To był wieczór Halloween. Niebo było fioletowe. Powietrze pachniało kakao i cynamonem. Jaś miał cztery lata. Siedział przy oknie z mamą. W oknie świeciła dynia-lampion. Jej światło było ciepłe i pomarańczowe.
Nagle ktoś zrobił: puk, puk! Drzwi zapiszczały cichutko. Na progu leżał pakunek. Był owinięty w pomarańczowy papier. Miał żółtą wstążkę i naklejkę z gwiazdką. Na karteczce było napisane: „Dla Jasia”. I nic więcej.
„Kto to zostawił?” szepnął Jaś. Usłyszał szur, szur, jakby liść tańczył po schodku. W kącie zamruczał kot w białych skarpetkach.
„Koteczku, to ty?” zapytał Jaś.
„Miau! Nie!” odpowiedziało wesołe miau i kot pomachał ogonem.
Jaś wyszedł na ganek. Mama była obok, blisko. Wieczór był miękki, jak koc. W oddali słychać było ciche chichot, chichot. To dzieci w przebraniach śmiały się i tupały: tup, tup.
Przyszedł Franek w kostiumie dyni.
„Cześć, Jasiu!”
„Czy to ty zostawiłeś paczuszkę?”
„Nie. Ale mogę pomóc. Będziemy detektywami!”
Dołączyła Tola w skrzydłach wróżki.
„Ja też pomogę!” zawołała i przewróciła się ze śmiechu, bo skrzydła łaskotały ją w kark.
Na schodku, obok paczuszki, leżały trzy złote konfetti. A na wstążce była kropeczka mąki, jak biała chmurka. „Ślady!” powiedział Jaś poważnie, choć oczy mu się śmiały.
Przy furtce trzepotał pasek fioletowej wstążeczki. „Szur, szur!” To wiatr bawił się wstążką. Za krzaczkiem bukszpanu ktoś powiedział: „Hihi!”
„Halo?” zawołał Jaś.
Z krzaczka wysunęła się długa, biała… pościel? Nie, to był prześcieradłowy duszek na patyku!
„D-duszek?” spytał Jaś.
„To tylko ja!” zaśmiał się głos. Zza krzaczka wyskoczyła Lila w czapce nietoperza. Obok stał Leo z patykiem i prześcieradłem.
„Chcieliśmy, żeby było tajemniczo,” przyznała Lila.
„I śmiesznie!” dodał Leo. „Czy paczuszka ci się podoba?”
Jaś zrobił wielkie oczy. „To wy?”
„Tak,” powiedzieli razem. „Niespodzianka przyjacielska. Wesołego Halloween!”
Mama pokiwała głową i uśmiechnęła się ciepło. „Piękny gest. Otwórzmy razem.”
Jaś rozwiązał żółtą wstążkę. Papier zaszeleścił: szu, szu. W środku była mała latarenka z dyniową buzią. Były też ciasteczka w kształcie gwiazdek, pachnące wanilią. I kredki świecowe w jesiennych kolorach.
„Podzielimy się?” zapytał Jaś.
„Tak!” krzyknęli przyjaciele. Każdy wziął po gwiazdce. Były miękkie i słodkie. Paluszki leciały w okruszki.
„Narysujemy naszą paczkę przyjaciół?” zaproponowała Tola.
„I kota w skarpetkach!” dodał Franek.
Kot zamruczał: „Miau,” jakby się zgadzał.
Kiedy skończyli rysować, zrobiło się bardziej ciemno, ale wesoło. Mama wstawiła do latarenki małą świeczkę. Płomyczek zapłonął cicho, jak szept. Światło zatańczyło na ich nosach.
„Pomyślmy życzenie,” powiedział Jaś. „O przyjaźń. I o śmiech.”
Wszyscy skinęli głowami. Policzki mieli różowe od radości.
„Raz, dwa, trzy!” zawołał Jaś.
Zrobili: fuuu.
Świeczka zadrżała, zrobiła „pyk” i zgasła.