Początek
W salonie pachniało choinką i mandarynkami. Czteroletnia Zosia stała na dywanie w czerwonych skarpetkach. Skarpetki miały białe pompony. Zosia lubiła te pompony. Hop, hop!
Na parapecie siedział mały Skrzat Farciarz. Miał czapkę w paski i oczy jak dwa guziki. Uśmiechał się cichutko, jakby znał sekrety całego domu.
„Cześć, skrzacie!” powiedziała Zosia.
„Cześć, Zosiu” szepnął Skrzat Farciarz. „Dziś jest czas śmiechu.”
Mama mieszała w garnku kompot. Tata wieszał bombki. A na półce stała pozytywka. Była okrągła, złota i miała małe okienko. Gdy się ją nakręciło, grała cichą kolędę. La-la-la.
Zosia nakręciła pozytywkę raz. Potem drugi raz. I jeszcze raz.
„Słyszysz? To muzyka jak śnieg” powiedziała.
Skrzat przyłożył palec do ust. „Pssst. A ja mam pomysł.”
Skrzat Farciarz lubił psoty. Ale tylko takie miłe. Takie, po których wszyscy się śmieją i przytulają. Rozejrzał się, czy nikt nie patrzy. Mama patrzyła w garnek. Tata patrzył na bombki. Zosia patrzyła na pozytywkę.
Skrzat wziął maleńką karteczkę. Na karteczce były krzywe literki i rysunek serduszka. Napisał: „Szukaj ciepła. Szukaj dobra. Uśmiechnij się!”
Karteczka była jak listek.
„Co to?” zapytała Zosia.
„Tajemnica. Niespodzianka” powiedział Skrzat. „Schowam to w… bzyyy… w muzyce.”
I hop! Skrzat wsunął karteczkę do środka pozytywki. Bardzo delikatnie, bardzo ostrożnie. Potem przycisnął okienko. Zadowolony potarł ręce.
„Teraz będzie mały psikus” zachichotał. „Ale taki ciepły jak kocyk.”
Środek
Zosia nakręciła pozytywkę. La-la-la… i nagle: cichutkie „stuk!”
Muzyka zadrżała. Zosia zmrużyła oczy.
„Mamo, muzyka zrobiła: stuk” powiedziała.
Mama podeszła i uśmiechnęła się. „Może jest zmęczona. Tak jak my po lepieniu pierogów.”
Tata też podszedł. „Pozytywka też lubi odpocząć.”
Zosia nie chciała, żeby muzyka odpoczywała sama. Zosia lubiła, gdy wszystko jest razem. Wzięła pozytywkę w dwie dłonie. Była chłodna jak śnieżna kulka, ale przyjemna.
Skrzat Farciarz usiadł na półce obok. Nóżki mu dyndały. Udawał, że nic nie wie. Gwizdał cichutko: „ti-ti-ti”.
Zosia potrząsnęła pozytywką raz. Potem drugi raz. Bardzo delikatnie.
„Halo? Muzyko?” szepnęła.
Znów było „stuk”. Jakby w środku ktoś pukał.
Zosia zrobiła wielkie oczy.
„Nie bój się” powiedziała mama od razu i pogłaskała Zosię po włosach. „To tylko dźwięk. Nic złego.”
Tata przykucnął. „Sprawdzimy razem. Razem jest łatwiej.”
Skrzat Farciarz w duchu klasnął. „Razem” brzmiało jak dzwoneczek. Dzyń!
Zosia postawiła pozytywkę na stole. Tata poprosił: „Zosiu, pokaż, jak ją nakręcasz.”
Zosia nakręciła. La-la-la… i „stuk!” znów.
„Coś tam jest” powiedział tata spokojnie. „Może mały papierek?”
Mama przyniosła ściereczkę, żeby nic się nie zarysowało. Tata bardzo delikatnie otworzył małe okienko. Tylko troszeczkę. Jak uchylone drzwi.
I wtedy wypadła karteczka. Fru! Jak płatek śniegu. Spadła prosto na stół.
Zosia aż klasnęła. „List! List!”
Skrzat Farciarz zrobił minę niewiniątka. „Kto? Ja? Ja nic.”
Mama wzięła karteczkę i przeczytała głośno, powoli:
„Szukaj ciepła. Szukaj dobra. Uśmiechnij się!”
Zosia zaczęła się śmiać. „To śmieszne! To jak zabawa!”
Tata też się uśmiechnął. „To bardzo miłe.”
Zosia rozejrzała się dookoła. „Gdzie jest ciepło?”
Mama wskazała kubki z kakao. „Tu jest ciepło.”
Tata wskazał lampki na choince. „Tu też jest ciepło. Takie świetlne.”
Zosia przytuliła misia. „A tu jest ciepło najbardziej!”
Skrzat Farciarz zeskoczył z półki i stanął przy pozytywce. „No dobrze” powiedział cichutko. „To ja schowałem list. Chciałem małej niespodzianki.”
Zosia nie była zła. Zosia lubiła niespodzianki, gdy są łagodne.
„Skrzacie, psikus!” zaśmiała się.
„Psikus, ale z serduszkiem” powiedział skrzat i dotknął palcem rysunku serca.
Zosia pomyślała chwilkę. Potem powiedziała: „To teraz ja!”
Wzięła drugą karteczkę. Narysowała na niej choinkę i trzy kropki: krop, krop, krop.
„To śnieg” wyjaśniła.
Napisała, jak umiała: „Dla mamy i taty: buziak.”
Mama przytuliła Zosię. Tata pocałował ją w czoło.
„To najlepsza wiadomość” powiedział tata.
Skrzat Farciarz zakręcił się w kółko. „Ojej, ale tu dużo dobra!”
Koniec
Wieczorem salon świecił miękko. Lampki mrugały powoli: mru-mru-mru. Pozytywka znów grała. Tym razem bez „stuk”. La-la-la, cichutko i gładko.
Zosia siedziała na kolanach u mamy. Tata siedział obok. Skrzat Farciarz usiadł przy ich skarpetkach, jak mały strażnik śmiechu.
„Skrzacie” szepnęła Zosia. „Następnym razem schowaj list… ale powiedz mi wcześniej.”
Skrzat kiwnął głową. „Obiecuję. Psoty mają być miłe i bez martwienia.”
Mama pogłaskała Zosię. „Widzisz? Gdy coś nas zastanawia, mówimy o tym. I robimy to razem.”
Zosia przytaknęła. „Razem.”
Skrzat Farciarz podsunął Zosi jeszcze jedną małą karteczkę. Była pusta.
„Na jutro” szepnął. „Na kolejną dobrą wiadomość.”
Zosia ziewnęła. „Jutro narysuję serce. Duże.”
„Dobre serce mieści się wszędzie” powiedziała mama.
Muzyka płynęła jak ciepłe mleko. Choinka pachniała. Kakao pachniało. Zosia zamknęła oczy.
Skrzat Farciarz poprawił jej skarpetkę z pomponem, bardzo delikatnie. Pompon drgnął: hop, hop. A potem już tylko cisza i spokój.
I w tym domu, w ten świąteczny czas, psikus zamienił się w uśmiech. A uśmiech w przytulenie. I wszyscy czuli się bezpiecznie, miękko i radośnie.