W niewielkim miasteczku, tuż obok placu zabaw, mieszkało dwóch chłopców: Jaś i Franek. Obaj mieli trzy lata i głowy pełne dziwnych pomysłów. Uwielbiali śmiać się i biegać, a dziś mieli bardzo ważny plan.
„Chodź, Franek!” – zawołał Jaś, pokazując palcem ogromny zegar na ratuszu. – „Musimy znaleźć zegar miękki jak poduszka!”
Franek podrapał się po głowie. „A po co nam zegar miękki?”
Jaś zrobił poważną minę. „Bo wtedy możemy go zwinąć do kieszeni, a czas będzie płynął, jak chcemy! Mama nie powie nigdy: czas spać!”
To był pomysł doskonały. Chłopcy ruszyli przez podwórko. Po drodze spotkali kota Bazylego, który siedział na płocie i patrzył na nich podejrzliwie.
„Panie Kocie, widział pan może zegar miękki jak poduszka?” – spytał Franek.
Bazyli zamruczał. „Może i widziałem... Ale najpierw musicie pogłaskać mnie za uchem!”
Chłopcy pogłaskali kota, który przeciągnął się i zamiauczał: „Spróbujcie pod starym dębem. Tam czas czasem się wygina.”
Jaś i Franek pobiegli pod dąb. Pod drzewem siedziała wiewiórka w czerwonym kapeluszu, trzymając orzechy.
„Pani Wiewiórko!” – zawołał Jaś. – „Czy widziała pani zegar miękki jak poduszka?”
Wiewiórka uśmiechnęła się. „Zegary są twarde, ale... czasem chowają się w dziuplach. Może tam poszukacie?”
Chłopcy wsadzili głowy do dziupli. W środku była tylko sterta liści i jeden patyk. Ale kiedy Franek dotknął patyka, nagle – patyk zgiął się jak guma!
„Patrz, Jaś! Patyk jest miękki! Czy to już zegar?” – zapytał Franek, kręcąc patykiem w powietrzu.
Jaś roześmiał się: „Nie! Zegar robi tik-tak, a patyk mówi tylko: szu, szu!”
Zrezygnowani usiedli pod drzewem. Obok przechodziła pani z parasolem w grochy.
„Szukacie czegoś?” – zapytała.
„Miękkiego zegara!” – odpowiedzieli razem.
Pani uśmiechnęła się tajemniczo i wyciągnęła z torby... naleśnik! Był cieplutki, miękki i pachnący.
„To jest zegar naleśnikowy. Można go zginać, zwijać i... zjeść!” – zaśmiała się.
Chłopcy spojrzeli na naleśnika. Franek zapytał: „A czy robi tik-tak?”
„Nie, ale robi mniam-mniam!” – odpowiedziała pani.
Jaś i Franek zwinęli naleśnika w rulonik i oblizali palce. Czas płynął powoli, jakby był też miękki i słodki. Franek powiedział: „Może nie znaleźliśmy zegara, ale mamy coś lepszego!”
Jaś kiwnął głową: „Miękki czas to czas spędzony razem!”
Kot Bazyli zamruczał znowu, a wiewiórka przybiegła po okruszki. Wszystko wokół zrobiło się spokojne i miłe. Chłopcy wrócili do domu, zadowoleni i szczęśliwi.
„Jutro znajdziemy miękką łyżkę!” – szepnął Jaś, a Franek zachichotał.
I tak dzień zakończył się miękko, słodko i bardzo wesoło.