Deszcz już nie pada. Ulica lśni. W domu jest ciepło. Zosia ma trzy lata. Ma miękkie kapcie i ciekawskie oczy. Bawi się misiówką. Nagle przystaje. Patrzy w dół.
Na podłodze, przy drzwiach, jest ślad błota. Jeden, brązowy, okrągły. W środku są paseczki, takie jak kreski na słoneczku.
„Ooo!” mówi Zosia. „To tajemnica. Pomożesz mi?”
Detektyw Zosia bierze drewnianą łyżkę. To jej lupa. Uśmiecha się. „Detektyw patrzy uważnie. Detektyw słucha. Detektyw pyta.”
Patrzy uważnie. Ślad błota jest okrągły. Nie jest długi. Nie ma czubka, jak but. Za chwilę znajduje drugi ślad. I trzeci. Kropka, kropka, kropka. Idą od drzwi do kuchni.
„Kto zostawił te kropki?” pyta Zosia. „Czy to but? Czy to łapka? Czy to kółko?”
Do kuchni wchodzi Mama. „Co robisz, Zosiu?” pyta łagodnie.
„Rozwiązuję sprawę. Mamy ślad błota!” mówi Zosia i pokazuje łyżkę.
Mama się uśmiecha. „Brzmi ciekawie. Jestem tu, gdybyś potrzebowała pomocy.”
Zosia głaszcze kota Puszka. Puszek ma mokre wąsy. Idzie po kafelkach. Zostawia cztery małe kropeczki. Tup tup tup tup.
Zosia porównuje. „Puszek robi cztery małe ślady. Nasz ślad jest jeden i okrągły. To nie kot.”
Zosia patrzy na swoje kapcie. Przykłada kapcia obok. „Mój kapeć ma nos i piętę. Nasz ślad jest kołem. To nie kapeć.”
Zosia podchodzi do wycieraczki. Stoją tam kalosze Mamy. „Czy to kalosz?” pyta. Przykłada palec. Wzór kalosza to kwadraciki. Na śladzie są paski. „To nie kalosz.”
„Hmmm,” mruczy Zosia. „Pomyślmy. Kto był w ogrodzie? Był deszcz. W ogrodzie jest błoto.”
Na blacie w kuchni leży marchewka z zielonym pióropuszem. Obok jest kropla wody. Zosia robi wielkie oczy. „Marchewka!” śmieje się. „Ktoś przyniósł marchewkę.”
Ślady błota robią kółko przy krzesełku. Zosia przykuca. „Kółko, kółko… Paseczki jak na oponie?” zagląda pod stół.
Tam, przy krzesełku, stoi wózek dla lalek. Jeden z kółek jest mokry. Na gumie są paseczki. Zosia dotyka bardzo delikatnie. „Nie dotykam błotka, tylko patrzę,” mówi do siebie. „To ważne.”
„Mamo,” woła Zosia wesoło. „Znalazłam ślad! To koło wózka. Wjechało w błoto. Kółko to kółko!”
Mama klaszcze cicho. „Brawo, detektywie. Uważnie patrzyłaś. Porównałaś. Zapytałaś. I znalazłaś odpowiedź.”
Zosia kiwa głową. „I jeszcze marchewka. Wózek woził marchewkę. Z ogrodu.”
Mama śmieje się. „Pewnie ktoś pomagał tacie. Tato mył marchewki na zewnątrz. A ty przywiozłaś jedną dla lali?”
Zosia chichocze. „Tak troszkę. Lala lubi zupkę.”
Puszek miauczy, jakby mówił: „Miau, sprawa rozwiązana.”
„Mamy plan,” mówi Zosia poważnie. „Najpierw porządek. Potem zupka. Detektywi sprzątają.”
Mama przynosi małą szmatkę i wiaderko. Daje Zosi małą gąbkę. „Ty możesz zetrzeć kropki. Ja wytrę resztę.”
Zosia wyciera powoli. Jedna kropka. Druga kropka. Trzecia kropka. „Znikają!” mówi z dumą. „To magia i praca.”
„To uwaga i praca,” poprawia łagodnie Mama. „Patrzyłaś uważnie. To ważne.”
Zosia uśmiecha się szeroko. „Uwaga to moja supermoc.”
Wózek stoi teraz przy dywanie. Kółko jest suche. Marchewka jest umyta. Zupa dla lali stała się sałatką. Puszek nie dostaje marchewki, ale dostaje głaskanie.
„Sprawa śladu błota zakończona,” mówi Zosia. „Dziękuję za pomoc.” Mruga do ciebie. „Bez ciebie byłoby trudniej.”
Mama nalewa kakao. Powietrze pachnie czekoladą. W domu jest spokojnie i jasno. Zosia siada na krzesełku z miękką poduszką. Stuka łyżeczką w kubek. Ding, ding.
„Następna sprawa jutro,” szepcze. „A teraz odpoczynek.” Puszek zwija się w kłębek. Zosia przytula misia. W sercu ma ciepło. Wszystko jest w porządku.