W małym, kolorowym lesie mieszkał sprytny lisek o imieniu Lutek. Lisek Lutek był znany wśród swoich przyjaciół jako najlepszy mały detektyw. Pewnego słonecznego poranka, kiedy słońce świeciło jasno, a ptaki śpiewały wesoło, Lutek otrzymał ważną wiadomość od swojej przyjaciółki, wiewiórki Zosi.
„Lutku, musisz mi pomóc!” zawołała Zosia, skacząc z gałęzi na gałąź. „Zgubiłam moje ulubione orzeszki i nie mogę ich znaleźć!”
Lutek podrapał się po głowie. „Spokojnie, Zosiu, pomożemy ci je odnaleźć. Razem damy radę!”
Razem z Zosią zaczęli szukać orzeszków. Pierwszym miejscem, które odwiedzili, była polanka, gdzie Zosia zwykle bawiła się z przyjaciółmi. Tam spotkali Misia Michała, który właśnie zajadał się miodem.
„Misiu Michale, czy widziałeś orzeszki Zosi?” zapytał Lutek.
Michał oblizał się i pokręcił głową. „Nie, nie widziałem, ale możecie zapytać Królika Kacpra. On zawsze coś wie!”
Udali się więc do domu Kacpra, który mieszkał w przytulnej norze pod wielkim drzewem. Kacper siedział przed domem i chrupał marchewkę.
„Cześć, Kacprze! Czy widziałeś orzeszki Zosi?” zapytała Zosia z nadzieją w głosie.
Kacper się zamyślił. „Hmm, widziałem coś... Tak! Widziałem jak ptaszek Fruzia coś dziobkała i niosła w stronę wielkiego dębu!”
Lutek i Zosia podziękowali Kacprowi i pobiegli w stronę wielkiego dębu. Tam, na jednej z gałęzi, siedziała Fruzia z dziobkiem pełnym orzeszków.
„Fruziu, czy te orzeszki są Zosi?” zapytał Lutek uprzejmym tonem.
Fruzia spojrzała na orzeszki i kiwnęła głową. „Och, przepraszam, nie wiedziałam, że to twoje, Zosiu! Wzięłam je, bo myślałam, że ktoś je zostawił. Masz, oddaję ci je!”
Zosia uśmiechnęła się szeroko. „Dziękuję, Fruziu! Cieszę się, że się znalazły.”
Po rozwiązaniu tajemnicy, Zosia uściskała Lutka. „Jesteś najlepszym detektywem, Lutku! Dziękuję za pomoc!”
Lutek poczuł się dumny i szczęśliwy. Uśmiechnięty, wrócił do swojego domku w lesie, zadowolony z tego, że mógł pomóc swojej przyjaciółce. I choć dzień powoli się kończył, wszyscy zasypiali z uśmiechem, wiedząc, że razem mogą rozwiązać każdą zagadkę.