Trwa ładowanie...
Opowieść Halloweenowa 11-12 lat Czytanie 14 min.

Tysiąc trzydzieści dwa kroki do domu tajemnicy

Maja i jej przyjaciele liczą kroki podczas Halloween, podążając za tajemniczą mapką na cukierku, ucząc się przy tym szacunku i odwagi w drodze do najbardziej udekorowanego domu.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dziewczynka 12 lat, błyszczące oczy, zdecydowany wyraz twarzy, ciemne włosy w kucyku, pomarańczowa kurtka z motywem dyni, trzyma notes i ołówek, liczy kroki; chłopiec 11 lat Olek przebrany za mumię z wiszącymi bandażami, nieco zakłopotany, poprawia opaskę po lewej; dziewczynka 10 lat Iga jako czarownica w dużym czarnym kapeluszu i fioletowej pelerynie, pochylona nad papierową mapką cukierka po prawej; chłopiec 12 lat Kacper jako „nowoczesny duch” w jasnym prześcieradle z kolorowymi słuchawkami, stoi z tyłu; w tle mocno udekorowany dom z ciemnym drewnem, pomarańczowo-fioletowymi światełkami, rzeźbionymi dyniami przy alei, czarnym wieńcem i migającą latarenką; nocna ulica z mokrym chodnikiem i liśćmi, delikatne dekoracje Halloween; scena skupiona na grupie przed najbardziej ozdobionym domem, dziewczynka liczy kroki, reszta patrzy na mapkę, nastrój tajemniczy i ciepły, kontrastujące pomarańcze i fiolety, wyraźne kontury, nasycone kolory, styl komiksowy. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Dyniowa miarka

Maja miała jedenaście lat i w Halloween zawsze wpadała na pomysły, które brzmiały tak, jakby ktoś pomieszał cukierki z matematyką. W tym roku jej marzenie było proste, a jednocześnie dziwnie konkretne:

— Chcę policzyć kroki aż do domu najbardziej udekorowanego na naszej ulicy — oznajmiła, poprawiając opaskę z czarnymi uszami kota. — Dokładnie. Bez oszustw. Bez skrótów.

Jej starszy brat parsknął śmiechem.

— W Halloween ludzie liczą cukierki, a ty liczysz kroki?

— Każdy ma swoje hobby — odparła Maja z godnością. — Poza tym kroki nie znikają tak szybko jak cukierki.

Na korytarzu pachniało woskiem z dyniowej świecy i mokrymi liśćmi. Mama podała jej latarkę.

— Nie świeć ludziom prosto w oczy i pamiętaj o „proszę” i „dziękuję”.

— I o szacunku do straszydeł — dodał tata, udając groźnego wampira, ale wyszło mu bardziej jak ziewający hipopotam.

Maja wsunęła do kieszeni mały notes i ołówek. Na pierwszej stronie napisała: „Misja: Dom Udekorowany. Metoda: kroki”.

Za drzwiami czekała paczka: Olek w przebraniu mumii (cały owinięty w bandaże, które co chwilę się rozplątywały), Iga jako czarownica z kapeluszem tak wielkim, że wyglądał jak przenośny parasol, i Kacper, który był „duchem nowoczesnym” — czyli duchem z kocem i… słuchawkami na uszach.

— Gotowi? — zapytała Maja, włączając stoper w zegarku. — Liczymy od pierwszego kroku.

— A jak ktoś się potknie? — jęknął Olek, bo bandaż na nodze postanowił właśnie wziąć wolne.

— To się podnosi i liczy dalej — powiedziała Maja. — Halloween uczy wytrwałości.

Rozdział 2: Ulica, która chichocze

Ruszyli. Maja stawiała kroki równo, jakby jej buty miały wbudowany metronom.

— Jeden… dwa… trzy… — szeptała, a ołówek co pewien czas skrobał po notesie.

Ulica wyglądała jak scena z bajki, tylko trochę bardziej… pająkowa. Na płotach wisiały sztuczne nietoperze, które kołysały się na wietrze, jakby ćwiczyły taniec. Dynie świeciły w oknach, a z jednego domu dobiegał śmiech i dźwięk łyżek mieszających coś w ogromnym garnku.

— To pewnie eliksir na dobry humor — stwierdziła Iga.

— Albo zupa dyniowa — mruknął Kacper. — Najstraszniejsza ze wszystkich.

Maja zatrzymała się przed pierwszym domem, gdzie w ogrodzie stał szkielet z tabliczką „Uśmiechnij się, bo kości ci zgrzytną”.

— Cukierek albo psikus! — zawołali.

Pani w swetrze w dynie uśmiechnęła się szeroko.

— Ależ oczywiście. I jakie piękne kostiumy! Proszę, weźcie po dwa.

— Dziękujemy! — powiedziała Maja wyraźnie, jakby to było kolejne ważne zadanie w misji.

Gdy odchodzili, Olek zerknął na notes.

— Ile już?

— Sto siedemdziesiąt cztery — odpowiedziała Maja. — I ani jednego kroku na skróty.

Wtedy wiatr poruszył suchymi liśćmi na chodniku. Liście zawirowały tak, jakby ktoś nimi zakręcił niewidzialną łyżką, i ułożyły się w strzałkę.

— Widzieliście to? — szepnęła Iga.

Strzałka wskazywała w stronę końca ulicy, gdzie w ciemności majaczył dom, o którym wszyscy mówili od tygodnia: ten z największą liczbą ozdób i z tajemnicą, którą podobno słychać, jeśli przyłoży się ucho do płotu.

— To znak — stwierdziła Maja, a jej oczy błysnęły. — Liczymy dalej.

Rozdział 3: Tajemnicza mapa z cukierka

Z każdym kolejnym domem było więcej śmiechu i więcej dreszczy. Jeden gospodarz przebrany za wilkołaka mówił tak przekonująco „łaaaa!”, że Kacper prawie zgubił koc-ducha. A w innym oknie mechaniczny pająk poruszał nogami tak realistycznie, że Olek krzyknął:

— On mi patrzy w duszę!

— Nie przesadzaj — uspokoiła go Maja. — Pająki mają dużo oczu, ale mało czasu.

Po drodze spotkali starszą panią, która rozdawała mandarynki.

— Wiem, że wszyscy chcą słodycze, ale witaminy też potrafią straszyć… przeziębienie — powiedziała, mrugając.

— Dziękujemy — odpowiedzieli zgodnie, a Maja dodała: — I super, że pani też świętuje!

— Halloween jest dla wszystkich, kochani. Byle z szacunkiem i bez głupich psikusów — odparła pani.

Maja odnotowała w myślach: „Szacunek — ważne jak latarka”.

Nagle z torebki Mai wypadł cukierek. Zwykły, owinięty w sreberko… tylko że na sreberku były narysowane cienkie linie, jak miniaturowa mapa.

— Ej, to nie mój — zdziwiła się Maja, obracając go w palcach.

Iga przybliżyła latarkę.

— Wygląda jak plan… naszej ulicy!

Na „mapie” była zaznaczona kropka i napis: „Tu stoisz”. A dalej, falistą kreską, ścieżka do domu udekorowanego. Na końcu widniał mały rysunek: migające światełko, a obok słowo „Puk”.

— Ktoś nas prowadzi — szepnął Olek, a bandaże zatrzepotały mu jak skrzydła.

— Albo ktoś się nudzi i rysuje na cukierkach — stwierdził Kacper, ale jednak przesunął się bliżej grupy.

Maja poczuła miłe mrowienie w brzuchu: to było to uczucie, kiedy tajemnica zaprasza cię do zabawy, ale jednocześnie obiecuje, że nic złego się nie stanie.

— Idziemy zgodnie z mapą — postanowiła. — Ale jeśli spotkamy kogoś, kto się boi, nie śmiejemy się. Pomagamy. Umowa?

— Umowa — odpowiedzieli.

Maja wznowiła liczenie:

— Czterysta dziewięć… czterysta dziesięć…

Rozdział 4: Dom, który oddycha światłem

W końcu dotarli. Dom udekorowany stał trochę na uboczu, jakby lubił mieć przestrzeń na swoje pomysły. Przed bramką wisiała girlanda z lampek, które migały wolno, jak spokojny oddech. W ogrodzie stały dynie różnych rozmiarów: od takiej jak piłka, po taką, która wyglądała, jakby mogła wygrać konkurs na „najbardziej okrągłe marzenie”.

Na drzwiach wisiał wieniec z czarnych piór, a obok niego tabliczka: „Wejdź, jeśli masz odwagę… i dobre maniery”.

— To brzmi jak do mnie — uśmiechnęła się Maja.

Zatrzymała się przed pierwszym stopniem.

— Muszę mieć pewność… ile kroków.

Postawiła stopę na chodniku, potem drugą, licząc w myślach tak dokładnie, jakby kroki były złotymi monetami.

— Tysiąc trzydzieści dwa — oznajmiła w końcu z dumą.

— Serio? — Iga gwizdnęła. — Ja po dwustu krokach liczę już tylko „dużo”.

Maja uniosła notes jak trofeum.

— Dokładnie tysiąc trzydzieści dwa. I żadnego skakania po krawężnikach, Olek.

— To nie ja! — oburzył się Olek, choć właśnie jego bandaże wyglądały, jakby same chciały przeskoczyć.

Zgodnie z mapą z cukierka mieli zapukać. Maja podniosła rękę, ale w tym momencie z głośnika ukrytego w krzakach dobiegł cichy szept:

— Kto tam…?

Kacper pisnął tak cicho, że brzmiało to jak pękający popcorn.

Maja przełknęła ślinę, ale jej głos pozostał pewny.

— Maja i ekipa. Przyszliśmy po cukierki. I… tajemnicę, jeśli jest w promocji.

Zapadła chwila ciszy, a potem drzwi uchyliły się same, skrzypiąc teatralnie. W progu pojawiła się postać w długim płaszczu i masce sowy.

— Witajcie — powiedziała sowa głosem, który brzmiał znajomo. — Ale zanim dostaniecie słodycze, mały test.

— Matematyczny? — rozjaśniła się Maja.

— Prawie. Test szacunku — odparła sowa. — W tym domu straszenie jest łagodne. Najpierw pytanie: co robicie, gdy ktoś mówi „boję się”?

Iga odpowiedziała pierwsza:

— Nie wyśmiewamy. Pytamy, jak pomóc.

— I nie popychamy do rzeczy, których nie chce — dodał Kacper.

— I… dajemy mu mandarynkę — dorzucił Olek, poważny jak profesor, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Sowa skinęła głową.

— Dobrze. Wchodźcie.

Rozdział 5: Zagadka w szepczącej bibliotece

W środku było cieplej niż na dworze, a powietrze pachniało kakao i cynamonem. Korytarz oświetlały lampiony, które rzucały na ściany cienie tańczące jak wesołe duchy. Z sufitu zwisały papierowe nietoperze, ale miały przyklejone malutkie uśmiechy, więc wyglądały, jakby opowiadały sobie dowcipy.

Sowa poprowadziła ich do pokoju z regałami pełnymi książek. Na środku stał stolik, a na nim pudełko z napisem: „Otwórz, jeśli umiesz słuchać”.

— Biblioteka? — zdziwiła się Iga. — Myślałam, że to dom strachów.

— To dom historii — poprawiła sowa. — Strach jest tu tylko przyprawą.

Maja podeszła do pudełka. Na wieczku były trzy małe kłódki i karteczka:

„Aby otworzyć, powiedz:

1) jedno ‘proszę',

2) jedno ‘dziękuję',

3) jedno ‘przepraszam' — ale takie prawdziwe.”

Olek od razu wypalił:

— Proszę o cukierki!

Sowa poruszyła skrzydłem… czyli ręką w rękawie płaszcza.

— Nie tak szybko. Te słowa mają znaczyć coś więcej niż ‘daj'.

Maja zastanowiła się chwilę, po czym powiedziała spokojnie:

— Proszę, niech pan… albo pani… pokaże nam, co mamy zrobić dalej.

Kłódka kliknęła cicho, jakby zadowolona.

Iga dodała:

— Dziękuję, że pan… pani… zrobił(a) to wszystko. To jest naprawdę super.

Druga kłódka puściła.

Została trzecia. Wszyscy spojrzeli na Kacpra. On przestąpił z nogi na nogę.

— Przepraszam… — zaczął. — Ja… kiedy Olek się wcześniej przestraszył pająka, to powiedziałem, że jest „dziecinny”. A to było głupie. Przepraszam, Olek.

Olek zamarł, a potem uśmiechnął się szeroko spod bandaży.

— Spoko. Ja też czasem udaję odważniejszego, niż jestem.

Trzecia kłódka otworzyła się z radosnym „pyk!”.

Maja uniosła wieczko. W środku leżały małe karteczki i… kolejny cukierek z mapą, ale tym razem mapa prowadziła nie do drzwi, tylko do ogrodu. Obok był dopisek: „Ostatnia rzecz: policz kroki jeszcze raz, ale sercem”.

— Serce liczy inaczej? — mruknął Kacper.

— Pewnie liczy… czy jesteś miły po drodze — stwierdziła Maja.

Sowa zaśmiała się cicho.

— Sprytna dziewczyno. Chodźcie.

Rozdział 6: Ogród, w którym tajemnica mruga

Wyszli tylnymi drzwiami na ogród. Tam dekoracje były jeszcze bardziej niezwykłe: lampki układały się w kształt konstelacji, jakby ktoś zrobił miniaturowe niebo na wysokości głowy. W trawie stały papierowe duchy, ale zamiast wyć, trzymały tabliczki z żartami, na przykład: „Duchy nie jedzą chipsów, bo robią się przeźroczyste”.

Na środku ogrodu była duża dynia, prawie jak beczka. Miała wycięte oczy i usta, ale w środku nie paliła się świeczka. Zamiast tego coś tam… mrugało.

Maja podeszła i dotknęła dyni delikatnie.

— Jest ciepła.

— Bo to dynia z centralnym ogrzewaniem? — zaproponował Olek.

— Albo z centralnym… straszeniem — dodała Iga.

Sowa wskazała na małą klapkę z boku dyni.

— Otwórzcie. Ale spokojnie.

Maja policzyła w myślach ostatnie kroki, które dzieliły ją od dyni, jakby to był finał wielkiego marzenia.

— Dwanaście — szepnęła. — Dwanaście kroków od drzwi ogrodu.

Otworzyła klapkę. W środku była malutka lampka i karteczka z napisem: „Brawo! Twoje kroki doprowadziły cię do… przyjaźni. A teraz spójrz w górę”.

Podnieśli głowy. Na najwyższej gałęzi drzewa wisiała mała latarnia, a obok niej coś jak lusterko. Latarnia mrugała w rytmie: krótko, krótko, długo. Jak sygnał.

— To jak… znak — powiedziała Maja cicho.

— Kto go daje? — spytał Kacper, ściskając koc.

Sowa zdjęła maskę. To była pani Zofia, sąsiadka z końca ulicy, ta, która zawsze podlewała kwiaty nawet wtedy, gdy padało.

— Ja — odpowiedziała z uśmiechem. — Widziałam, jak dbacie o siebie i jak mówicie „dziękuję”. I słyszałam plotkę, że pewna dziewczynka chce policzyć kroki do najbardziej udekorowanego domu. Pomyślałam: czemu nie zrobić z tego przygody?

— To pani rysowała mapy na cukierkach?! — Maja aż podskoczyła.

— Mój wnuk mi pomógł. Jest mistrzem w bazgraniu… artystycznym — przyznała pani Zofia. — A ten sygnał w latarni? To umówiony znak dla dzieci z ulicy. Żeby wiedziały, że tu zawsze mogą zapukać — po cukierki, po herbatę albo po chwilę odwagi.

Maja poczuła, że jej marzenie właśnie urosło. Nie tylko o kroki, ale o coś większego.

Rozdział 7: Znak na dobranoc

Pani Zofia zaprosiła ich na kubek ciepłego kakao. Siedzieli na ganku, owinięci kocami, a w oddali widać było inne lampki na ulicy. Kacper w końcu zdjął słuchawki.

— To było… straszne i miłe jednocześnie — przyznał.

— Czyli idealne Halloween — stwierdziła Iga, upijając kakao z taką powagą, jakby to był eliksir mocy.

Maja wyjęła notes i dopisała pod wynikiem: „1000+ kroki. 1 tajemnica. 4 przyjaciół. Szacunek — bez limitu.”

— Maja — odezwała się pani Zofia — możesz mi obiecać, że gdy kiedyś ty będziesz robić takie dekoracje, to też zostawisz miejsce na życzliwość?

— Obiecuję — odpowiedziała Maja. — I na mandarynki.

Wszyscy znów się roześmiali.

Gdy nadszedł czas powrotu, wyszli na chodnik. Wiatr ucichł, a liście leżały spokojnie, jakby zmęczone tańcem. Maja odwróciła się do domu pani Zofii. Latarnia na drzewie mrugnęła raz, krótko, jakby mówiła: „Do zobaczenia”.

Maja uniosła rękę i zrobiła znak do przyjaciół: dwa szybkie machnięcia, a potem palec wskazujący do góry, jak sygnał latarni.

— To nasz kod — powiedziała. — Gdy ktoś z nas będzie potrzebował wsparcia, robimy tak.

— A jak ktoś będzie potrzebował cukierka? — zapytał Olek.

— To też — odparła Maja. — Ale najpierw wsparcie.

Ruszyli w stronę domu, a Maja policzyła ostatnie kroki już bez notesu. Tym razem liczyła nie tyle odległość, co ciepło w środku — i to, że nawet w Halloween najjaśniej świeci zwykła życzliwość.

Na końcu ulicy odwrócili się jeszcze raz i wszyscy równocześnie wykonali ich nowy znak do siebie nawzajem. Potem, śmiejąc się cicho, zniknęli w świetle własnych lampionów.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Metronom
Małe urządzenie lub rytm, który daje równy, stały takt do mierzenia czasu muzyki.
Zawirowały
Obróciły się szybko wokół własnej osi, kręcąc się w powietrzu.
Kłódki
Małe zamki z metalowym pałąkiem, które zamyka się na klucz.
Konstelacji
Grupa gwiazd na niebie, które wyglądają jak wzór lub obrazek.
Przebraniu
Ubranie lub kostium, w którym ktoś udaje inną postać.
Udając
Robienie czegoś w sposób udawany, na przykład udawanie kogoś lub czegoś.
Skrzydłem
Część ciała ptaka lub element kostiumu, którym można naśladować ruch ptaka.
Szacunek
Traktowanie innych z uprzejmością, uwagą i dobrą postawą.
Eliksir
Specjalny napój, który ma przynieść jakieś działanie, czasem magiczne.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.