W śnieżnym lesie błyszczały małe gwiazdki. A między choinkami kicał puchaty jednorożek o imieniu Pikuś. Miał rożek jak cukierek i grzywę jak miękka wata. „Hop-hop!” mówił wesoło.
Pikuś niósł koszyk. W koszyku były dzwonki: „ding-ding”, małe pierniki: „mniam”, i czerwone jagody. Dziś było Boże Narodzenie. W domku z mchu czekała choinka. Mała, zielona, trochę nieubrana.
„Chodź, choinko” powiedział Pikuś. „Zrobimy święto”.
Najpierw zawiesił dzwonek. „Ding-ding!” i śnieg zatańczył. Potem dał piernik na gałązkę. „Mniam-mniam!” zaszumiała choinka, bo pachniało słodko. Pikuś dmuchnął lekko: „fiuu”. Z rożka posypał się brokat jak śnieżek.
Nagle zgasła jedna lampka. „Ojej” powiedział Pikuś cicho. Podskoczył: „hop!” i dotknął lampki rożkiem. „Pyk!” Lampka znów świeciła. Wszystko było dobrze i spokojnie.
Potem Pikuś usiadł na puchu śniegu. Słuchał, jak dzwonki grają: „ding-ding”, jak wiatr mruczy: „szsz”, i jak choinka błyszczy. Nad domkiem spadła mała gwiazdka: „plum”. Została na czubku i świeciła jasno.
Pikuś przytulił choinkę grzywą. „Wesołych Świąt” powiedział.
Morale: Małe, ciepłe gesty robią wielkie, świąteczne światło.