Padał deszcz. Kropelki stukały w okno, robiąc ciche „plum, plum, plum”. W pokoju siedziały dwie małe dziewczynki: Hania i Zosia. Obie miały po trzy lata, kolorowe kalosze i ogrodniczki z dużymi kieszonkami. Siedziały na miękkim dywanie i patrzyły na deszcz.
„Haniu, słyszysz, jak pada?” zapytała Zosia.
„Tak! Deszcz gra muzykę – plum, plum!” odpowiedziała Hania, uśmiechając się.
Nagle Hania rozejrzała się po pokoju. Coś było nie tak. Jej ukochana maskotka, Miś Kremuś, zniknęła! Zosia zauważyła, że Hania wygląda na zmartwioną.
„Co się stało, Haniu?” zapytała cicho.
„Nie ma Kremusia! Był tutaj na poduszce, a teraz nie ma!” powiedziała Hania, rozglądając się jeszcze raz.
Zosia podniosła brwi. „Może Miś poszedł tańczyć w deszczu?” zaproponowała i zaśmiała się troszkę.
Ale Hania była pewna, że Miś nie chodzi sam. To był prawdziwy zagadkowy problem! Teraz trzeba zrobić śledztwo. Hania i Zosia były bardzo dobre w rozwiązywaniu zagadek.
Hania powiedziała: „Musimy znaleźć ślady. Zobaczmy, gdzie był Kremuś.”
Obie podeszły do poduszki. Nic, tylko kilka okruszków po wczorajszych paluszkach i miękka kołderka. Hania przykucnęła i zajrzała pod łóżko. „Może się schował?”
Ciemno było pod łóżkiem, ale tam też nie było Misia. Zosia otworzyła wielkie pudełko z klockami – może Miś buduje wieżę? Ale w pudełku były tylko klocki i żółta kaczuszka.
Nagle Zosia zasłyszała ciche stukanie. To był deszcz, ale... coś jeszcze? Coś cichutkiego, jakby „szur, szur”. Obie nasłuchiwały. „To chyba szeleszczenie papieru!” powiedziała Zosia.
„Papier?” Hania podniosła głowę i spojrzała na stolik. Na stoliku leżał rysunek zrobiony kredkami. Obok była sterta kartek. „Może tam?”
Dziewczynki podeszły bliżej. Hania delikatnie podniosła kartki. Pod spodem leżały tylko kredki i kilka naklejek. Nagle Zosia zauważyła coś ciekawego. Na podłodze była mała, kremowa nitka.
„Patrz, Haniu! Nitka. To chyba z szaliczka Kremusia!”
Hania była zadowolona. „To ślad!” Złapały nitkę i ruszyły dalej. Nitka prowadziła za fotel. Obie były już bardzo ciekawe. Czy tam był Miś?
Hania zajrzała za fotel. Było tam trochę kurzu, kilka koralików i... zielony samochodzik. Ale Misiowi – ani śladu.
Ale dziewczynki się nie poddawały. Usiadły na chwilkę, żeby posłuchać deszczu. „Plum, plum, plum”, grał deszcz.
Zosia wyjęła z kieszonki soczek. „Napijmy się, pomyślimy lepiej!” powiedziała z uśmiechem. Hania zgodziła się.
Nagle Hania przypomniała sobie coś bardzo ważnego.
„Wiesz co, Zosiu? Pamiętam, że rano bawiłyśmy się w sklep. Kremuś był kasjerem!”
Zosia aż podskoczyła. „Tak! A sklep był pod stołem!”
Dziewczynki pobiegły do stołu. Obrus zwisał aż do podłogi, robiąc z niego świetny namiot. Weszły pod stół, a tam... leżał Kremuś! Był przykryty serwetką, jakby spał w swoim łóżeczku.
Hania przytuliła Misia mocno. „Znalazł się!” zawołała szczęśliwa.
Zosia uśmiechała się szeroko. „To była dobra zagadka. Współpracowałyśmy!”
Hania kiwnęła głową. „Tak! Tropiłyśmy ślady, słuchałyśmy dźwięków, przypomniałyśmy sobie zabawę. Razem się udało.”
Misia trzeba było przytulić, pogłaskać po głowie i opowiedzieć mu, co się działo podczas śledztwa. Kremuś był bardzo zadowolony, że znów jest z Hanią.
Dziewczynki znów usiadły na dywanie. Słuchały deszczu, który cicho grał za oknem. Było ciepło, miękko i bardzo wesoło.
Hania spojrzała na Zosię i powiedziała: „Jestem szczęśliwa, że mamy siebie i możemy razem rozwiązywać zagadki.”
Zosia uśmiechnęła się. „Ja też. Jesteśmy dobrymi detektywami!”
Obie przytuliły się do siebie i do Kremusia. Deszcz nadal plumkał. Zagadkowy dzień skończył się szczęśliwie i spokojnie. Wszystko było na swoim miejscu, a w serduszkach dziewczynek – radość.
I tak w ciepłym pokoju, przy dźwiękach deszczu, Hania i Zosia już myślały o kolejnych przygodach. Ale wiedziały, że razem poradzą sobie ze wszystkim, co przyniesie nowy dzień.