Część 1
Jaś ma cztery lata. Ma też małą lupę i czapkę z daszkiem. Mówi, że jest detektywem. Dziś rano w przedszkolu było wesoło, aż nagle pani Ania zawołała: „O nie! Zniknęły trzy czerwone klocki z pudełka!”
Jaś podszedł cicho. Lubi chodzić dyskretnie, na paluszkach. „Spokojnie” – powiedział. „Zrobimy śledztwo.”
Pani Ania uśmiechnęła się. „Dobrze, detektywie Jasiu. Tylko bez straszenia.”
„Bez straszenia” – powtórzył Jaś. „To będzie miła zagadka.”
Jaś popatrzył na pudełko. Było żółte, a w środku klocki: niebieskie, zielone i… brak czerwonych.
„Są ślady?” – zapytał.
Obok pudełka leżał mały okruszek plasteliny. Zielony.
„Hmm” – mruknął Jaś i przyłożył lupę. „Kto bawił się plasteliną?”
W sali były trzy miejsca zabawy. Kącik kuchenny, dywan z torami i stolik plastyczny.
Jaś zrobił plan. „Dzieci, pomożecie? Ja pytam, a wy patrzycie. Szukamy czerwieni.”
„Tak!” – odpowiedziały dzieci.
Część 2
Najpierw Jaś poszedł do kącika kuchennego. Na talerzyku stał kubek. W kubku była woda… a w niej pływała mała czerwona kostka!
„Oho!” – szepnął Jaś. „Ale to tylko jeden klocek.”
Zosia mieszała łyżeczką. „To zupa pomidorowa dla misia” – powiedziała.
Jaś uśmiechnął się. „Dziękuję, Zosiu. Czy widziałaś jeszcze dwa czerwone?”
Zosia pokręciła głową. „Nie. Tylko ten. Bo czerwony jest jak pomidor.”
Jaś delikatnie wyjął klocek z kubka i położył obok pudełka. „Mamy pierwszy!”
Ale dwa wciąż zniknęły. Jaś nie poddał się. „Detektyw próbuje dalej. To ważne.”
Potem poszedł na dywan z torami. Stał tam pociąg. Stał… bo coś mu przeszkadzało. Pod mostkiem leżał czerwony klocek. A na nim mały ślad zielonej plasteliny.
„Aha!” – powiedział Jaś. „To ten sam okruszek co przy pudełku.”
Maks trzymał wagonik. „Pociąg nie chciał jechać” – westchnął.
„Bo miał czerwony kamień na torach” – wyjaśnił Jaś spokojnie. „Czy ty go tam położyłeś?”
Maks zrobił wielkie oczy. „Ja… budowałem górę. I plasteliną kleiłem. Klocek uciekł pod mostek.”
Jaś przytaknął. „Rozumiem. To się zdarza. Mamy drugi klocek.”
Dzieci klasnęły cicho, jakby to była gra.
Został trzeci. Jaś spojrzał na stolik plastyczny. Leżały tam kartki i kredki. I jedno pudełko po chusteczkach, które wyglądało jak mały domek.
Jaś znów poszedł na paluszkach. Zajrzał przez okienko domku. W środku było ciemno, ale nie strasznie. Po prostu jak w szafce.
„Czy widzicie coś czerwonego?” – zapytał dzieci.
„Ja widzę!” – zawołała Ola. „Coś błyszczy!”
Jaś wsunął rękę i wyjął… czerwony klocek z przyklejoną kartką. Na kartce był rysunek serca.
„To prezent!” – powiedziała Ola zawstydzona. „Chciałam zrobić niespodziankę dla pani Ani. Schowałam klocek, bo był najładniejszy.”
Pani Ania przykucnęła. „Olu, to miłe. Następnym razem powiedz, dobrze?”
Ola kiwnęła głową. „Dobrze.”
Część 3
Jaś ułożył trzy czerwone klocki obok pudełka. „Sprawa rozwiązana” – powiedział dumnie. „Jeden pływał w zupie. Drugi utknął pod mostkiem. Trzeci schował się w domku.”
Pani Ania pogłaskała Jasia po głowie. „Dziękujemy, detektywie. Byłeś cierpliwy.”
Jaś uśmiechnął się szeroko. „Cierpliwość to supermoc. Jak klocki się chowają, ja szukam dalej.”
Dzieci posprzątały razem. Zosia przyniosła kubek. Maks poprawił tory. Ola przykleiła serce na laurce.
Na koniec pani Ania powiedziała: „A teraz zbudujemy coś z czerwieni. Co to będzie?”
„Wóz strażacki!” – krzyknął Maks.
„Truskawka!” – zaśmiała się Zosia.
Jaś mruknął tajemniczo: „Może… czerwony zamek detektywa.”
Budowali spokojnie. Klocki klikały wesoło. A Jaś, już bez pośpiechu, schował lupę do kieszeni.
„Gdyby coś znów zniknęło…” – szepnął.
Pani Ania usłyszała i odparła: „To wiemy, kogo zawołać.”
Jaś roześmiał się cicho. I było dobrze, bezpiecznie i bardzo radośnie.