Rozdział 1 – Noc pełna dyni
Antoś miał sześć lat i bardzo lubił Halloween. Czekał na ten dzień przez cały październik. Kiedy nadszedł, od samego rana czuł w brzuchu lekkie łaskotanie, jakby motyle chciały zatańczyć taniec potwora. W tym roku Antoś miał ważną misję – musiał powiesić specjalną, długą jak wąż halloweenową girlandę!
Girlanda była wyjątkowa. Kolorowa, z dyniami, nietoperzami i czarownicami. Mama kupiła ją specjalnie na tę okazję, a tata powiedział, że Antoś jest już na tyle duży, żeby samodzielnie ją rozwiesić. Chłopiec czuł się bardzo dorosły i odpowiedzialny. Po szybkim śniadaniu wskoczył w swój strój ducha, który uszył z mamą ze starego prześcieradła. Był śmieszny i zupełnie nie straszył – bardziej przypominał chmurkę z oczami niż ducha.
Antoś wyjrzał przez okno. Dzień był szary, a na niebie krążyły ptaki, jakby szukały skarbów wśród chmur. Na podwórku leżały kolorowe liście, a wiatr bawił się nimi jak kot kłębkiem wełny. Czuło się, że to będzie wyjątkowy dzień.
Rozdział 2 – Mała misja, wielka przygoda
Antoś zabrał girlandę, taśmę klejącą i ruszył do przedpokoju. Po drodze zatrzymał się w kuchni. Mama przygotowywała ciepłe kakao z piankami. – „Jak ci idzie, duchu Antosiu?” – zapytała z uśmiechem. Chłopiec tylko kiwnął głową, żeby nie zdradzić, że trochę się denerwuje. Bo przecież to nie taka łatwa sprawa, powiesić długą girlandę samemu!
Najpierw spróbował na korytarzu. Stanął na palcach, ale sufit był za wysoki. Spojrzał na swoje buty, które miały ślady po wczorajszej zabawie w błocie. Pomyślał, że może poprosi tatę o pomoc, ale tata właśnie pomagał sąsiadowi. Antoś westchnął i podrapał się po czubku głowy. Przypomniał sobie, że w salonie jest mały biały taboret, na którym mama czasem stawia kwiaty. Postawił taboret pod ścianą, ostrożnie na niego wszedł i spróbował przykleić jeden koniec girlandy do framugi drzwi.
Nagle... trach! Taśma się odkleiła i girlanda opadła na małą lampę. Lampka zaczęła świecić na pomarańczowo, a cień dyni zatańczył na ścianie. Antoś przez chwilę się przestraszył, ale zaraz roześmiał się cichutko – „Moja lampka też chce się bawić w Halloween!” – pomyślał i postanowił powiesić girlandę jeszcze raz, tym razem mocniej.
Gdy już przykleił pierwszy koniec, ruszył z girlandą wzdłuż ściany. Za każdym razem, gdy przykładał taśmę, wydawała ona zabawny dźwięk „plask!” i zostawiała mały ślad. Antoś czuł się jak prawdziwy dekorator duchów. Cienie nietoperzy i dyni tańczyły na ścianach, a dom wyglądał coraz bardziej magicznie.
Rozdział 3 – Małe straszki w ciemności
Kiedy Antoś rozwieszał ostatni kawałek girlandy, nagle zaszło słońce i zrobiło się trochę ciemniej. Wiatr za oknem zaczął śpiewać ciche „uuuuuu”, a liście szurały po chodniku. Chłopiec poczuł lekki dreszcz na ramionach. W salonie pojawiły się długie cienie, a w kącie rozległ się dziwny szelest. Antoś zamarł na chwilę, trzymając w rękach końcówkę girlandy.
Zerknął w stronę szafy, gdzie leżały stare kartony. Coś się tam ruszyło i... bum! Wyskoczyła jego ulubiona pluszowa myszka, cały czas ukryta między książkami. Antoś odetchnął z ulgą i przytulił myszkę do siebie. – „To tylko myszka. Nic strasznego” – pomyślał. Poczuł się jeszcze odważniejszy.
W tej chwili w domu rozległy się drobne odgłosy: stukanie, skrzypienie podłogi, delikatne pohukiwanie z dworu. Ale wszystko brzmiało bardziej zabawnie niż strasznie. Antoś wyobraził sobie, że to tylko małe duszki, które przyszły podziwiać jego girlandę. Uśmiechnął się szeroko do własnych myśli.
Zanim skończył, tuż za nim pojawiła się mama. Przyniosła kubek ciepłego kakao z piankami. – „Widzę, że świetnie sobie radzisz!” – powiedziała. Antoś poczuł dumę jak nigdy wcześniej. Jego girlanda wisiała przez cały salon, a dom wyglądał naprawdę świątecznie. To było jego dzieło!
Rozdział 4 – Halloweenowa przerwa
Kiedy wszystko było już gotowe, Antoś usiadł na miękkim dywanie razem ze swoją pluszową myszką i mamą. Przez okno widać było dzieci w kostiumach. Jedni byli czarownicami, inni duchami, były nawet dwa ogromne pająki! Wszyscy wyglądali na zadowolonych i trochę rozbawionych.
Mama zapaliła lampion dyniowy i zrobiło się bardzo przytulnie. Cienie na ścianach przestały być straszne – wyglądały jak zabawne figle. Kakao smakowało lepiej niż zwykle, zwłaszcza z piankami, które powoli topiły się w kubku, zostawiając śmieszne białe kółka.
Antoś spojrzał na swoją girlandę. Każda dynia i nietoperz wyglądały, jakby chciały zatańczyć. Poczuł się szczęśliwy i odważny. Przypomniał sobie o wszystkich małych strachach, które udało mu się pokonać tego wieczoru. Był trochę z siebie dumny – i bardzo mu się to uczucie spodobało.
Zamiast iść od razu na dwór po cukierki, Antoś postanowił zrobić chwilę przerwy. Usiadł wygodnie na poduszce i przytulił się do mamy. Czuł, jak jej ciepło ogrzewa mu plecy i serce. Wiedział, że w domu wszystko jest bezpieczne, a małe duszki są tylko wesołymi cieniami.
Po chwili odpoczynku był gotowy na dalszą przygodę. Wziął koszyczek na cukierki, założył śmieszny strój ducha i ruszył do drzwi. Jeszcze przed wyjściem spojrzał na swoją piękną girlandę, która migotała w blasku lampki. Pomyślał, że nawet gdyby dom odwiedziły prawdziwe duszki, na pewno chciałyby zostać na tej wesołej halloweenowej zabawie.
Tak zakończyła się pierwsza wielka misja Antosia. Mały chłopiec przekonał się, że czasem wystarczy odrobina odwagi, żeby zmienić straszki w przyjaciół, a każda przygoda może skończyć się przytulnym odpoczynkiem i kubkiem ciepłego kakao.