Było sobie trzech chłopców: Kubuś, Staś i Franio. Mieli prawie cztery lata i byli bardzo ciekawscy. Pewnego wieczoru, gdy mamusia przygotowywała kolację, chłopcy zobaczyli coś dziwnego w salonie. Na środku dywanu stała wielka, kolorowa piłka. Ale to nie była zwykła piłka - ta piłka miała oczy i uśmiechała się do nich!
„Cześć!” powiedziała piłka. „Jestem Piłczuś! Chcecie się bawić?”
Chłopcy byli zaskoczeni, ale bardzo się ucieszyli. „Tak, tak!” zawołali wszyscy naraz.
Piłczuś zaczęła się toczyć po pokoju, a chłopcy biegali za nią, śmiejąc się i klaszcząc w ręce. Nagle Piłczuś podskoczyła wysoko i wylądowała na kanapie! Chłopcy spojrzeli na siebie z niedowierzaniem.
„Wow, Piłczuś umie skakać!” powiedział Staś.
„A może umie śpiewać?” zapytał Kubuś.
„Nie, nie, ja umiem tańczyć!” odpowiedziała Piłczuś i zaczęła kręcić się w kółko, a chłopcy razem z nią tańczyli.
Nagle do pokoju wszedł tata. Zobaczył chłopców i roześmiał się. „Co tu się dzieje?” zapytał z uśmiechem.
„Tańczymy z Piłczusiem!” odpowiedział Franio.
„Piłczuś? Ojej, to niesamowite!” powiedział tata, udając, że też widzi tańczącą piłkę.
Chłopcy bawili się jeszcze chwilę, a potem usiedli na dywanie. Piłczuś znowu była zwykłą piłką, ale w ich sercach pozostała radość i śmiech.
„Dobranoc, Piłczuś!” powiedzieli chłopcy, tuląc się do siebie.
I tak, z uśmiechami na twarzach, zasnęli spokojnie.