Mały Niedźwiadek Borys lubił bawić się w detektywa. Miał czapkę w paski, lupę z plastikowym szkłem i notesik z rysunkami łapek. Dziś w Leśnym Przedszkolu był spokojny poranek. W kąciku kuchennym pachniało owsianką, a na półce stał wielki słoik miodu. Miód był złoty i błyszczał jak małe słońce.
Nagle rozległo się zdziwione: „Oj, oj!”
To była Wiewiórka Tola. Stała przy półce i machała ogonem jak miotełką. „Borysie… miodu nie ma! Słoik jest, ale pusty!”
Borys podszedł bliżej. Faktycznie: słoik stał, ale był prawie pusty. Na dnie zostały tylko trzy leniwe krople.
„Spokojnie” powiedział Borys ciepło. „To będzie łagodna sprawa. Bez strachu. Po prostu znajdziemy, co się stało.”
„Ale kto zjadł miód?” szepnęła Tola.
„Zrobimy śledztwo” rzekł Borys. „A ty, czytelniku, pomożesz mi. Będziemy patrzeć, wąchać i myśleć.”
Borys otworzył notesik. Narysował duży słoik i obok trzy kropki. „Wskazówka numer jeden: słoik jest na miejscu. To znaczy, że nikt nie zabrał słoika. Tylko miód zniknął.”
Pod półką leżało coś małego. Borys pochylił się i podniósł… żółtą okruszynkę.
„To wygląda jak… płatek kukurydziany!” ucieszył się. „Wskazówka numer dwa: płatek.”
W tym momencie przydreptał Jeżyk Julek. Niósł czerwony kubek. „Co tu robicie?” zapytał.
„Szukamy miodu” odpowiedziała Tola.
Julek powąchał powietrze. „Ja czuję słodko. Trochę miodowo.”
Borys też powąchał. Rzeczywiście, w powietrzu unosił się delikatny zapach, jak słodki kocyk.
„Dobrze” powiedział Borys. „Teraz rozejrzymy się po śladach. Kto był przy półce rano?”
Zza zasłonki wyszła Króliczka Lila. Miała na łapkach odrobinę kleju i papier kolorowy. „Ja robię laurki!” oznajmiła wesoło. „Kleję serduszka. To takie twórcze!”
„Czy dotykałaś słoika z miodem?” zapytał Borys bardzo grzecznie.
„Nie. Ja kleję, nie liżę” zaśmiała się Lila. „Choć czasem klej pachnie jak ciastko.”
„Dobra odpowiedź” mruknął Borys i narysował w notesie serduszko. „Króliczka robi laurki. To pasuje.”
Przyszedł też Kaczorek Kajtek, cały w plamkach po wodzie. „Pluskałem się w misce!” powiedział dumnie. „Robiłem fale jak statek.”
Borys spojrzał na jego dziób. Był czysty, tylko mokry. „Czy jadłeś coś słodkiego?”
„Ja? Nie. Ja lubię zupę z ziarenek” odpowiedział Kajtek i zakwakał.
Wtedy z klocków wyłoniła się Mrówka Mira. Była malutka, ale bardzo szybka. Ciągnęła cienką nitkę. „To do mojej girlandy!” zawołała. „Będzie wisieć nad stołem. Będzie pięknie!”
Borys uśmiechnął się. „Warto tworzyć. Kreatywność to supermoc.”
Potem Borys zauważył coś jeszcze. Na półce, tuż obok słoika, była mała plamka. Lepka, błyszcząca.
„Wskazówka numer trzy: plamka miodu na półce” powiedział Borys. „Czytelniku, co to znaczy? Jeśli miód kapał tutaj, to ktoś nalewał albo mieszał tuż przy półce.”
Borys spojrzał na podłogę. Na desce prowadziła cienka, błyszcząca linia. Jak ścieżka! Ścieżka była bardzo krótka. Kończyła się przy stoliku z plasteliną.
„Oho” szepnęła Tola. „Miodowa ścieżka!”
Przy stoliku siedział… Bóbr Benek. Miał szeroki uśmiech i coś lepił. Na stole stała miseczka, a w niej… złota, lepiąca masa.
Benek machnął łapką. „Cześć! Robię rzeźbę. To będzie wulkan! A to jest… miodolina. Miód i płatki. Bo wulkan musi mieć lawę!”
Borys podrapał się po głowie. „Czy ty wziąłeś miód ze słoika?”
Benek spuścił wzrok. „Troszeczkę… Myślałem, że to tylko do zabawy. Chciałem, żeby było wyjątkowo. I żeby pachniało słodko.”
Tola zrobiła wielkie oczy, ale Borys podniósł łapkę. „Spokojnie. Benku, dobrze, że mówisz prawdę. Ale miód jest do jedzenia dla wszystkich, nie tylko do wulkanu.”
Benek szybko pokiwał głową. „Przepraszam. Ja nie chciałem zabrać wszystkim. Ja chciałem stworzyć coś… bardzo, bardzo.”
Borys pomyślał chwilę. „Mam hipotezę” powiedział powoli. „Może nie zjadłeś całego miodu. Może część jest w miseczce. A część… mogła się wylać albo przykleić do płatków.”
„To prawda!” Benek odsunął miseczkę. W środku było sporo miodu, wymieszanego z płatkami. „Ja mieszałem, bo lawa musi być gęsta.”
„Czytelniku, czy widzisz?” zapytał Borys. „To nie był złodziej, tylko artysta, który potrzebował pomocy i zasad.”
Borys zaproponował plan. „Benku, zrobimy tak: oddamy miód, ile się da, do słoika. A wulkan zrobimy z plasteliny i żółtej bibuły. Będzie wyglądał jak lawa, a miód zostanie na podwieczorek.”
Benek aż podskoczył. „Bibuła! Super! Mogę zrobić też dym z waty!”
Tola uśmiechnęła się szeroko. „A ja przyniosę nowe płatki. Do jedzenia, nie do wulkanu.”
Razem, łapka w łapkę, przelali miodową mieszankę przez sitko z kącika kuchennego. Miód wrócił do słoika, a płatki trafiły do miski dla ptaszków na dworze.
Borys zapisał w notesie: „Sprawa miodu rozwiązana. Wskazówki: płatek, plamka, ścieżka. Wniosek: twórcza pomyłka.”
Potem wszyscy usiedli przy stole. Wulkan z plasteliny stał dumnie, miał bibułową lawę i watowy dym. A obok stał słoik miodu, znów prawie pełny.
Benek powiedział cicho: „Następnym razem zapytam.”
„I to jest mądre” odparł Borys. „Detektyw też pyta, zanim coś weźmie.”
Wiewiórka Tola zaśmiała się. „A nasz detektyw niedźwiadek rozwiązał sprawę bez strachu. Tylko z myśleniem.”
Borys mrugnął do czytelnika. „Dziękuję za pomoc. Twoje oczy były dziś moją lupą.”
I w Leśnym Przedszkolu znów było spokojnie, ciepło i słodko.