę jak miecz rycerza.
Rozdział 2: Tajemnicze światła
Na dworze było już prawie ciemno. Liście szeleściły pod stopami, a wiatr niósł ze sobą zapach wilgotnej ziemi i czegoś trudnego do opisania — może magii? Lila odważnie wyszła na ganek, trzymając w ręku lampkowy sznur.
Nagle usłyszała głosy zza płotu:
— Ej, Lila! Nareszcie wychodzisz?
To był Kuba z sąsiedztwa, przebrany za pirata, oraz jego młodsza siostra Zosia, która wyglądała jak żywa dynia.
— Hej! — odpowiedziała Lila. — Pomoglibyście mi rozwiesić girlandę?
Kuba spojrzał niepewnie na splątane lampki.
— To wygląda jak zadanie dla czarownicy, a nie pirata!
— No to dobrze, bo ja jestem czarownicą z dyplomem od babci Jadzi — zaśmiała się Lila, pokazując swój czarny kapelusz.
Dzieci zaczęły rozplątywać girlandę, śmiejąc się i wymyślając, że każdy supeł to zaklęcie, które trzeba odczarować.
Rozdział 3: Nieoczekiwany gość
Kiedy już prawie udało im się rozprostować lampki, nagle zza rogu domu dobiegło ciche, chrapliwe „uuuuu!”. Zosia wystraszyła się i schowała za Kubę.
— Co to było? — szepnęła.
Lila spojrzała w ciemność. Na trawniku pojawił się cień, a zaraz potem... kot. Czarny, z żółtymi oczami jak dwa świecące guziki.
— To pewnie Luna, kotka pani Basi. Ona zawsze pojawia się, gdy coś się dzieje — powiedziała Lila, próbując udawać, że wcale się nie boi.
Kot spojrzał na dzieci z godnością i zaczął ocierać się o ich nogi. Wyglądało na to, że uznał się za część ekipy od girlandy.
— Może to nie kot, tylko czarodziejski pomocnik? — szepnął Kuba, puszczając oko.
— Albo duch przebrany za kota! — dodała Zosia, już rozbawiona.
Rozdział 4: Plątanina i zaklęcia
Girlanda wciąż była nieco splątana. Lila rozłożyła ją na trawie, próbując dojść, gdzie jest początek, a gdzie koniec. Luna-kotka usiadła na samym środku, jakby chciała pilnować porządku.
— Musimy wymyślić jakieś zaklęcie na rozplątanie — zaproponowała Lila.
— Abrakadabra, niech się rozplącze! — powiedziała Zosia, ale nic się nie stało.
— Może trzeba pogłaskać kotkę na szczęście? — zażartował Kuba.
Lila podrapała Lunę za uchem. W tym momencie girlanda nagle się rozsunęła, a lampki rozbłysły jasno.
— Działa! — wykrzyknęli wszyscy naraz.
W rzeczywistości Lila po prostu pociągnęła za właściwy koniec, ale kto by się przyznał do takiej prozy życia w Halloween?
Rozdział 5: Noc pełna strachów
Cała trójka zabrała się za rozwieszanie girlandy. Kuba trzymał drabinę, Zosia podawała lampki, a Lila zawiązywała je na gwoździach. Luna, niczym najważniejszy inspektor, obserwowała wszystko spod krzaka.
— Uważajcie, żeby nie wejść na pajęczynę! — ostrzegł Kuba, pokazując na dekorację z waty cukrowej.
— Albo na prawdziwego pająka! — dodała Zosia, udając przerażenie.
Na chwilę wszyscy zamarli, patrząc czy na pewno wśród dekoracji nie czai się żaden żywy stwór. Ale okazało się, że największym zagrożeniem był sznur od girlandy, który plątał się pod nogami.
Wreszcie girlanda wisiała na swoim miejscu, świecąc się w ciemnościach jak magiczne ogniki.
— Wygląda niesamowicie! — zachwyciła się Lila.
— I wcale nie jest strasznie, raczej... zabawnie — dodała Zosia.
Rozdział 6: Zagadkowy cień
Dzieci usiadły na schodach, podziwiając swoje dzieło. Z daleka dom Lilki wyglądał teraz jak miejsce z bajki — wszędzie lampki, dynie, a na ganku nawet sztuczna wiedźma z miotłą.
Nagle, na ścianie pojawił się dziwny cień. Był duży, zgarbiony, miał długie ręce i wydłużoną głowę.
— O nie, to duch! — pisnęła Zosia.
Kuba patrzył z szeroko otwartymi oczami.
Lila wstała i podeszła odważnie do cienia. Wzięła latarkę, którą miała w kieszeni, i zaświeciła w kierunku dziwnej sylwetki.
Cień zamigotał i... okazało się, że to tylko stara parasolka, którą tata zostawił pod ścianą.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
— No i cały duch wyparował — powiedziała Lila, robiąc minę bardzo poważnej badaczki zjawisk nadprzyrodzonych.
Rozdział 7: Halloweenowa zabawa
Po chwili na podwórko zaczęły zlatywać się inne dzieci z sąsiedztwa. Każdy chciał zrobić sobie zdjęcie pod magiczną girlandą, a Lila poczuła się jak prawdziwa gospodyni domu pełnego zagadek i śmiechu.
Były konkursy na najstraszniejszy okrzyk, wyścigi z dyniami i poszukiwania „zaginionego cukierka” ukrytego pod liśćmi. Nawet Luna biegała wśród dzieci, udając, że też szuka słodyczy.
— Lila, to była najlepsza girlanda na świecie! — powiedział Kuba, wygrzebując cukierka z trawnika.
— Magia Halloween działa, kiedy wszyscy są razem — odpowiedziała Lila z dumą.
Zosia przytuliła kotkę, a potem sztuczną wiedźmę, która nagle zaczęła grać „Upiorny walczyk”. Wszyscy ruszyli w taniec, śmiejąc się do łez.
Rozdział 8: Ostatni ruch i porządki
Gdy noc się kończyła, dzieci powoli rozchodziły się do domów. Na podwórku zostały papierowe talerzyki, cukierki i rozsypane liście. Lila spojrzała na mamę, która stała w drzwiach z kubkiem gorącej herbaty.
— Czas na porządki, czarownico? — zapytała mama z uśmiechem.
— Tak jest! — odpowiedziała Lila, zbierając talerzyki i układając kolorowe krzesła jeden na drugim.
Kuba i Zosia pomogli jej schować girlandę do pudełka. Luna wskoczyła na ostatnie wolne krzesło, przeciągnęła się i zamruczała.
W końcu wszystkie krzesła stały równo pod ścianą, a podwórko znów było spokojne. Lila usiadła na schodach, zmęczona, ale szczęśliwa.
— Wiesz, mamo, Halloween jest super, ale ciekawość i trochę odwagi sprawiają, że nawet zwykłe girlandy są magiczne.
Mama uśmiechnęła się szeroko.
— Masz rację, Lilko. Ciekawość to pierwszy krok do przygody.
I choć noc była już zupełnie cicha, Lila była pewna, że jeszcze długo będzie pamiętać ten halloweenowy wieczór — pełen śmiechu, magii, przyjaciół i... bardzo równo ustawionych krzeseł.