Mały Staś miał dwa lata. Staś kochał Boże Narodzenie. W domu Stasia było ciepło i przytulnie. Wszędzie były światełka i ozdoby. Staś chciał zrobić niespodziankę dla mamy.
Staś miał pomysł. „Zrobię rysunek dla mamy!” – powiedział Staś. Wziął kredki i papier. Rysował choinkę. Rysował gwiazdki. Rysował prezenty. Staś był szczęśliwy.
„Och, gdzie są moje kredki?” – zapytał Staś. Kredki zniknęły! Staś szukał i szukał. Szukał pod stołem. Szukał pod krzesłem. Kredki były w pudełku. „Ha! Znalazłem!” – ucieszył się Staś.
Staś rysował dalej. Rysował śnieg. Rysował bałwanka. „Mamo, mamo, patrz!” – zawołał Staś. Mama przyszła. Spojrzała na rysunek. „Och, Staś, jaki piękny rysunek! Dziękuję!” – powiedziała mama.
Staś był bardzo szczęśliwy. Mama przytuliła Stasia. Staś poczuł się ciepło i bezpiecznie. „Kocham cię, mamo” – powiedział Staś. Mama uśmiechnęła się. „Ja też cię kocham, Staś.”
To były wesołe święta. Staś i mama byli razem. Staś wiedział, że niespodzianki są fajne. Ale najważniejsza jest miłość. A miłość była wszędzie. W światełkach. W rysunkach. W sercu Stasia i mamy.