Rozdział 1. Słoneczna Troska
W samym środku zielonego lasu mieszkał rudy lisek o imieniu Fik. Fik miał śmiesznie puszysty ogon i oczka, które zawsze błyszczały figlarnie. Pewnego poranka Fik obudził się, przeciągnął łapki i pomyślał: „Dziś wypiję herbatkę z promieniem słońca!”.
Fik lubił codziennie pić herbatkę, bo wtedy wszystko wydawało się jeszcze bardziej magiczne. Wyciągnął swoją ulubioną filiżankę. Była kolorowa, w żółte kropki. Wlał do niej trochę wody, dodał listek mięty, a potem... spojrzał w górę.
Słońce świeciło jasno na niebie. Fik westchnął: „Och, jakby tu trochę słońca wsadzić do mojej filiżanki?” Nagle, zupełnie niespodziewanie, jeden promyk słońca zeskoczył z nieba i… chlup! Wpadł prosto do filiżanki Fika.
Fik aż podskoczył z radości. Ale zaraz potem zauważył coś dziwnego. Słońce na niebie zrobiło się troszkę mniejsze. „Oj, chyba nie powinienem zabierać całego promienia!” – pomyślał Fik.
Rozdział 2. Magiczne Pomysły
Fik spojrzał na filiżankę. Promyk słońca tańczył w herbacie jak złota rybka. „Wyskakuj, promyczku!” – powiedział Fik i zamachał łapką. Ale promyk śmiał się tylko: „Plusk! Plusk! Nie umiem wyjść sam!”
Fik podrapał się za uchem. „Muszę znaleźć sposób, żeby ci pomóc. Nie chcę, żeby słońce było smutne!”
Nagle zza krzaka wyjrzała wiewiórka Szprycha. „Co się dzieje, Fiku?” – zapytała.
„Mam w filiżance promień słońca, ale nie wiem, jak go z powrotem włożyć na niebo!” – odpowiedział lisek.
Szprycha zamachała ogonkiem. „Może trzeba go wyłowić patyczkiem?”
Fik spróbował patyczkiem. Zamieszał, zamieszał, ale promyk tylko się zakręcił i zaczął śpiewać: „Kręcę się, kręcę, wesoło mi tu!”
Wtedy przyleciała sroka Mili. „Cześć, co to za muzyka?” – zapytała.
„Mam w herbacie promień słońca, ale nie chce wyjść!” – wytłumaczył Fik.
Mili zamachała skrzydełkiem. „Może trzeba go zachęcić piosenką?”
Wszyscy zaczęli śpiewać: „Promyczku, promyczku, wracaj na niebo, bo tam ci najlepiej, bo tam ci wesoło!”
Promyk zadrżał, zamigotał, ale dalej pluskał się w filiżance.
Rozdział 3. Powrót na Niebo
Fik zrobił poważną minkę. „Może promyk nie chce wracać sam. Potrzebuje pomocy przyjaciół.”
Wtedy wszyscy mieszkańcy lasu przyszli pod drzewo Fika. Był jeżyk, był królik, była nawet mała żabka. Każdy przyniósł coś błyszczącego – kamyczek, piórko, kroplę rosy.
Fik podniósł filiżankę wysoko. „Słońce, oddaję twój promyk. Bo razem jest zawsze lepiej. Promyku, wracaj!”
Promyk zamigotał, podskoczył, i nagle – hop! – wyskoczył z filiżanki. Poleciał prosto na niebo, a słońce znów zaczęło świecić pełnym blaskiem.
Wszyscy klasnęli łapkami, skrzydłami i łapkami. Słońce uśmiechnęło się do Fika przez liście.
Fik powiedział: „Dziękuję wam wszystkim! Razem możemy zrobić coś dobrego. I zawsze warto pomagać, nawet promieniom słońca.”
Potem Fik wypił swoją herbatkę, już bez promyka, ale z ciepłem w sercu. Słońce mrugnęło do niego, jakby mówiło: „Dziękuję, Lisie Fiku!”.
W lesie zrobiło się cicho, spokojnie i bardzo wesoło. Fik zasnął pod swoim ulubionym drzewem, a przyjaciele śnili o nowych, zabawnych przygodach.
Dobranoc, Fiku. Dobranoc, promyku. Dobranoc, lesie.