W małej wsi stały małe domki i wielkie kałuże. Był ranek, pachniał chleb i trawa. Jaś miał trzy lata, małe kalosze i jeszcze mniejszy nos. I miał też sekret. Nie lubił nudy. Wcale a wcale. Chciał, żeby we wsi działo się coś wesołego. Choćby małego. Choćby „hop”.
Jaś wziął drewnianą łyżkę. Łyżka była jak różdżka. Dobra do zupy i do czarów. „Idę na przygodę!” – powiedział. Kot Mruczek mruknął: „Mrrrr”. To znaczyło: „Idź, tylko wróć na mleko”.
Na placu było pusto. Pani Zosia podlewała kwiaty. Pan Józek zamiatał. Babcia Hela dziergała szalik, długi jak wąż, ale spokojny, bo nie sssyczy. Wszyscy robili to samo co wczoraj. I przedwczoraj. I przedprzedwczoraj. Nuda chodziła cicho, w kapciach.
Jaś spojrzał do piaskownicy. Coś tam błysło. Coś jak cukierek, ale nie do jedzenia. Kamyk? Nie. Szklana kropla? Też nie. To był kryształ. Mały, gładki, kolorowy. Kiedy Jaś się uśmiechnął, kryształ zaświecił złoto. Kiedy zmarszczył nosek, zamigotał niebiesko. Kiedy tupnął, mignął zielono i zrobił: „plim”.
„Oho!” – powiedział Jaś. „Ty jesteś kryształ pogodo-nastrojowy”. Kryształ zabłysnął, jakby kiwnął głową. Mruczek powąchał kryształ i kichnął. Zrobiło się: „psik!” A z nieba spadły trzy bąbelki mydlane. Pęk. Pęk. Pęk. Żadnego strachu. Tylko mokre noski.
„To działa!” – ucieszył się Jaś. „Będziemy mieć pogodę, jaką chcemy. I nie będzie nudy”. Kryształ zrobił „plim”, jak dzwonek do zabawy.
Jaś wyszedł na rynek. „Dzień dobry!” – zawołał. „Patrzcie, co mam!” Pani Zosia przyszła z konewką. Pan Józek podparł się miotłą. Babcia Hela spojrzała spod okularów. „A cóż to?” – spytała. „To taki... pogodowy psikus” – powiedział Jaś. „Ale spokojny. Tylko zabawny”.
Jaś się roześmiał. Słońce zamrugało. Na niebie pojawił się malutki promień, jak wstążka. Dotknął kwiatów Pani Zosi. Kwiaty zaśmiały się cichutko i poruszyły płatkami. „No, no” – powiedziała Pani Zosia. „To miłe”.
Pan Józek czknął. „Hik!” Kryształ zabłysnął. Z krawężnika wyskoczyły sprężynowe chmurki. Hop, hop, hop. Miotła sama podskoczyła i zamiotła kurz w elegancki krąg. „O!” – zdziwił się Pan Józek. „Samo się. Ale czy porządnie?” Chmurki uporządkowały się w równe rządki. „Porządnie” – potwierdził kryształ: „plim”.
Babcia Hela chichnęła przez nos. Kryształ zamigotał różowo. Spadł miękki deszczyk. Nie zwykły. Deszcz włóczkowy! Ciche niteczki, miękkie jak puch, spadły na ramiona i czapki. „Och!” – ucieszyła się Babcia. „To ja zrobię każdemu malutką pomponikową brodę”. I zrobiła. Nikt się nie bał. Nikt nie marudził. Pompony były śmieszne i lekkie.
„A teraz poprosimy kota” – powiedział Jaś. Mruczek mruknął bardzo poważnie: „Mrrrr-au”. Kryształ pomyślał, że to wiatr. Zatrzepotał. Wzleciały dmuchawce. Cała wieś była w białych parasolkach. „Złap!” – zawołał Jaś. Babcia złapała jedną. Pan Józek też. Pani Zosia też, choć najpierw nieśmiało. „Jeśli nie chcesz, nie musisz” – powiedział Jaś. „Tu można być wesołym albo cichym. Każdy ma swój nastrój”. Pani Zosia się uśmiechnęła. „Dziś mam nastrój cichy. Ale mogę machać dmuchawcem bardzo cicho”. I tak zrobiła. To było dobrze. To było w porządku.
Wieś powoli przestała być nudna. Ale była dalej spokojna. To ważne. Żadnego hałasu. Tylko śmieszne „plim”, „hik” i „mrrrr”.
Nagle ktoś powiedział: „Nuda...” Kryształ się zasłuchał. Nagle czas zrobił „stop”. Tylko na chwilkę. Kot stał z łapą w powietrzu. Wróbel stał w pół-skoku. Pan Józek stał z połową zamiatania. „Ups!” – szepnął Jaś. „Nudzie mówimy pa, pa”. Kryształ błysnął radośnie. Czas puścił bąbelek. Wróbel dokończył skok, kot dokończył łapę, pan Józek dokończył zamiatanie. Wszyscy zaczęli chichotać. „Nie mówmy tego słowa z N” – mruknął Mruczek. „Miau”.
„Zróbmy paradę nastrojów!” – zaproponował Jaś. „Każdy po kolejce dotknie kryształu. Co czujecie, to będzie na niebie. Tylko miękko i miło”. Wszyscy się zgodzili. Kolejka była krótka i wesoła.
Pani Zosia dotknęła pierwsza. Czuła cichą radość. Z nieba spadły przezroczyste wstążeczki jak z mgły. Kwiaty piły je jak herbatkę. Było spokojnie.
Pan Józek dotknął drugi. Czuł dumę z czystej ulicy. Z nieba spadły kropeczki jak guziki. Ułożyły się w schludne kropki. „Ład i skład” – powiedział kryształ: „plim”.
Babcia Hela dotknęła trzecia. Czuła serdeczność. Spadły maleńkie serduszka z włóczki. Przykleiły się do szalików. Nikt nie był bez serduszka. Nawet ławka.
Przyszedł też Kuba, który zawsze chodził bokiem, bo miał swój styl. Dotknął kryształu. Spadły wiatraczki, co kręciły się do tyłu. „O!” – zaśmiał się Jaś. „Bardzo twórczo”. Wszyscy się uśmiechnęli. „U nas można chodzić prosto i bokiem” – powiedział Pan Józek. „Byle nie po mokrej farbie”. To było mądre. I tolerancyjne.
Jaś dotknął na końcu. Czuł chichot. Z nieba spadły chichotki. Małe, tick tick tick. Łaskotały pod nosem. Nikt nie płakał. Wszyscy tylko „hi hi, he he”.
Gdy dzień się kończył, niebo zrobiło się morelowe. Kryształ położył się w dłoni Jasia jak mały kamyk, co mówi: „Już dość. Teraz odpoczynek”. „Masz rację” – powiedział Jaś. „Magia jest fajna. Ale nie zawsze. Teraz kolacja. A potem sen”. Pani Zosia kiwnęła głową. „I jutro też możemy być różni” – dodała. „Można mieć dzień skoczny. Albo dzień cichy. I to jest w porządku”.
„Tak jest” – przytaknął Pan Józek. „Ja lubię porządek. Ty lubisz chichot. A babcia lubi włóczkę. I wszystkim jest miło”. Babcia machnęła pomponem. „Pompon mówi tak” – zaśpiewała cicho.
Jaś położył kryształ na oknie. Obok mleka dla kota. Mruczek usiadł i zamruczał jak mały silnik: „mrrrr”. „Dobranoc” – powiedział Jaś. „Dobranoc, wsi. Bez nudy. Z uśmiechem”.
I wtedy zdarzył się ostatni, śmieszny psikus. Koza sąsiada, Kropka, podeszła pod okno. Kozy lubią podjadać papier. Zobaczyła kartkę: „Dzień bez nudy”. „Mee!” – powiedziała Kropka i chrup. Kryształ usłyszał „mee” i pomyślał: „dzwonki!”. Nad wsią zabrzmiał deszcz malutkich „mee”, jak muzyka z łąki. „Mee-me-meee”, cichutko, melodyjnie, jak kolacja dla uszu. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Nawet koza się uśmiechnęła, jak to koza. A Jaś szepnął: „No i świetnie. Jutro znów pobawimy się różnie. A teraz… ciii”.
Wieś otuliła się jak koc. Kryształ mrugnął ostatni raz: „plim”. I był spokój. I była radość. I nikomu już nie było nudno. Nawet nudzie, bo poszła spać.