Mały czarodziej Franek miał bardzo ważne zadanie. Chciał zrobić czar magicznej piłki. Ale Franek był trochę niezdarny. Mieszkał w magicznym lesie, gdzie wszystko było możliwe. W lesie mieszkała też jego przyjaciółka Zosia i piesek Kropka.
Pewnego dnia Franek postanowił: „Dziś zrobię magiczną piłkę!” Zosia i Kropka patrzyli, jak Franek macha różdżką. „Abra-kadabra!” – powiedział Franek.
Nagle, zamiast piłki, pojawiły się trzy balony. Balony były kolorowe i latały wokół Franka, Zosi i Kropki. Zosia zaśmiała się: „Franek, to nie piłka! To balony!” Kropka szczekała i skakała do góry, próbując złapać balony.
Franek znowu spróbował. „Abra-kadabra!” Tym razem pojawiły się bańki mydlane. Dużo, dużo baniek! Bańki fruwały dookoła i wszyscy mieli mokre nosy. Zosia chichotała: „Franek, to bańki, nie piłka!” Kropka znowu szczekała, próbując łapać bańki.
Franek się nie poddawał. Przy trzeciej próbie powiedział: „Abra-kadabra!” I... pojawił się wielki, czerwony arbuz! Zosia pokiwała głową: „Franek, to arbuz!” Kropka tylko patrzyła z zaciekawieniem.
Franek pomyślał chwilę: „Może nie umiem zrobić piłki, ale za to mamy zabawne balony, wesołe bańki i pyszny arbuz!” Zosia się uśmiechnęła: „To najlepszy dzień!” Kropka szczekała z radości.
I tak wszyscy bawili się w magicznym lesie, ciesząc się niespodziankami Franka. I chociaż piłki nie było, przygoda była wspaniała!