Część 1
Po długiej zimie słońce wreszcie grzało jak ciepła dłoń. Śnieg zniknął z chodnika, a na trawie pojawiły się małe, zielone kreski. Cztery dziewczynki, wszystkie mniej więcej trzyletnie, spotkały się w parku obok domu.
Była Ala w żółtej czapce. Była Basia w zielonej kurtce. Była Celinka w różowych kaloszach. I była Dora z małym plecakiem, w którym szeleszcząco coś niosła.
„Pachnie inaczej!” powiedziała Ala i wciągnęła powietrze nosem. Pachniało mokrą ziemią i świeżymi liśćmi.
„Słyszysz?” szepnęła Basia. Z krzaków dobiegało ciche „ćwir, ćwir”. Ptaki wróciły.
Celinka przykucnęła i dotknęła trawy. „Miękkie,” powiedziała. Trawa była jeszcze krótka, ale już żywa. Dora uśmiechnęła się szeroko.
„Ja mam zeszyt,” powiedziała Dora i pokazała plecak. „Na wiosnę.”
Dziewczynki szły powoli alejką. Nie spieszyły się. Patrzyły na pąki na gałązkach. Pąki były jak małe, zamknięte paczuszki.
„Co jest w środku?” spytała Basia.
„Listki,” odpowiedziała spokojnie Dora. „Jeszcze śpią.”
Ala podniosła patyczek. „To różdżka!” zaśmiała się. Potem zatrzymała się przy krzewie. Na cienkiej gałązce wisiały dwa suche płatki, jasnobrązowe, lekkie jak papier.
„To jeszcze z zeszłego roku,” powiedziała Celinka.
Dora delikatnie wzięła płatki w palce. Były kruche. „Suche płatki,” szepnęła. „Mogę je wkleić.”
Basia popatrzyła na Dorę. „A po co?”
„Żeby pamiętać,” odpowiedziała Dora. „Że wiosna wróciła. I że była zima. I że wszystko się zmienia.”
Dziewczynki przytuliły się do siebie na chwilę, jakby chciały zatrzymać to ciepło. Potem poszły dalej. Z daleka widać było ławkę w słońcu. Tam usiadły.
Dora wyjęła z plecaka zeszyt w twardej okładce. Okładka była niebieska, jak niebo bez chmur. Wyjęła też mały klej w sztyfcie.
„Możemy razem?” spytała cicho.
„Razem!” powiedziała Ala.
Dora otworzyła zeszyt. Kartki pachniały papierem. Na pierwszej stronie była narysowana kredką mała kropelka deszczu i uśmiechnięte słońce.
„Wiosna ma deszcz i słońce,” powiedziała Dora, jakby opowiadała sekret.
Część 2
Dora posmarowała klejem miejsce na kartce. Ostrożnie, powoli. Celinka podała jej suche płatki.
„Delikatnie,” powiedziała Celinka.
„Delikatnie,” powtórzyła Dora. Położyła płatki na kleju. Przycisnęła je palcem, tylko troszeczkę, żeby się nie rozsypały.
Ala patrzyła z bliska. „Jak motyle skrzydełka,” szepnęła.
Basia też chciała coś dodać. Rozejrzała się wokół ławki. Znalazła mały, gładki kamyk, jasny jak mleko.
„To jest zimowy kamyk,” powiedziała Basia poważnie. „Jeszcze chłodny.”
Dora uśmiechnęła się. „Kamyka nie wkleję, bo jest ciężki,” powiedziała. „Ale narysuję go.”
I narysowała kółko kredką. Kamyk leżał obok na ławce, żeby pozował.
Celinka zobaczyła obok ścieżki małą żółtą plamkę. To był pierwszy kwiatek, niski i odważny. Dziewczynki nie zrywały go. Uklękły i patrzyły.
„On mówi: dzień dobry,” powiedziała Ala.
„Dzień dobry, kwiatku,” powiedziała Dora cicho.
Powiał lekki wiatr. Przyniósł zapach bzu z daleka, choć jeszcze był bardzo słaby. Liście zaszumiały jak miękka kołderka.
„Słyszysz wiosnę?” spytała Basia.
„Słyszę,” odpowiedziała Celinka. „Jest cichutka.”
Dora wyjęła z plecaka małą chusteczkę. Na jej brzegu było trochę piasku.
„Mokro po roztopach,” powiedziała. „Wiosna robi kałuże.”
„Kałuże lubię!” zawołała Ala. „Plusk, plusk!”
„Tylko w kaloszach,” przypomniała Celinka i potrząsnęła swoimi różowymi kaloszami.
Usiadły znowu. Dora dopisała na kartce duże, krzywe literki, tak jak umiała: „WIO-SNA”. Litery były nierówne, ale dumne.
„To ja też!” powiedziała Basia. I dorysowała małą chmurkę. Celinka dorysowała trawkę. Ala dorysowała ptaszka z dziobkiem jak kropka.
„Teraz to jest nasza strona,” powiedziała Dora. „Nasza wiosna.”
Nagle Dora spojrzała na płatki. „A jak przyjdzie deszcz, one nie uciekną?” spytała, trochę zmartwiona.
Basia pogłaskała ją po ręce. „Nie uciekną. Są w zeszycie.”
„I zeszyt jest w plecaku,” dodała Ala.
„I plecak jest przy tobie,” powiedziała Celinka.
Dora odetchnęła spokojnie. „To dobrze,” szepnęła.
Część 3
Zrobiło się później, ale wciąż jasno. Słońce miało kolor miodu. Dziewczynki poszły wolno w stronę domu. Po drodze liczyły rzeczy, które budzą się po zimie.
„Jeden ptak,” mówiła Ala.
„Dwa pąki,” dodawała Basia.
„Trzy źdźbła trawy,” śmiała się Celinka.
„Cztery przyjaciółki,” mówiła Dora i ściskała pasek plecaka.
W domu Dora usiadła przy małym stoliku. Mama była blisko, w kuchni, i nuciła cicho. To było miłe i bezpieczne. Dora otworzyła zeszyt jeszcze raz. Suche płatki trzymały się dobrze. Pachniały bardzo słabo, jak wspomnienie.
Dora zamknęła oczy i przypomniała sobie park: mokrą ziemię, śpiew ptaków, ciepły wiatr na policzku. Dotknęła kartki. Była gładka. Klej już wysechł.
„Mamo,” zawołała Dora.
„Tak, kochanie?” odpowiedziała mama.
„Wiosna jest w zeszycie,” powiedziała Dora.
Mama podeszła, spojrzała i uśmiechnęła się. „Wiosna jest też w oknie,” powiedziała i odsunęła firankę. Za szybą drzewo miało małe, zielone końcówki.
Dora włożyła zeszyt na półkę. Obok stała książeczka o zwierzętach i pudełko z kredkami. Dora poczuła, że lubi życie: te spacery, te zapachy, te małe odkrycia z koleżankami.
Wieczorem Dora leżała w łóżku pod miękką kołdrą. Myślała o kolejnych stronach w zeszycie. Może wklei kiedyś płatek różowy, świeży. Może narysuje wielką kałużę. A może latem narysuje truskawkę.
„A potem będzie jesień?” szepnęła sama do siebie.
Wyobraziła sobie liście jak złote monety. A potem zimę, białą i cichą. I znów wiosnę, która wraca.
Dora uśmiechnęła się w ciemności, spokojnej jak wieczór. „Ciekawe, jakie będą następne pory roku,” powiedziała cicho.
I zasnęła, z ciepłem w sercu i z ciekawością, która była jak mały, jasny pączek.