Był śnieg. Małe światła błyskały na drzewach. W domu mieszkał czteroletni Jaś. Jaś miał ciepłe skarpety i lubił śpiewać pod kołdrą.
Pewnej nocy usłyszał cichutkie chichoty przy drzwiach. Ktoś pod choinką klaskał w rączki, ale nikt nie był widoczny. Jaś wziął latarkę. Zrobił krok. Potem drugi. Serce mu biło jak mały bębenek.
Przy skrzynce na listy stała malutka postać. To był Lutin Farceur — lutin z brodą jak bałwanek i kapeluszem w paski. Miał oczy jak orzechy. Uśmiechał się szeroko. W dłoni trzymał małą kartkę.
Lutin mrugnął do Jasia. "Cześć!" — zapytał cichutko. Jaś odpowiedział szeptem: "Cześć." Nie bał się. Był odważny. Odwaga to serduszko, które bije mocniej, ale nie ucieka.
Lutin podskoczył. Włożył kartkę do małej skrzynki przy drzwiach. Potem zrobił kilka figlów. Zawinął skarpetki choinkowe. Przekręcił dzwonek tak, że grał melodyjkę z piernika. Jaś się śmiał. Śmiech był ciepły jak kakao.
Kartka w skrzynce miała tajemnicze słowa. Jaś poprosił Lutin: "Pokaż mi." Lutin pochylił się i przeczytał z szeptem. "Dla małego bohatera. Znajdziesz w kuchni niespodziankę." Jaś podskoczył z radości. "Chodźmy!" — powiedział.
W kuchni czekała miska z cukrowymi gwiazdkami. Obok stała mała figurka renifera. Lutin wskazał na filiżankę. W filiżance pływał liściak z papieru. Było tam jeszcze jedno słowo: odwaga. Jaś pomyślał, że to ważne. Lutin klepnął go po ramieniu. "Czasem odwaga jest mała. Czasem jest jak gwiazdka, która spada i świeci."
Nagle w domu zapachniało piernikami. W pokoju puchły śmiechy. Lutin robił kolejne psoty. Przekręcał książki tak, że strony tańczyły. Zakładał kapelusz misia na Lampkę. Przekładał buty tak, żeby każdy znalazł parę wesołą. Wszystko było bezpieczne i śmieszne.
Jaś był odważny. Kiedy zobaczył, że Lutin chce wsadzić małe listy do wszystkich skrzynek w okolicy, pomyślał o ciemnej ulicy. "Może będzie zimno" — powiedział Jaś. Lutin spojrzał troskliwie. "Czy pójdziesz ze mną?" — zapytał. Jaś poczuł, że chce pomóc. Miał małe serce, ale było wielkie w czynach. "Tak" — powiedział głośno.
Wyszli na śnieg. Gwiazdy mrugały. Lutin trzymał mapę z kolorowymi kropeczkami. Jaś trzymał latarkę. Razem kroczyli cicho, żeby nie obudzić kotka, który spał pod stołem. Po drodze spotkali starszą panią z torbą. Torba rozdarła się i pomarańcze wypadły na śnieg. Jaś odważył się pomóc. Podniósł pomarańcze jedną po drugiej. Starsza pani uśmiechnęła się. "Dziękuję, mały bohaterze" — powiedziała.
Lutin układał listy w skrzynkach. W każdym liście była kreska rysowana kredką i mały rym. Ludzie znajdowali je rano i śmiali się z radości. Nikt nie był przestraszony. Wszyscy czuli ciepło jak przy kominku.
Gdy zrobili już prawie wszystkie skrzynki, zaczęła padać delikatna mgiełka śniegu. Jaś poczuł chłód w nosku. Lutin podał mu własny szalik. "To na odwagę i ciepło" — powiedział z uśmiechem. Jaś owinął go wokół szyi. Czuł się bezpiecznie i dumnie.
W drodze powrotnej Lutin zrobił jeszcze jedną figlę. Wcisnął mały liścik do skrzynki Jasia. "Dla ciebie" — powiedział. Jaś zajrzał. Na kartce narysowane było serce i gwiazdka. Słowa były proste: Dziękuję. Jesteś odważny.
W domu mama objęła Jasia i pocałowała go w czoło. Jaś opowiedział o Lutinie i o pomarańczach. Mama pokiwała głową i uśmiechnęła się. Wszystko było dobrze. Lutin zniknął pod choinką z figlarnym śmiechem. Za oknem śnieg szeptał. Jaś zasnął z uśmiechem. W snach leciały gwiazdki i małe listy. Było ciepło. Była odwaga. Była radość.