Trwa ładowanie...
Opowieść Halloweenowa 11-12 lat Czytanie 20 min.

Peleryna lekka jak szept i lis od fioletowej nitki

Dwie przyjaciółki, Maja i Lena, podążają za tajemniczą nitką do opuszczonego domu, gdzie znajdują wskazówki i wspólnie szyją pelerynę, ucząc się odwagi i siły przyjaźni.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są trzy postacie: Maja, 12 lat, brunetka o półdługich włosach, w czarnej pelerynie z fioletowym obszyciem, stoi z boku na środku trzymając ręką materiał; Lena, 12 lat, jasnobrązowe włosy związane niedbale, w białym prześcieradle przerobionym na kostium „ducha-ogórka” z zielonymi rękawiczkami, po lewej kucająca i trzymająca małą papierową latarenkę; mały rudy lisek z puszystym ogonem i wąską fioletową wstążką w kropki na szyi siedzi po prawej i patrzy ciekawie na dziewczynki. Miejsce: nocny park małej wioski z dywanem pomarańczowo-brązowych liści, wilgotną kostką brukową, żeliwnymi latarniami dającymi ciepłe światło, drewnianą altanką z świecą w słoiku i kilkoma rzeźbionymi dyniami przy ławce, sylwetki nagich drzew w tle. Scena: dziewczynki podążają za świecącą fioletową nitką przyniesioną przez liska; peleryna Mai delikatnie błyszczy w kontakcie z nitką; nastrojowa, lekko magiczna atmosfera z kontrastem ciepłego światła i nocnego nieba, prosta czytelna kompozycja, widoczne faktury papieru na ubraniach, liściach i futrze liska. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Peleryna, która ma być lekka jak szept

W pokoju Mai pachniało herbatą z malin i świeżo wyprasowaną tkaniną. Na łóżku leżał czarny materiał, cienki i gładki, jakby ktoś rozlał noc i pozwolił jej zastygnąć w płótno. Maja miała dwanaście lat i była z tych osób, które lubią planować: lista, ołówek, gumka, zapasowa gumka — na wszelki wypadek.

— Peleryna musi fruwać, nie ciążyć — mruknęła, przesuwając palcem po brzegu tkaniny. — Lekka. Żadnych „worków na ziemniaki”.

W drzwiach stanęła Lena, też dwanaście lat, z włosami związanymi byle jak, bo „byle jak” było jej ulubioną fryzurą.

— Słyszałam, że szyjesz pelerynę. — Lena uniosła brwi. — Czy to jest ten moment, kiedy zaczynasz mówić do maszyny jak do domowego zwierzaka?

— Jeszcze nie. — Maja wskazała na krzesło. — Siadaj. Halloween za dwa dni. Jak będziemy wyglądać, jak nie będę wyglądać?

— Ja będę wyglądać… — Lena rozłożyła ręce. — …jak ktoś, kto udaje, że wszystko jest pod kontrolą, chociaż nie jest.

— Czyli klasycznie.

Lena roześmiała się i nachyliła nad materiałem.

— A co za postać? Wampirzyca? Czarownica? Tajemnicza pelerynowa osoba, która… pożycza cukier sąsiadom?

„Tajemnicza Pelerynowa Osoba” brzmi jak superbohaterka od porządku. — Maja wyciągnęła kartkę z rysunkiem. — Patrz. Peleryna, kaptur, a tu… — stuknęła ołówkiem w mały szkic — podszycie z ciemnofioletowej satyny. Będzie błyskać, jak się obrócę.

— Będziesz wyglądać jak noc, która ma sekrety. — Lena cmoknęła z uznaniem. — Ja mogę być twoją… pomocnicą od sekretów.

— Możesz być od przypominania, żebym oddychała, kiedy coś nie wyjdzie. — Maja uśmiechnęła się krzywo. — Maszyna do szycia jest miła, dopóki nie zacznie pożerać nici.

— Wtedy trzeba ją nakarmić spokojem. — Lena poważnie skinęła głową. — Albo ciasteczkiem.

Za oknem kołysały się gałęzie, jakby ktoś na dworze trenował straszne gesty. Maja spojrzała w stronę szyby. W ich miasteczku Halloween było jak długi wieczór z opowieścią: trochę dreszczyku, ale zawsze pod kocem.

— Dobra. — Maja wzięła nożyczki. — Zaczynamy.

Kiedy pierwsze cięcie rozdarło ciszę, w szafie coś cichutko stuknęło. Lena zmrużyła oczy.

— Powiedz, że to twoje wieszaki.

— To moje wieszaki — powiedziała Maja szybko.

Stuknięcie powtórzyło się, jakby wieszaki miały własne zdanie.

Rozdział 2: Szelest w szafie i mapa z nitki

Lena podeszła do szafy jak do podejrzanego kota. Otworzyła drzwiczki jednym ruchem i… nic. Tylko swetry, pudełko z zimowymi czapkami i stary plecak.

— Fałszywy alarm — stwierdziła. — Wieszaki się rozmyśliły.

Maja jednak zmarszczyła brwi. Zauważyła coś na dnie szafy: kłębek fioletowej nitki, której nie pamiętała.

— To nie moje — szepnęła.

— Może twoje „zapasowe na wszelki wypadek”?

— Mam zapasowe, ale nie w szafie. I nie fioletowe.

Lena wyciągnęła kłębek. Nitka była gładka i lśniąca, jak pajęczyna po deszczu. Kiedy Lena poruszyła ręką, nitka pociągnęła się sama, jakby chciała wyjść na spacer.

— O, proszę — Lena parsknęła. — Nitka na smyczy.

Nitka sunęła po podłodze, skręcała przy nogach biurka i kierowała się do okna. Maja i Lena spojrzały na siebie.

— Maja… — Lena ściszyła głos teatralnie. — Czy to jest ten moment, kiedy mówisz: „Nie idźmy za tym”?

— Nie idźmy za tym — powiedziała Maja automatycznie, po czym westchnęła. — Ale… jeśli to coś od szycia, może pomoże. A ja mam cel. Peleryna.

— Peleryna ponad wszystko. — Lena podniosła kłębek jak latarnię. — Prowadź, o nitko.

Nitka zsunęła się po parapecie, a potem… jakimś cudem znalazła drogę na zewnątrz przez uchylone okno. Dziewczyny narzuciły bluzy, wcisnęły trampki i wymknęły się na podwórko.

Wieczór pachniał dymem z kominków i wilgotnymi liśćmi. Latarnie mrugały, jakby miały ochotę na żarty. Nitka ciągnęła je przez ogródek, między dyniami, które ktoś poustawiał na płotku. Jedna dynia miała wycięty uśmiech tak szeroki, że wyglądał podejrzanie.

— To miasto się dziś popisuje — mruknęła Maja. — Nawet warzywa.

— Warzywa mają swoje życie nocne — odparła Lena. — Nie oceniaj.

Nitka doprowadziła je do starego domu na rogu ulicy. Dom był pusty od lat, z oknami jak ciemne oczy. Wokół płotu wisiały papierowe duchy zrobione przez dzieciaki, które dawno urosły. Wiatr poruszył jednym duchem i ten zakręcił piruet.

— Nie lubię, gdy duchy tańczą lepiej ode mnie — szepnęła Lena.

Maja poczuła dreszcz, ale bardziej ciekawości niż strachu.

— To tylko dom. I… nitka.

Nitka wślizgnęła się przez szparę w bramce. Bramka zaskrzypiała, jakby chciała coś opowiedzieć.

— Wchodzimy? — Lena podrapała się po głowie. — Bo ja mam dwie emocje naraz: „wow” i „a może jednak nie”.

— Trzy — poprawiła Maja. — Jeszcze „peleryna”. Chodź.

Rozdział 3: Dom, który szepcze jak papier

W środku ogród był dziki, ale nie groźny — bardziej jak zapomniany. Liście chrupały pod butami, a nitka prowadziła do drzwi wejściowych, które miały mosiężną klamkę zimną jak lód z zamrażarki.

— Jeśli zaraz wyskoczy nietoperz, chcę, żebyś wiedziała, że będę krzyczeć bardzo dojrzale — oznajmiła Lena.

— Ja będę krzyczeć w punktach: po pierwsze, po drugie… — Maja spróbowała żartu, ale jej głos lekko drżał.

Drzwi ustąpiły z cichym „klik”, jakby ktoś w środku czekał i nie chciał robić problemu. Wewnątrz pachniało kurzem, starym drewnem i czymś słodkim — jakby cukierki zostały tu dawno i postanowiły zostać na zawsze.

W holu wisiało lustro z pęknięciem w rogu. Lena spojrzała i natychmiast poprawiła włosy.

— Nawet w nawiedzonych domach człowiek ma swoją dumę — wyjaśniła.

Nitka sunęła po schodach na górę. Dziewczyny wspinały się powoli. Każdy stopień skrzypiał inaczej, jakby schody miały własną orkiestrę.

Na piętrze drzwi do jednego pokoju były uchylone. Z wnętrza sączyło się delikatne światło, jak z latarki zakrytej dłonią.

— Ktoś tu jest — szepnęła Maja.

— Może… kłębek ma znajomych — Lena odpowiedziała szeptem, który próbował brzmieć odważnie.

Weszły.

Pokój był mały, ale pełen rzeczy: manekin krawiecki bez głowy, półki z guzikami w słoikach, pudełka z koronką, wstążki jak kolorowe węże. Na środku stał stół, a na nim… mała latarenka, która świeciła bez baterii.

Obok latarenki leżała koperta, a na kopercie napis: „Dla tego, kto szyje lekko”.

Maja poczuła, że serce robi jej „bum” z takim entuzjazmem, jakby znalazła ukryty poziom w grze.

— To… dla mnie? — zapytała w pustkę.

Kłębek nitki potoczył się na stół i zatrzymał przy kopercie, jakby mówił: „No pewnie”.

Lena szturchnęła Maję łokciem.

— Otwieraj. Najwyżej będzie rachunek za kurz.

Maja ostrożnie otworzyła kopertę. W środku był kawałek pergaminu i mały guzik w kształcie księżyca. Na pergaminie ktoś napisał eleganckim pismem:

„Peleryna lekka jak szept powstaje z trzech rzeczy:

1) nici, która nie boi się ciemności,

2) śmiechu, który rozprasza cienie,

3) przyjaźni, która trzyma szwy, gdy ręka drży.”

Pod spodem dopisek: „Wróć przed północą. I nie karm maszyny ciasteczkami.”

Lena wybuchła chichotem.

— Ktoś tu zna moje metody!

Maja obejrzała guzik-księżyc. Był chłodny, ale przyjemny w dotyku.

— To wygląda jak… zadanie — powiedziała. — Jakby ktoś chciał, żebym naprawdę uszyła tę pelerynę. Lekko. I dobrze.

— Śmiech mamy — Lena uśmiechnęła się szeroko. — Przyjaźń też. Nici, która nie boi się ciemności… — spojrzała na kłębek fioletowej nitki. — To chyba ta.

Na ścianie, prawie niewidoczny, wisiał mały zegar. Wskazówki przesunęły się szybciej, niż powinny, i na moment zatrzymały na „11:11”.

— Nie lubię, gdy czas robi sztuczki — mruknęła Maja.

Latarenka mrugnęła, jakby mówiła: „Spokojnie. To tylko dreszczyk.”

— Wracamy? — Lena przestąpiła z nogi na nogę. — Bo ja chcę żyć do jutra. I do Halloween.

Maja schowała guzik i pergamin.

— Wracamy. Ale… zrobimy to. Peleryna będzie lekka.

Gdy wychodziły, manekin krawiecki jakby odrobinę zmienił pozycję. Lena odwróciła się szybko.

— Jeśli to ty, panie bez głowy, to proszę się nie wtrącać w moje życie — powiedziała stanowczo.

Manekin stał nieruchomo. Oczywiście.

Ale na podłodze, tuż przy drzwiach, leżała maleńka wstążka w kropki. Jak ukłon.

Rozdział 4: Próba igły i humoru

W domu Mai lampka na biurku świeciła jak bezpieczna wyspa. Za oknem wiatr nadal targał liśćmi, ale teraz brzmiał bardziej jak bębenek niż groźba.

Maja rozłożyła materiał, a Lena usiadła obok z kubkiem kakao, który parował jak mała chmura.

— Dobra — Maja wzięła głęboki oddech. — Nici, guzik, wykroje. Zaczynamy bez paniki.

— Ja jestem od paniki w razie potrzeby — oznajmiła Lena. — Ale na razie mogę być od podawania szpilek i głupich komentarzy.

— To idealna funkcja.

Maja oznacza przełożenie nitki przez igłę."> nawlekła fioletową nitkę. Przeszła przez ucho igły zaskakująco łatwo, jakby sama chciała współpracować.

— O, proszę — Lena nachyliła się. — Nici, która nie boi się ciemności, nie boi się też małych dziurek.

— To brzmi jak motto do zeszytu — prychnęła Maja, ale poczuła, że napięcie w ramionach trochę puszcza.

Pierwsze szwy poszły gładko. Peleryna nabierała kształtu. Kaptur wyglądał jak cień, który postanowił być przytulny. Maja przesuwała materiał pod stopką maszyny, a dźwięk „trrr-trrr” był prawie kojący.

Do momentu, aż maszyna nagle zrobiła „klak” i nitka się zaplątała.

Maja zamarła.

— Nie. Nie teraz. — Jej głos był cienki jak włos.

Lena położyła dłoń na stole.

— Oddychaj. Dwa wdechy. Jeden wydech. Albo na odwrót, jeśli chcesz być buntowniczką.

Maja parsknęła.

— To nie jest moment na bunt.

— Właśnie jest. Bunt przeciwko panice.

Maja spojrzała na poplątane nici. Były jak małe węzły problemów. Przez chwilę chciała wszystko rzucić, ale przypomniała sobie pergamin: „śmiech, który rozprasza cienie”.

Lena przechyliła głowę i powiedziała bardzo poważnie:

— Maszyno, słuchaj. Jeśli zjesz jeszcze jedną nitkę, dostaniesz na kolację… skarpetkę.

Maja zachichotała, mimo że nie chciała. To „mimo że” było najważniejsze. Śmiech zabrzmiał w pokoju jasno, jak gdyby ktoś zapalił dodatkową lampkę.

— Dobra, operacja „odplątywanie” — powiedziała Maja. — Podaj nożyczki. Te małe.

Lena podała narzędzia jak pielęgniarka w filmie, tylko bardziej teatralnie.

— Proszę, doktorze Peleryno.

Razem, cierpliwie, rozplątały nitkę. Maja poruszała igłą, Lena przytrzymywała materiał, a ich palce pracowały w rytmie, który był jak wspólna tajemnica. Kiedy ostatni supeł puścił, Maja wypuściła powietrze.

— Udało się — szepnęła.

— Przyjaźń trzyma szwy — przypomniała Lena. — Dosłownie.

Maja przyszyła guzik-księżyc przy zapięciu. W chwili, gdy nić zrobiła ostatnie kółko, guzik zajaśniał delikatnie, ledwie widocznie — jak światło odbite od mokrego asfaltu.

— Widzisz? — Lena wskazała palcem. — Księżyc cię lubi.

— Albo sprawdza, czy nie zepsuję — Maja uśmiechnęła się, ale już spokojniej.

Peleryna była niemal gotowa. Lekka, miękka, z fioletowym błyskiem w podszyciu.

— Jutro przymiarka — oznajmiła Maja. — A pojutrze Halloween.

Lena poderwała się.

— A ja muszę jeszcze zdecydować, czy będę duchem, czy… ogórkiem w prześcieradle.

— Ogórkiem?

— Zielone legginsy, prześcieradło, mina tajemnicza. Nikt nie zapomni.

— Na pewno — Maja zaśmiała się. — I o to chodzi.

Rozdział 5: Noc Halloween i łagodne tajemnice

W Halloween ulice wyglądały jak scena: lampiony z dyni mrugały, papierowe pająki zwisały z gałęzi, a dzieci i starsi przemykali w przebraniach, udając, że nie są sobą.

Maja założyła swoją pelerynę. Była tak lekka, że kiedy się poruszała, materiał szeleścił cicho, jak sekret opowiadany do ucha. Kaptur otulał jej głowę, a fioletowe podszycie migało przy każdym kroku.

Lena przyszła w wersji „duch-ogórek”. Miała zielone rękawiczki, prześcieradło i doczepione papierowe pestki.

— Jestem… Zjawą Kiszonkową — oznajmiła ochryple.

— To najbardziej niepokojące warzywo, jakie widziałam — Maja pokiwała głową z uznaniem.

Wyruszyły po cukierki. Ludzie rozdawali słodycze z uśmiechami, psy szczekały na nietoperze z filcu przyklejone do płotów, a gdzieś w oddali ktoś grał na harmonijce melodię, która brzmiała jak „strasznie miło”.

Po godzinie ich torby były ciężkie, a peleryna Mai nadal lekka, jakby w ogóle nie znała słowa „zmęczenie”. Dziewczyny skręciły w stronę parku, gdzie miały spotkać kilku znajomych. Tyle że park był dziwnie cichy.

— Może wszyscy poszli na konkurs na najgorsze straszenie — szepnęła Lena. — I wygrywają.

Na ścieżce leżały małe papierowe księżyce, jak konfetti. Maja schyliła się i podniosła jeden. Na odwrocie był narysowany guzik.

— To znak — powiedziała.

— Znak, że ktoś ma za dużo papieru — odparła Lena, ale jej głos zrobił się ostrożniejszy.

Papierowe księżyce prowadziły do altanki w głębi parku. W środku paliła się świeczka w słoiku, a na ławce leżała… mała poduszka. Zwykła, jasna, jak domowy przedmiot, który zabłądził w halloweenową dekorację.

Obok poduszki był kolejny pergamin:

„Dobra robota, lekka krawcowa.

Teraz pamiętaj: nawet noc potrzebuje miękkiego miejsca.

Dotknij poduszki, a peleryna pokaże, co potrafi.”

Lena przechyliła głowę.

— Czy to jest instrukcja obsługi przygody?

Maja wyciągnęła rękę i dotknęła poduszki. Była ciepła, jakby ktoś przed chwilą na niej spał. Peleryna na jej plecach zadrżała delikatnie, a kaptur sam odsunął się trochę, odsłaniając jej twarz.

Wtedy wokół altanki przemknął cień. Nie wielki i groźny — raczej jak kot, który nie chce, żeby go złapano. Lena podskoczyła.

— Okej. Widzę to. I udaję, że nie widzę.

Cień zatrzymał się na moment pod latarnią. Okazało się, że to… mały lis. Prawdziwy, rudy, z ogonem jak pędzel. Na szyi miał przewiązaną fioletową wstążkę w kropki — taką jak ta znaleziona w domu na rogu.

Lis spojrzał na Maję i Lenę, jakby oceniał ich kostiumy.

— To jest najładniejszy „duch-ogórek”, jakiego widziałem — powiedziałby, gdyby umiał mówić. Zamiast tego kichnął cicho.

Maja roześmiała się szeptem.

— To ty przyniosłeś nitkę?

Lis przekrzywił łeb, a potem pacnął łapką poduszkę. Jakby prosił.

— On chce… żebyśmy coś zrobiły? — Lena wyciągnęła ręce spod prześcieradła. — Ja nie jestem dobra w rozmowach z lisami. Ja ledwo ogarniam rozmowy z ludźmi.

Lis podszedł bliżej i wsunął pyszczek pod krawędź peleryny Mai. Peleryna zafalowała jak zasłona i… na moment zrobiło się jaśniej. Nie jak reflektor, tylko jakby ktoś odsunął cień z lampy.

— Peleryna… rozprasza mrok? — Maja wyszeptała.

Lis kiwnął, a potem truchtem ruszył ścieżką. Co kilka kroków oglądał się, czy idą.

— No to idziemy — Lena wzruszyła ramionami. — W najgorszym razie wrócimy z historią, której nikt nie uwierzy.

Podążyły za lisem. Park prowadził do małego mostku nad strumykiem. Pod mostkiem coś błyszczało. Zwykle była tam tylko woda i kamienie, ale teraz wśród liści tkwiła… metalowa szkatułka.

Lis zatrzymał się i popatrzył na Maję.

— Otworzę? — zapytała, czując, że to kolejny „dreszczyk z instrukcją”.

Szkatułka była zamknięta na prosty zatrzask. Maja nacisnęła. W środku leżały drobne rzeczy: kilka guzików, igła w papierowej osłonce i karteczka: „Dla tych, którzy pomagają, zanim się przestraszą.”

Lena westchnęła.

— To… miłe. Nie straszne.

W tej samej chwili z krzaków wypadły dwie młodsze dzieciaki w kostiumach szkieletów. Jedno miało łzy w oczach.

— Zgubiliśmy cukierki! — jęknęło. — Torba pękła!

Maja spojrzała na Lenę. Lena spojrzała na Maję. Odpowiedź była oczywista.

— Pokażcie, gdzie — powiedziała Maja.

Poszły razem. Peleryna Mai szeleściła, gdy schylała się i podnosiła cukierki z mokrych liści. Lena świeciła latarką w telefonie spod prześcieradła, wyglądając jak duch, który postanowił zostać wolontariuszem.

— Nie myślałam, że będę dziś ratować słodycze — mruknęła Lena. — To brzmi jak praca marzeń.

Młodsze dzieciaki uspokoiły się, a kiedy ich torba znów była pełna, uśmiechnęły się szeroko.

— Dziękujemy! — powiedziały i pobiegły dalej, dzwoniąc cukierkami jak monetami.

Lis siedział na ścieżce i obserwował. Potem wstał, przeciągnął się i, jakby stwierdzając „zadanie wykonane”, zniknął w ciemności.

— Czyli… byliśmy w drużynie z lisem — podsumowała Lena.

— I z peleryną — dodała Maja, głaszcząc materiał na ramieniu. — I z przyjaźnią. To chyba najważniejsze.

Wracały do domu przez ulice pełne śmiechu. Strach tego wieczoru był jak przyprawa: trochę pieprzu, ale z czekoladą.

Rozdział 6: Powrót do ciepła i poduszka na koniec

W domu Mai było cicho i ciepło. Zdjęły buty, peleryna powędrowała na oparcie krzesła, a Lena zsunęła prześcieradło i odetchnęła, jakby wróciła z misji w kosmosie.

— Zjawa Kiszonkowa kończy służbę — oznajmiła uroczyście.

Maja wyjęła z kieszeni pergamin i guzik-księżyc, położyła je na biurku. Potem spojrzała na łóżko. Poduszka leżała równo, biała, spokojna — zupełnie zwyczajna.

A jednak przypomniała sobie altankę i tę drugą poduszkę. „Nawet noc potrzebuje miękkiego miejsca.”

Lena usiadła na łóżku i zaczęła sortować cukierki.

— Ten jest mój. Ten też mój. A ten… też mój, bo ma podejrzany kolor.

— Bardzo sprawiedliwie — Maja przewróciła oczami. — Dzielimy na pół.

— Dobra, dobra. — Lena westchnęła tak ciężko, jakby oddawała skarb państwa, po czym podała Mai garść.

Maja usiadła obok i nagle poczuła, jak cały wieczór opada z niej jak liście z drzewa po pierwszym mrozie. Było przyjemnie spokojnie.

— Wiesz — powiedziała cicho — bałam się trochę. Tego domu. Tego cienia. Ale… jak byłaś obok, to było… do przejścia.

Lena poruszyła stopą, jakby chciała ukryć, że zrobiło jej się miło.

— Ja też się bałam. Tylko udawałam ogórka, bo ogórki są odważne.

Maja roześmiała się, krótko i ciepło.

— Peleryna wyszła lekka — dodała. — Ale chyba jeszcze lżejsza zrobiła się wtedy, kiedy pomagałyśmy tym dzieciakom. Jakby… miała sens.

— No pewnie. — Lena podniosła cukierka jak mikrofon. — Ogłaszam, że sens jest najlepszym dodatkiem do kostiumu.

Maja poprawiła kołdrę, a potem wyciągnęła rękę i delikatnie tapnęła poduszkę — raz, drugi, trzeci — układając ją wygodnie, aż zrobiła się miękka i równa, gotowa na spokojny sen.

Lena ziewnęła.

— To co, jutro opowiemy, że spotkałyśmy lisa-krawca?

— Nikt nie uwierzy — powiedziała Maja.

— To dobrze. — Lena położyła się i wtuliła w swoją część poduszki. — Najlepsze rzeczy nie muszą być uwierzone. Wystarczy, że były.

Maja jeszcze raz lekko tapnęła poduszkę, jak pieczątką kończącą dzień. Za oknem wiatr uspokoił się, a w pokoju zostało tylko ciepło, cisza i pewność, że przyjaźń naprawdę trzyma szwy — nawet te niewidzialne.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Peleryna
Krótki płaszcz bez rękawów, który zarzuca się na ramiona.
Podszycie
Materiał wszyty od środka, który chroni i ozdabia ubranie.
Manekin krawiecki
Postać z tworzywa lub drewna używana do szycia i dopasowywania ubrań.
Pergamin
Gruby papierek, zwykle stary, używany kiedyś do pisania ważnych notatek.
Kłębek
Mała kulka zwijanej nici lub włóczki.
Supeł
Mały węzeł zrobiony na nitce lub sznurku.
Nawlekła
Czas przeszły od "nawlec"; oznacza przełożenie nitki przez igłę.
Szelest
Cichy, szeptany dźwięk poruszającego się papieru lub tkaniny.
Przymiarka
Sprawdzenie, czy ubranie pasuje, przed ostatecznym szyciem lub noszeniem.
Zastygnąć
Stać się nieruchomym lub twardym, jakby zamienić się w coś stałego.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.