W pokoju pachniało choinką. Mały Jaś miał dwa latka. Siedział na dywanie i trzymał miękkiego misia. Lampki na choince mrugały cicho.
Nagle spod stołu wysunął się mały skrzat w czerwonej czapce. To był Świąteczny Psotnik. Uśmiechnął się jak cukierek.
„Cześć, Jaś” powiedział skrzat.
„Cześć” powiedział Jaś i klasnął w dłonie.
Skrzat hop na stołek, hop na gałązkę. Dotknął bombki i bombka zrobiła: ding! Potem skrzat zamienił dwie skarpetki miejscami. Jedna była w gwiazdki, druga w paski. Jaś patrzył i chichotał.
Skrzat wziął trzy pierniczki i ułożył je w kółko, jak mały wianek. „O, patrz” powiedział. Jaś dotknął pierniczka. Był ciepły i pachnący.
Potem skrzat dmuchnął w papierową gwiazdę. Gwiazda zawirowała i usiadła na nosie misia. Jaś przytulił misia. „Misiu, masz gwiazdę” powiedział.
Mama weszła z kubkiem ciepłego mleka. Zobaczyła skarpetki i pierniczki. Uśmiechnęła się. „To psoty” powiedziała.
Skrzat ukłonił się. „Psoty są miłe” powiedział. Wszyscy razem poprawili skarpetki. Pierniczki zjedli po jednym. Lampki mrugały dalej, a w pokoju było cicho i wesoło.
Jaś pomachał skrzatowi. Skrzat pomachał też i schował się pod choinką.
Morale: Miłe psoty są najlepsze, gdy robimy je razem i z czułym sercem.