Kuba i Olek mieli po cztery lata. Siedzieli na dywanie. Było cicho. Lampka robiła ciepłe światło.
Nagle z kubka z kakao wyszedł malutki czarodziej. Miał kapelusz jak łyżka. „Hop!” powiedział i ukłonił się.
„Jestem Pan Chlap,” mówi. „Pilnuję plam.”
„Plam?” pyta Kuba.
„Tak,” odpowiada Olek. „Plama to przygoda!”
Pan Chlap machnął palcem. „Ciach!” I na podłodze pojawiła się błyszcząca kałuża. Mała. W sam raz.
Kuba klasnął. „Plum-plum!”
Olek skoczył. „Hop!”
Kałuża zaśmiała się: „Pluf!” i uciekła pod krzesło. Chłopcy poszli za nią. Tuk-tuk, małe kroki.
Pod krzesłem stał smok. Ale był z mydła. Pachniał jak banan. Smok zrobił „puf!” i wypuścił bańki.
„Ja strzegę skarbu,” mówi smok.
„Jakiego?” pyta Kuba.
Smok dmuchnął. „Fiuu!” Bańki poleciały do góry i usiadły na kocu jak srebrne guziki.
Olek szepnął: „To guziki czaru!”
Kuba pokiwał głową. „Damy je mamie.”
Pan Chlap kiwał też. „Dobra robota.”
Mama weszła. „Co tu tak wesoło?”
„Bańki!” mówi Olek.
„Pluf!” dodaje Kuba.
Mama się uśmiechnęła. Wzięła ściereczkę. „Tup-tup.” Kałuża grzecznie weszła w ściereczkę i znikła.
Smok z mydła mrugnął. „Pa-pa.”
A Pan Chlap wrócił do kubka. „Siup!”
Morał: Małe cuda są najmilsze, gdy bawimy się razem i dbamy o porządek.