Był sobie raz lisek, który miał na imię Fikuś. Fikuś był bardzo miłym liskiem, ale czasem coś mu nie wychodziło.
Pewnego dnia Fikuś postanowił upiec ciasteczka. "Upiekę ciasteczka dla wszystkich!" powiedział Fikuś. Ale nie miał mąki. "Zapytam wróżki!" pomyślał. Wróżka siedziała na kwiatku i machała różdżką. "Witaj, Fikusiu!" powiedziała wróżka. "Co słychać?"
"Chciałbym mąkę do ciasteczek," odparł Fikuś. Wróżka machnęła różdżką i... zamiast mąki pojawiły się bańki! "Ojej!" zaśmiał się Fikuś. "To są bańki, a nie mąka!"
Lisek poszedł dalej. Spotkał smoka, który bawił się piłką. "Smoku, potrzebuję mąki!" powiedział Fikuś. Smok kichnął i... z nosa wyleciały balony! "Ojej!" powiedział Fikuś. "To są balony, a nie mąka!"
Fikuś poszedł do sowy. "Sowo, pomóż mi, proszę!" Sowa spojrzała mądrze i przyniosła worek. "Tu masz!" powiedziała sowa. Fikuś otworzył worek. W środku były... pióra! "Ojej!" Fikuś się zaśmiał. "To są pióra, a nie mąka!"
Fikuś się nie poddał. Poszedł do misia. "Misiu, chcę mąkę," poprosił. Miś się uśmiechnął i dał Fikusiowi worek. "W środku na pewno jest mąka," powiedział miś.
Fikuś otworzył worek i... była tam mąka! "Hurra!" krzyknął Fikuś. "Teraz upiekę ciasteczka!"
Fikuś upiekł ciasteczka i zaprosił wszystkich na podwieczorek. "Dziękuję wszystkim za pomoc!" powiedział Fikuś.
Wróżka, smok, sowa i miś zjedli ciasteczka. "Fikuś, jesteś najlepszym liskiem na świecie!" powiedzieli wszyscy.
I tak Fikuś nauczył się, że czasem coś nie wychodzi od razu, ale z pomocą przyjaciół można wszystko zrobić. Lisek był szczęśliwy, a ciasteczka były pyszne!