Początek
Olek i Maja mieli po trzy lata. Mieszkali w domu, gdzie zawsze było „hop-hop!” i „hehe!”.
Olek jeździł małym wózkiem. Wózek robił: „turrr-turrr”. Maja biegała szybko jak kotek.
Pewnego ranka Olek zobaczył na stole kolorowe karteczki. Były żółte, zielone i różowe.
„Ooo! To będą tajne znaki!” powiedział.
„Tajne? Jak super!” ucieszyła się Maja i aż klasnęła: „klap-klap!”
Olek pokazał palcem na żółtą karteczkę.
„Żółty znaczy: ‘chodź tu'.”
Maja kiwnęła głową tak mocno, że jej kucyk podskoczył.
„A zielony?” zapytała.
„Zielony znaczy: ‘cisza jak myszka'.”
Maja zrobiła minę myszki: „pii-pii!” i od razu zachichotała.
„A różowy!” dodał Olek. „Różowy znaczy: ‘przytulas'.”
„Ja chcę jeszcze znak!” powiedziała Maja.
„Ja też!” powiedział Olek.
I już zaczęli mówić naraz.
„Mój!” „Mój!” „Mój!”
Maja wzięła jedną karteczkę. Olek też chciał tę samą.
„Hej!” Maja zrobiła obrażoną buzię.
„Hej!” Olek zrobił taką samą.
Przez krótką chwilę było „hmph!”. Ale tylko krótką.
Olek spojrzał na Maję i mrugnął.
„Zrobimy dwa takie same?” zaproponował.
Maja od razu się rozjaśniła.
„Dwa! Dwa!” podskoczyła.
Zrobili więc nowe znaki: kółko i trójkąt. Olek narysował kółko grubo, Maja narysowała trójkąt krzywo, ale śmiesznie.
„To jest trójkąt śmiechotka!” powiedziała.
Środek
Teraz trzeba było rozłożyć znaki w domu. To była misja. Tajna misja.
„Najpierw kuchnia!” szepnęła Maja, choć wcale nie umiała szeptać i wyszło: „KUCHNIA!”
Olek parsknął śmiechem: „Pff! Hehe!”
Przy lodówce przykleili żółty znak.
„Żółty: chodź tu” przypomniał Olek.
„Chodź tu, lodówko!” zawołała Maja.
Lodówka nie przyszła. Stała.
„Ona jest ciężka” westchnęła Maja.
„To dobrze” powiedział Olek. „Bo jakby poszła, to gdzie by spało mleko?”
I oboje znów: „hahaha!”
W salonie przykleili zielony znak na półce.
„Zielony: cisza” powiedziała Maja bardzo poważnie.
Olek zrobił palec na usta: „Siii…”
I wtedy wózek Olka zapiszczał: „pik-pik!” bo zahaczył o dywan.
Maja aż się zgięła ze śmiechu.
„To nie była cisza!”
„To był dywan” odpowiedział Olek.
W korytarzu, przy drzwiach, dali różowy znak.
„Różowy: przytulas” powiedzieli razem.
I od razu zrobili „przytulas-bum!” – zbyt mocno, aż się poturlali na miękki chodnik.
„Bum!”
„Puf!”
„Hehe!”
Potem przyszedł czas na nowe znaki.
Kółko miało znaczyć: „czas na głupią minę”.
Trójkąt śmiechotka miał znaczyć: „tańczymy jak galareta”.
„Przetestujmy!” powiedziała Maja.
Przykleiła kółko na drzwiach łazienki.
Olek podjechał, zobaczył kółko i zrobił minę: policzki jak balony, oczy jak guziki.
Maja prawie spadła z dywanu. „Hiii!”
A potem Maja przykleiła trójkąt na szafce z butami.
Olek spojrzał i zaczął tańczyć rękami: „glu-glu, plask!”
Maja dołączyła i tańczyła nogami: „czap-czap!”
Wyglądali jak dwie wesołe galaretki.
Nagle oboje sięgnęli po tę samą taśmę.
„Ja!”
„Ja!”
I znów „hmph!” przez sekundkę.
Wtedy Olek pokazał na różowy znak w korytarzu.
Maja spojrzała.
„Różowy” powiedziała cicho.
„Przytulas” dodał Olek.
I już nie było kłótni. Był „przytulas” i „hehe”.
Koniec
Wieczorem zrobili ostatni test. To była „wielka próba”.
Maja stanęła w kuchni, Olek w salonie.
Maja podniosła żółtą karteczkę.
Olek od razu podjechał: „turrr-turrr”.
„Działa!” ucieszyli się.
Potem Olek pokazał zielony znak.
Maja zrobiła super ciszę. Taką prawie idealną.
Tylko jej brzuszek powiedział: „burrr”.
Olek zachichotał. „To był tajny brzuszek.”
Na koniec oboje podeszli do różowego znaku.
„Przytulas?” zapytała Maja.
„Przytulas!” odpowiedział Olek.
Przytulili się spokojnie, miękko, jak dwa małe misie.
Znaki wisiały w domu i wyglądały jak kolorowe uśmiechy.
A gdy ktoś chciał się droczyć, wystarczył jeden różowy znak i już było dobrze.
„Jutro zrobimy nowe?” zapytała Maja sennie.
„Tak” szepnął Olek. „Jeszcze bardziej tajne.”
„I jeszcze bardziej śmieszne” dodała Maja.
I tak, z małych sprzeczek, robiły się wielkie chichoty.
W domu było ciepło, cicho i wesoło.
A znaki szeptały na ścianach: „chodź tu… cisza… przytulas… i hehe.”